Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


27 kwi 2016

Konkurs recytatorski 2

Lila, 6,5 roku

Rok temu było tak. I tak.
W tym roku Lilka znowu startuje w konkursie. Dzisiaj był występ. Wyniki wkrótce.

Tu filmik wykonany trzęsącą się ręką matki. Zdecydowanie nie do Oscara, ale coś tam widać.

Trochę artystkę rozpraszają katar i za duże butki (cudem znalezione dziś w pawlaczu, bo matka, kompletując strój, zapomniała kompletnie o dołach i mało brakło, a Lilka poszłaby się prezentować w czystych inaczej adidaskach), ale nieśmiało uważam, że jest moc.

Zapewne duży w tym udział pożyczonej na tę okazję sukienki wizytowej, którą Lila jest zachwycona i która dodaje jej otuchy. Latała dziś w niej po domu od 8 rano i zadawała szyku. Całe szczęście udało mi się ją namówić, żeby do śniadania założyła fartuszek.

video




22 kwi 2016

A ten szczypiorek ma być gruby czy cienki?

Lilka, 6 lat, 5 miesięcy 

Ile razy słyszeliście od rodziców "Wynieś śmieci!"? Rodziców, żon, mężów...
A kto pamięta, kiedy był ten pierwszy raz?
Lilka weszła dziś do pokoju Adelki (a raczej "pokoju z Adelką", bo swojego własnego młoda się jeszcze nie dorobiła i kto wie, czy to kiedykolwiek nastąpi), pociągnęła noskiem i skonstatowała, że wyczuwa coś jakby nikły fetorek. "Nikły fetorek" jest tu określeniem odnarratorskim, nie przeceniajmy sześciolatki. Tym niemniej - woniało. Kosz na pieluchy zawieszony na łóżeczku, niezależnie od tego, jak szczelną ma klapę, jest wynalazkiem tyleż wygodnym, co wymagającym bardzo regularnej obsługi.

Już w czynie społecznym podnosiłam się z wyrka, na którym spędzałam właśnie z Adelką przemiłe tête-à-tits, kiedy zaświtała mi zrodzona z lenistwa myśl, że Lilka jak na najstarszą córkę ma coś za mało obowiązków:

- Lilcia, wyniesiesz te pieluchy na śmietnik, co?
- Ale jaaa? - młoda osłupiała i od razu zaczęła się bronić - Nie, ja nie wyniosę! Ja się boję!
- Czegóż się boisz niebogo? Śmietnika czy pieluch?
- Boję się sama wyjść z domu.
Oj, niedobrze. Upupiłam dziecko.
- Słoneczko, przecież to tylko na podwórko i z powrotem, dasz radę. Wyjdziesz, wyrzucisz, wrócisz. Zajmie ci to minutkę. Tata może patrzeć z balkonu.
Lila z wahaniem przyznała mi rację, a pocieszająca myśl o tacie na balkonie dodała jej otuchy.

Do wyprawy przygotowała się rzetelnie. Buty, kurtka, czapka, szalik (tak, proszę Państwa, mamy kwiecień, ale Lila dba o siebie).
Podobnie do śmieciowego show przygotowuje się Różyczka, gotowa kibicować wyczynowi siostry z wyżyn balkonu.
- No, Różyczko - poważnie uświadamia Lila młodszą siostrę - ja teraz na chwilę wyjdę. Nie bój się, jak mnie nie będzie, pójdę tylko wyrzucić śmieci i zaraz wrócę.

Lila wyszła.
Werble.
Za chwilę wróciła:
- Mamo, ale daj mi jakąś gumkę, dobrze?
- Po co ci gumka?
- Żeby mi się drzwi nie zamknęły.
No tak, drzwi na podwórko się zatrzaskują, wprawdzie da się je przytrzymać kawałkiem sznurka zahaczonym o klamkę i hak na ścianie, sznurek ten jednak regularnie ginie i co chwilę trzeba wieszać kolejny.
- Myszko, jak ci się zatrzasną, to wejdziesz drzwiami od ulicy. Otworzysz sobie kodem.

Zaniepokojona zwiększającą się trudnością misji Lila trwożliwie zgadza się na rozwiązanie z kodem do domofonu.

Wyszła.
Na balkon wkracza Tatuś Kochany (cały w bieli) z kamerą. Nie, nie żartuję.
Tatuś Kochany nagrywa unikalny dokument, na którym uwiecznione jest, jak jego pierworodna:
1. Maszeruje dziarsko w kierunku kontenerów na śmieci.
2. Wraca i pyta, do którego z nich ma wrzucić worek. Po uzyskaniu odpowiedzi, maszeruje ponownie.
3. Wraca i oznajmia, że ten kosz jest za wysoki i ona nie potrafi wrzucić tam śmieci. Po uzyskaniu porady, żeby zrobiła to umiejętnym rzutem zza główki, znika za murkiem.
4. Po sekundzie wraca, pytając, czy ma te pieluchy wyrzucić z workiem, czy bez worka.
5. Po uzyskaniu wyjaśnienia dopełnia misji i nie doznając uszczerbków na ciele i umyśle pokonuje drogę śmietnik-mieszkanie, po drodze dzielnie radząc sobie z domofonem.

Po powrocie dzieli się jeszcze refleksją, wygłoszoną z poważną miną i filozoficznym zaśpiewem:
Ja tak sobie pomyślałam: "nigdy tego nie robiłam, ale przecież kiedyś muszę się nauczyć".

Łzy wzruszenia, oklaski, kurtyna.





15 kwi 2016

Opiekunka

Lilka, 6 lat, 5 miesięcy i 2 tygodnie


Lila przynosi mi kubeczek:
- Proszę, OTO kubeczek po rodzynkach Rózi.
- Macie już budyń - mówię.
- Dziękuję, ale na razie nie. Musimy dokończyć nasze zajęcia plastyczki-chorzyczki.
- Co!?
- Bo Rózia jest chora, więc jej zorganizowałam zajęcia plastyczne, żeby się nie nudziła. Potem przyjdę na budyń, a dla Rózi wezmę jeden na wynos.

Wchodzę, warsztat na łóżku rozłożony, animatorka dwoi się i troi, chora zachwycona.





A tymczasem Adelka...

14 kwi 2016

Adelka - niespieszne i mało interesujące doniesienia z frontu.

Adelka, 8 tygodni

Nie jest źle w domu z trójką, powiem Wam. Jeszcze nieźlej jest wtedy, kiedy starsza dwójka, albo choćby 50% tej dwójki spędza czas w przedszkolu i nie budzi najmłodszej atakami wylewnej prezentacji siostrzanych uczyć. Ani w ogóle niczym, amen. Ale wszystko do przeżycia. Tak że ten - niezdecydowanych w kwestii powiększania rodziny nieśmiało zachęcam.

Przez tych 8 tygodni zdążyliśmy mieć w domu dwa bardzo potężnie zakatarzone małe noski i jedną ospę (Lila). Najmłodsza, pasiona mlekiem z przeciwciałami, na razie nietknięta żadną zarazą - i niechże tak zostanie.
Pasienie przeciwciałami ma też dodatkowy efekt - trudno stwierdzić, czy uboczny, choć przy tym tempie nabierania masy chyba już tak. Adel rośnie nam w oczach, wczoraj popędziłam do sklepu po pieluchy "3" (3!), bo dwójkom zdarza się już czasem wypuścić górą bogatą zawartość.
Nawiasem mówiąc, "3" to rozmiar, na którym zakończyła swoją przygodę z pieluchami Lilka w wieku dwóch lat.

- A wiesz, mamo, Adelka ma trzech najlepszych kolegów - zagaja Rózia ostatnio.
- Tak? A kto to jest?
- Krab z karuzelki, cycuś i drugi cycuś.

Aha. W sumie racja. Z krabem przegrywamy wszyscy - jego jedynego Adela adoruje ostentacyjnie i bez umiaru. Warunkiem sprzyjającym jest położenie dziecka na przewijaku, najwyraźniej krab od dołu, czyli oglądany z łóżeczka, traci większość powabu.


Kąpiel była problematyczna, ba!, była niemożliwa dopóki nie pożyczyliśmy wiaderka do kąpania niemowląt. Adelka w wiadrze jest kwiatem lotosu.

Adoracja kraba. Krab z offu.

Tak tatuś hoduje sobie małego melomana.

Lilka jest ukochaną zabawką Adelki (drugą po krabie, rzecz jasna). Dobrały się idealnie: Lila może mówić, mówić i mówić niestrudzenie, w tym czasie Adelka bardzo uważnie się jej przygląda i słucha jak zaczarowana.

A tu już Adelka adoruje Adelkę. Lusterko przyjacielem każdej kobiety.

4 kwi 2016

I'm a dreamer...

Lilka, 6 lat i 5 miesięcy

Wychodzi z balkonu, gdzie stała, podziwiając okoliczności przyrody, i żali mi się smętnym głosem:
- Mamo, a Rózia mi nie pozwala spokojnie pomarzyć.
- Jak to? - pytam ostrożnie, nie bardzo kumając, o co jej chodzi.
- Bo ja bym sobie tak chciała popatrzyć na te kwiatki, na ptaszki, a ona mi ciągle gada i gada!

3 kwi 2016

O tym, jak Rózia nie została wegetarianką

Różyczka, 4 lata, 3 miesiące


- Mamo, co będzie dzisiaj na obiad? - spytała Rózia, dziecko głodne przez większą część życia.
- Kurczak i ryż z warzywami.
- To ja chcę tylko ryż.
- O, dlaczego?
- Nie będę jeść kurczaka - smutka minka mode on. - On kiedyś żył, mi jest szkoda kurczaczka, nie będę go jeść.
- Ale to nie jest taki mały żółciutki kurczaczek. To wieelki kurczak - mówię i obłuda tłumaczenia nawet mnie samą lekko zniesmacza, więc omal nie dodaję, że to wredne i głupie ptaszysko, które biło kolegów, pluło na chodnik i wyrażało się obelżywie o niepełnosprawnych. Czego nie robi matka, żeby nie musieć zmieniać planów obiadowych...
- Dużego też nie chcę. Ja w ogóle chcę jeść kurczaków! Ani innych zwierzątek. Nigdy!
Nie można zaprzeczyć, dziecko ma rację, empatia mu się włączyła, nie zamierzam walczyć z faktami, choć, szczerze mówiąc, bardzo nie mi się chce bawić w dietę wegetariańską czterolatki, skoro reszta rodziny jest mięsożerna - umiarkowanie mięsożerna, ale jednak. Tym niemniej - szanuję wybór małoletniej:
- Dobrze, kochanie, nikt ci nie każe jeść kurczaka, zjedz ryż.

Na to wchodzi Tatuś Kochany, wyjaśniam mu pokrótce, w czym rzecz. Tatuś, jedyny naprawdę zdeklarowany mięsożerca w naszym gronie, spogląda na mnie z lekkim politowaniem.
- Nie chcesz jeść kurczaka, tak? - upewnia się, kierując pytanie w stronę młodej adeptki wegetarianizmu.
- Nie chcę.
- A mięsko zjesz?
- Taaak! - rozpromienia się Rózia i ochoczo siada do obiadu.

Kwestie dietetyczno-etyczne zostają niniejszym odroczone do odwołania.