Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


11 sie 2011

Fryzury albo kolejna zaleta żłobka

1 rok, 9 miesięcy i 9 dni

Lilka nigdy nie była bezwłosym niemowlęciem, choć przyznać trzeba, że z początku nie była to imponująca koafiura
Z czasem okazywało się, że Lila - chwała Bogu - w dziedzinie owłosienia wdała się raczej w tatusia i - jeszcze chwalsza Bogu - w dziadka. O:

Niestety, wprost proporcjonalna do wzrostu loków była niechęć Lili do poddawania ich wszelkim, najprymitywniejszym nawet, zabiegom fryzjerskim, w związku z czym włosy rosły jak chciały (grzywkę udało mi się kilka razy podciąć różnymi chytrymi sposobami, w tym raz mininożyczkami od miniscyzoryka, kiedy dziecko przysnęło w foteliku samochodowym), wpadały do oczu i do zupek, zahaczały się o zapięcie śliniaczka i w ogóle czyniły sporo zamieszania.

Kiedy pani w żłobku poprosiła nas o przyniesienie gumek, usiłowałam jej wytłumaczyć, że to na nic, bo Lila zrywa gumki po 10 sekundach, o ile w ogóle pozwoli je sobie założyć.

Takie dziecko odebrałam (moje, nie moje?):


Kolejnego dnia takie:


Potem takie:

I takie:

Próbowałam tego samego w domu, ale zdecydowanie nie ten autorytet. Zdecydowanie...
Więc po prostu odstawiamy Lilkę do żłobka z zestawem gumek w kieszonce i odbieramy pięknie uczesaną pannę.

7 sie 2011

Zestaw Mały Wojownik

21 miesięcy i 5 dni

W skład zestawu wchodzi dziecko, farbki w kilku kolorach oraz pędzelki (fakultatywnie).

Dziecko dostało farbki. Oraz kartkę i dwa pędzelki.
Przez pięć minut malowało pędzelkiem po kartce, wg instrukcji obsługi farb.
Potem zaczęło maczać w farbkach paluszki, również zgodnie z instrukcją, bowiem na pudełku stało jak byk, że są "do malowania rękami". Nie przypominam sobie, żeby instrukcja przewidywała również malowanie rękami twarzy, ale tym zajęła się Lila w następnej kolejności.

Później, jak na elegantkę przystało, Lila wzięła cienki pędzelek i precyzyjnie obmalowała sobie dziurki od nosa (również w środku) oraz paznokcie.

Po każdym etapie zdobienia przyglądała się krytycznie w lusterku.


Na koniec podniosła ochronny fartuszek i zaczęła mazać pędzelkiem po brzuszku.
- Lilcia, a co ty tam malujesz? - pytam.
- Dzidzię.

Kompletny wojownik z dzidzią (choć bardziej pasowałoby: z dzidą) wyglądał tak:


Zaraz po sesji zdjęciowej powędrował pod prysznic, gdzie okazało się, że farbki są łatwozmywalne tylko do pierwszego zaschnięcia. Do kościoła wojownik powędrował już czysty, ale z dyskretnie zielonym wypełnieniem małżowiny usznej prawej oraz gustownym pasemkiem w kolorze khaki.

3 sie 2011

Żłobek

Jakoś o tym nie pisałam. Tylko tyle, że Lila poszła.
A początki były trudne. Truuuudne.

Lilut żłobka nie pokochał od pierwszego wejrzenia, delikatnie mówiąc. Bał się go i odstawiał cyrki. Cyrki zaczynały się już w samochodzie i polegały na łzawych protestach, przeradzających się w miarę zmniejszania odległości od żłobka w protesty histeryczne i gwałtowne. Do tego stopnia, że wychodziłam, zostawiając ryczące dziecko i słyszałam ten ryk jeszcze na ulicy, przez zamknięte okna. Lila w żłobku nic nie jadła, kiedy się po nią przyszło, z wdzięcznością wtulała się w wybawiciela i od razu zaczynała mówić "papa" wszystkim napotkanym osobom, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że już stąd wychodzi. No i poza tym oczywiście chorowała na potęgę.

Tak z miesiąc to trwało.
Po tym czasie Lila przestała chorować.
Przekonała się też do żłobka.
Przekonała się do tego stopnia, że rano w szatni zapomina zdjąć kurteczki, bo już jest przecież w połowie schodów na górę. Zaraz potem sama puka do drzwi sali i biegnie do dzieci, nigdy nie reagując na prośby matki "Liluś, ale pożegnaj się ze mną!" Kiedy ostatnio po nią przyszłam, powiedziała, że nie idzie do domu. Swoim paniom pozwala się czesać w wymyślne fryzury, więc cały przydział gumek do włosów rezyduje teraz w żłobku, bo w domu na ogół nie daje sobie zrobić głupiego kucyka.

I na koniec dialog sprzed kilku dni:
- Lila, a kochasz mamusię?
- E-e
- Hm, to kogo kochasz?
- Baba... Dziadzia...
- I...?
- Bobka! *)




*) Żłobka

1 sie 2011

Samodzielność

Ma swoje ciemne strony.
Lila przychodzi do kuchni, otwiera sobie szufladę, po omacku (szuflady znajdują się zdecydowanie powyżej czubka jej głowy) wygrzebuje łyżeczkę, wychodzi, po czym wraca dumna i blada z tą samą łyżeczką, daje mi ją do oblizania i znów wychodzi. No ok, uznaję, że to taka zabawa w "daj pić lali" i dopiero po czwartym kursie idę za Lilą, żeby sprawdzić, gdzie znika.
A mała przedsiębiorcza dziewczynka zmierza dziarsko do łazienki, gdzie nabiera łyżeczką wody z bidetu, w którym moczą się akurat zasiusiane pieluszki, bierze kilka łyków dla siebie, po czym leci z napełnioną łyżeczką do mnie. Łazienka mokra. Lila mokra. Mama mokra, od łez, ze śmiechu.

31 lip 2011

Precyzja

- Jeść! - prosi Lila, hipnotycznie wpatrzona ciasto w leżące na stole pomiędzy różnymi specjałami z grilla.
- Co chcesz, kurczaka?
- Nie.
- A może kaszanki?
- Nie.
- Kiełbaski?
- Nie!
- To co chcesz?
- Jeść!!

Na jeden dzień

wróciliśmy na łono.
Dziecko szczęśliwe.







28 lip 2011

Wakacje









No to byliśmy na urlopie. 5 dni. Na działkę przyjechaliśmy w piątek - lało, w sobotę nie lało, żeby dla odmiany lunąć w niedzielę, w poniedziałek kropiło, we wtorek było tylko pochmurno, za to nadrobiło w środę. I wtedy się wkurzyłam i obwieściłam mokremu otoczeniu, że nie po to, cholera, brałam urlop, żeby marznąć i moknąć, więc resztę wakacji spędzę w kulturalnych warunkach, z łazienką, z klopem, z pralką i zmywarką, podziwiając deszcz zza szczelnych okien.
Deszcz w dupie ma moje podziwianie i dzisiaj się schował, więc zza szczelnych okien podziwiam słońce i +21, zastanawiając się, czy aby nie można było jeden dzień poczekać...

Dla równowagi wypada mi przedstawić trzy absolutnie zadowolone z wyjazdu istoty, zupełnie niezrażone aurą: Bazylię, Tymianka i Liluta.
Ziółka wypuszczone na wolność po męczącej podróży samochodem od razu zaczęły pomykać w zlanej deszczem trawie jak młode ropuszki i tak pomykały przez pół nocy, przychodząc tylko raz na czas wytrzeć mokre tyłki w naszą pościel.
Lilianka dzielnie wdziewała kaloszki oraz pelerynę z kapturem i wychodziła na eksplorację okolicy, podziwiając kaki, simaki, liski, baki* (te, które się nie utopiły) i kwicząc z radości na widok mokrych pajęczyn.

* kwiatki, ślimaki, listki i biedronki



A kiedy nie padało, trenowała na równoważni

Siuśkowo

20 miesięcy i 26 dni

Lilka udowodniła, że teorie o szybszym odpieluchowaniu dzieci chowanych w tetrze są śmiechu warte. Latała z rozkoszą w zasikanej pieluszce, aż jej się bokami wylewało - i w niczym nie mąciło jej to komfortu brojenia.

Ostatnio coś się zmieniło - z niefrasobliwej abnegatki z mokrymi majtami przerodziła się w małą upierdliwą higienistkę. Już sama nie wiem, co gorsze.
Na przykład: wykąpana i opampersiona na noc Lila domaga się długo i namiętnie, żebyśmy do niej zajrzeli. No to zaglądamy. Mała terrorystka, bez śpiworka, bez spodenek i bez pieluchy stoi na łóżku i z miną lekko zniecierpliwioną podaje mi pieluszkę, którą miała na sobie. "Si!", mówi z wyrzutem, domagając się założenia suchej.
A mówią, że w pampersach dziecko nic nie czuje.
Z grubszymi sprawami rzecz wygląda podobnie, niestety z dużo większym ryzykiem skażenia otoczenia. Po ostatnim praniu prześcieradła, piżamki i poduszki znacznie szybciej reagujemy na wezwania z łóżeczka.

Niech mi tylko ktoś powie - jak nauczyć dziecko, żeby wołało PRZED, a nie PO?

19 lip 2011

Dziś nietypowo

bo kulinarnie.
W ogóle w naszym domu kulinaria są czymś nietypowym. Zawsze ilekroć próbuję zrobić dobry obiad, kończy się 4 godzinami w kuchni i nieziemskim syfem dookoła. Przygotowywanie posiłków jest ze wszech miar nieopłacalne.

Ale dzisiaj coś dla Lili miało być.
Świnkowe bułeczki dla wielbicielki Peppy & co.


Przepis na blogu "Moje wypieki"

Lilianka radośnie skonstatowała, że "sinki", a potem odgryzała każdej uszy, ryjek i - zostawiwszy resztę, która w tym momencie przypominała już najtypowszą bułeczkę - szła po kolejną sinkę.
Następnym razem upiekę coś z większą liczbą elementów do odgryzania. Jakieś kwiatki. Albo stonogi.

18 lip 2011

Na łonie

20 i pół miesiąca


Lilianka na działce przygotowuje się do roli Starszej i Ważniejszej:


Spożywa chlebek:

Pluska się w basenie:

I na koniec najlepsze - siedzi na nocniku spowita w wytworne złamane róże, obsypana płatkami kwiatów. (Nie, to nie mój pomysł, to babcia).
I jak tu nie lubić wyjazdów na łono natury?



28 cze 2011

Ślubnie

20 miesięcy bez kilku dni

Lilianka była ostatnio na pierwszej poważnej imprezie - świętowała ciocine zamążpójście. Okazała się - nie pierwszy raz zresztą - zwierzęciem imprezowym.

Najpierw przygotowania - fascynujące:



Wprawdzie potem w kościele było ciemno i koszmarnie nudno:


Ale potem rozkręciła się zabawa na całego!





Trochę ucierpiały na tym nowe rajstopki, ale Lila nie płakała z powodu obdartych kolan - z satysfakcją za to oglądała zdezintegrowaną garderobę, dyskretnie powiększając paluszkiem powstałe podczas szampańskiej zabawy ubytki.

20 cze 2011

Kreatywność

20 miesięcy i 18 dni

Lilianka zachwyca nas swoimi pomysłami na zabawę. Układa dziwne konstrukcje z bidonu, żabki do bielizny i gumek recepturek. Wkłada ubranka do garnuszka na mleko, odwraca, energicznie poklepuje i próbuje robić z nich babki.
Dziś, ledwie weszliśmy do domu, pobiegła do kuchni, wyciągnęła z szuflady ściereczkę i nakryła nią stołek na balkonie. A potem wyciągnęła śliniaczek, talerze i zaczęła przygotowywać przyjęcie :)

9 cze 2011

Zajęcia plastyczne

19 miesięcy i tydzień

I co z tego, że Lilianka lubi żywe kolory, skoro po kilkakrotnym maźnięciu paluchem i odbiciem łapy na kartce zobaczyła, że jest brudna, i zaczęła krzyczeć "beeee, beeee", domagając się natychmiastowego umycia.
A mówią, że jak brudne dziecko, to szczęśliwe...


8 cze 2011

Maszyna szyfrująca

19 miesięcy i 6 dni

Dalej o mówieniu.

Lila mówi w zasadzie wszystko. Czasem połączy po dwa wyrazy, ale rzadko, więc do posługiwania się zdaniami na razie daleko. Ale pojedyncze słowa - co kto chce.

Są tylko dwa ograniczenia:
1. Używa maksymalnie 2 sylab
2. Przekształca te słowa tak, że tylko kontekst umożliwia ich zrozumienie. No - z czasem także doświadczenie osłuchanych z szyfrem rodziców.

Przykłady:
diki - rodzynki
ciki - kolczyki
baka - biedronka, baki - biedronki (tak, tak, liczbę mnogą też mamy. Oraz dopełniacz: mami, tati, babi)
oni - zielony
besi - niebieski
duka - lodówka
teci - chusteczki

7 cze 2011

Lila się psuje

19 miesięcy i 5 dni

Uznałabym, że już całkiem jest zepsuta, bo od piątku ma gorączkę, smarka na matkę, mendzi i zrzędzi, wyczynia brewerie pod szafką ze słodyczami i nie chce jeść NAWET TRUSKAWEK, a jak już czegoś łaskawie spróbuje, to tym pluje dookoła, co mnie doprowadza do różnych skrajów... - ale chyba nie jest tak do końca źle: właśnie siedzi u taty na kolanach, bardzo grzecznie ogląda na dvd koncert Marillion i entuzjastycznie krzyczy "bawaaa!", klapiąc łapami, kiedy słyszy oklaski.

Niech i mnie zamkną w jakiejś Mozartowskiej Kapsule, złagodzę sobie obyczaj, choć jeden, bo trochę zaczynam mieć dość.