Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


14 lip 2017

Jak zrobić imprezę

Lilka, 7 lat i 9 miesięcy

Komentarz zbędny, niech przemówi obraz. Wydawców prosimy o nieprzepychanie się i grzeczne stanie w ogonku po zgodę na publikację.








2 lip 2017

Dlaczego moje dzieci nie chorują

Nie wiem.
Dziwi mnie to od kilku dobrych lat.
Wokół choróbska, szpitale, baterie lekarstw, wymienianie się sposobami na męczący kaszel, przewlekły katar, polecanie nawzajem dobrych pediatrów...


Tymczasem:
Lilka, lat 7,5, w tym roku szkolnym opuściła w szkole w sumie jakieś 5 dni jesienią i 3 dni na wiosnę. Ani razu w ciągu ostatniego roku nie miała gorączki. Może dwa razy była zakatarzona. Nigdy w życiu nie brała antybiotyku.
Rózia, lat 5,5. Antybiotyk - raz, w wieku 2 lat, na zapalenie ucha. Kiedy była młodsza, miewała mniej więcej raz na 2 miesiące kilkudniowe epizody gorączki (poza wysoką temperaturą nic się nie działo), na którą dostawała nurofen i nic więcej - czekaliśmy, aż przejdzie samo. W tym roku zdarzyło się to może raz.
Adelka, 16 miesięcy. Kiedy miała 7 tygodni, przeszła ospę, którą zaraziła się od sióstr. Poza tym 3-4 razy w życiu miała katar.

Od stycznia 2016 r. u lekarza z dzieckiem, którymkolwiek, byłam dwa razy. Nie licząc trzech wizyt "ospowych" i szczepień.

Bardzo chciałabym podać Wam receptę na to, żeby dzieci nie chorowały.
Jeszcze bardziej chciałabym na niej zarobić gruby piniądz, ale niestety, nie potrafię z całą pewnością wskazać, czego zasługą jest końskie zdrowie moich dziewczyn.

Genów bym w to nie mieszała - i ja, i Tatuś Kochany nie mieliśmy jako dzieci żelaznego zdrowia.

Kiedy zastanawiam się nad tym, co może być przyczyną, a raczej - całym splotem przyczyn - wymieniłabym:

1. Nieprzegrzewanie.
Zimą mamy nastawiony termostat na 18,5 ºC. Mieszkamy w starym budownictwie, mamy duże mieszkanie, które trudno byłoby mocno ogrzać, nawet gdybyśmy chcieli. Czasem trzeba narzucić dodatkową bluzę, ale spokojnie da się wytrzymać. Jeśli komuś jest tu zimno, to mnie, dzieci nigdy nie narzekały, są przyzwyczajone.
Staram się też, żeby dziewczyny wychodziły z domu i codziennie były trochę na powietrzu - ale nie przeceniałabym roli wietrzenia w naszej sytuacji, bo mieszkamy na Górnym Śląsku i to powietrze jest tu bardzo kiepskie, a zimą wręcz tragiczne.

2. Jedzenie.
Nie jestem bardzo radykalna w planowaniu moim dzieciom zdrowej diety - ale nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że nie do końca mam możliwości. Poddałam się. Nie jestem w stanie walczyć z przedszkolną kuchnią (która, nawiasem mówiąc, mocno się poprawiła w ostatnich 2 latach), nie jestem w stanie brutalnie odebrać dzieciom słodyczy, które dostały od kolegów albo babci. Ale moje dziewczyny mimo wszystko, w porównaniu z kolegami, mają dość ograniczony dostęp do cukru - w domu muszą się zadowolić rodzynkami albo miodem, słodycze jedzą raz w tygodniu, w niedzielę. Wiedzą, że cukier jest niezdrowy - i choć uwielbiają słodkie, jak większość dzieci, widzę, że są w stanie same się ograniczyć, nie pochłaniając całej tabliczki czekolady naraz albo chomikując jakieś łakocie do niedzieli, kiedy będą mogły je zjeść.
Poza tym staram się kupować zdrowsze, mniej przetworzone jedzenie. Do picia - woda. Chleb - na zakwasie, pieczony w domu.

3. Podawanie lekarstw wtedy, kiedy są naprawdę konieczne.
Zwłaszcza antybiotyków. Wiadomo - jak trzeba, to trzeba. Ale trzeba naprawdę rzadko. Antybiotyki wyniszczają florę bakteryjną jelit, którą wcale nie tak łatwo jest na nowo odbudować, a która ma ogromne znaczenie dla kształtowania odporności.

4. Zdrowy stosunek do higieny.
Lila i Rózia mają już nawyk mycia rąk, ilekroć przyjdą z dworu do domu. Nie muszę im o tym przypominać, to druga czynność zaraz po zdjęciu butów. Z drugiej strony - tak jakoś wyszło, że nasza młodzież używa mydła tylko do mycia rąk i sporadycznie ma głowy myte szamponem. Kąpią się codziennie, ale po prostu spłukując się wodą. Nie niszczymy bariery lipidowej, nie alkalizujemy skóry, która skuteczniej broni się przed bakteriami.
Kolejną sprawą było i jest patrzenie przez palce na wyczyny młodszej młodzieży i jej samodzielne hartowanie układu immunologicznego. Zjadanie starych rodzynek wygrzebanych zza tapczanu, lizanie butów, całowanie się z kotem, wkładanie do buzi smoczka, który przedtem udawał piłkę nożną... Nie upilnuję, żeby dziecko tego nie robiło, więc wychodzę z założenia, że nie będę broniła dziecka przed światem - musi się z nim zetknąć i uodpornić. Jak na razie to podejście mnie nie zawiodło.

5. Karmienie piersią.
Lila była karmiona najkrócej, po 13 miesiącu wolała pić z kubeczka, a pierś traktowała obojętnie. Rózia została odstawiona, kiedy miała dwa latka i do dziś tęsknie patrzy, jak karmię Adelkę :)

6. Sposoby mniej racjonalne.
Codziennie cieszę się z tego, że moje dziewczyny tak pięknie rosną i nie chorują. I modlę się, żeby dalej tak było. Kto wie, może to jest najważniejsze w tym wszystkim? :)





26 cze 2017

O 22:00 w Polsce

Lilka, 7 lat i prawie 9 miesięcy
Rózia, 5,5 roku

- O, patrz, Lila, ja znalazłam Bazylii cycuszka!
- No, szkoooda, że nasze koty nie mogą mieć dzieci.
- A może Tymianek mógłby się ożenić z Bazylią?
- On nie może się ożenić z Bazylią, bo to jest jego siostra! A gdy będzie chciał się ożenić, to będzie musiał iść gdzieś daleko, żeby sobie znaleźć żonę. A to jest przecież NASZ kot.
[kot kicha]
- Oj, on chyba będzie rzygał!
- Wymiotował! Nie mówi się rzygać, bo to jest tak brzydko.
- Ale można mówić rzygać, prawda mamo!?
- No można, ale się nie powinno.
- Można. Ja wiem, ja jestem małym podręczniczkiem
- A do której chodzisz klasy?
- Do nieskończoności.
- Nie ma takiej. Jest pierwsza, druga, trzecia, czwarta, piata, szósta, siódma i ósma. Bo będzie ósma. Taki ma plan moja szkoła. A ja już mam świadectwo do drugiej klasy.
- Ja też mam świadectwo!
- Nie wiesz w ogóle, co to jest świadectwo!
- Wiem! Mamo, a co to jest świadectwo?

23 cze 2017

Wielkie nadzieje

Rózia, 5,5 roku

Rózia była na kolonii. Z przedszkola. Przez ostatnie dwa miesiące z ekscytacją odliczała dni do wyjazdu i choć mieliśmy jeden wieczór totalnej załamki z łzami i zawodzeniem "Ale ja kocham mamusię i tatusia i nie chcę ich wcale nigdy zostawiać!", to dzień później kazała sobie zrobić zdjęcie, poszła ze mną do Rossmanna zrobić odbitki i wręczyła nam z hasłem "tu wam zrobiłam, żebyście nie zapomnieli o mnie przez pięć dni". Potem pojechała i cały czas była bardzo zajęta i bardzo zadowolona.

Wróciła dziś. Weszła. Pokręciła się po domu. I przyszła do mnie ze sfoszoną miną.
- Mamo, OSZUKAŁAŚ MNIE!
- E?
- Obiecałaś, że jak wrócę, to będzie na mnie czekało salami!

Jutro skoro świt jadę po specjalne węgierskie salami dla małego wygłodzonego potwora. Albo dwa, w ramach pokuty.

21 cze 2017

Diagnoza

Lila, 7 lat i 8 miesięcy
Rózia, 5,5 roku

Spędzaliśmy weekend na działce, razem z moim wujkiem.
Dziewczyny naradzają się, co robić, żeby nie było nudno.
- Róża, w co się bawimy?
- Nie wiem, może z wujkiem w robaki?
Zabawa polegała na tym, że wszystkie dzieciaki na działce, sztuk 4, bo piąta Adelka miała wywalone na takie rozrywki, ganiały wujka i obłapiały go ze wszystkich stron, a wujek z anielską cierpliwością dawał się obłapiać i udawał, że oblazły go robaki.
- Eee, nie, bo wujek już chyba nie chce.
- No i wujek jak się już nie bawi, to idzie na bok.
- A ja wiem, co on tam robi.
- Ja też wiem. PALI PAPIEROSY!
- A on nie może, bo to jest okropnie niezdrowe.
- Właśnie, a on je pali i pali.
- Bardzo dużo pali. T o   m i   w y g l ą d a    n a    j a k i e ś   u z a l e ż n i e n i e - stwierdza Lila z poważną miną.



12 cze 2017

Adela się emancypuje

Ada, rok i prawie cztery miesiące
Róża, 5,5 roku

Od kilku tygodni Ada bardzo wyraźnie zaznacza swoje zdanie. Dziwnym trafem jest to zdanie odrębne od naszego. Poprzedni etap był bardzo miły, bo Adelka odpowiadała "tak" nawet na pytanie "czy jesteś zielonym pawianem?" i ochoczo wykonywała każde nasze polecenie, z samej chyba radości, że rozumie, o co ją prosimy.
Obecnie nasza słodka dziewczynka ma za sobą pierwsze doświadczenia asertywności - odmawia wyraźnie i kategorycznie, w zasadzie troszkę się dziwię, że głowa jej się jeszcze nie obluzowała od ciągłego kręcenia na boki. Ada wybiera, co chce jeść, co ubrać i wyraźnie pokazuje, co zamierza robić.
Godzinę temu wydarła się na nas w przedpokoju, wyraźnie dając do zrozumienia, że poprzedni spacer był za krótki i w ogóle do niczego, bo musiała jechać w wózku. Pracowicie wciskała sobie na nóżki sandałki, kit że tyłem do przodu, potem sama zeszła z trzeciego piętra, strzelając focha na każdą próbę podania jej pomocnej dłoni, po czym pomaszerowała ze mną i z Rózią do sklepu.
Kiedy zbliżałyśmy się do ulicy, próbowałam nieco ukrócić samodzielność malucha, tłumacząc Adusi, że rozsądniej byłoby, gdyby podała mi rączkę i nie meandrowała za bardzo w stronę jezdni.
- Adusiu - do perswazji dołącza się Róża - daj mamie rączkę, bo inaczej może cię przejechać samochód. A taki był z ciebie słodki roczniaczek!
Nie ma to jak odpowiednie przygotowanie psychiczne.

Na zdjęciu - słodki roczniaczek w wersji Mr Hyde


29 maj 2017

Dzień Dziecka

Rózia, 5 lat i 5 miesięcy


- A ja nie lubię Dnia Dziecka.
- ?!!
- No bo wtedy nie trzeba się myć, a ja lubię być czyściutka i pachnąca.

24 maj 2017

O dwóch mistrzach i jednej małej Rózi

Rózia, 5 lat i 5 miesięcy

W "Trójce" od rana grają Wodeckiego.
 - Słyszysz, córciu - mówię do Rózi - to jest piosenka tego pana, o którym ci wczoraj mówiłam, że umarł i że go bardzo lubiłam. Nazywa się "Zacznij od Bacha". Wiesz, kto to był Bach? - zagajam, wietrząc potencjał edukacyjny sytuacji.

- Eeee - Rózia myśli, coś jej świta, ale nic nie umie wymyślić.

- Jan Sebastian Bach. Wielki kompozytor, który żył dawno temu. Napisał wiele utworów...

- ...Na przykład "pszczółkę Maję!" - przerywa Rózia.

16 maj 2017

Ludzki pan

Rózia, 5 lat i 5 miesięcy


Róża spod drzwi: Mamooo, mamooo, daj mi rodzynki!
Ja: A nie możesz sobie sama wziąć?
Róża: Nie, bo już mam buty i musiałabym je zdjąć.
Ja: Dobra, niech ci będzie. A!!!!! O kur...!! Nadepnęłam bosą stopą na lego!! Ała!!
Róża: Dobra, to możesz wolniej.
Ja: Co?!
Róża: Mamo, jak tak cię boli, to możesz iść wolniej z tymi rodzynkami.

10 maj 2017

Głuchy telefon

Adelka, rok i 3 miesiące
Rózia, 5 lat i 5 miesięcy
Tatuś Kochany, strasznie stary i w dodatku niedzisiejszy

TK: Idę po Lilkę. Kupię sobie kebaba. *
Róża: Ja też chcę chlebaba!!
Ada: Baba!

* Tatuś Kochany wie, że biernik od "kebab" nie brzmi "kebaba", ale go poniosło z głodu.

Licentia poetica

Adelka, rok i 3 miesiące
Lilka, 7 lat i 7 miesięcy
Mama, strasznie stara i w dodatku niedzisiejsza


Siedzimy sobie we trójkę nad typowym obiadem w naszym domu, czyli "daniem w pięć minut". Tym razem kuchnia serwuje odgrzewaną kaszę z jajkami sadzonymi oraz wirtualną surówką. Żeby dodać choć odrobiny wyrafinowania temu przaśnemu posiłkowi, okraszam go wymyślanymi ad hoc rymowankami. Klepię przy każdej łyżeczce, którą karmiona jest młoda:

Jestem Ada, słodka Ada,
która kaszę z jajkiem zjada.

Kto nie lubi z kaszy z jajem,
ten się do nas nie nadaje!
Kto nie zjada z jajkem kaszy,
ten nie będzie jednym z naszych.

A kto jajko z kaszą zje,
tego przyjmie ZHP.

A kto zjada kaszę z jajkiem,
będzie pewnie świetnym grajkiem.
Czy na flecie, czy gitarze -
- zobaczymy. Czas pokaże.

Jestem słodka Adulinka,
cieknie mi do jaja ślinka.

Kto je kaszę raz za razem,
ten jest śliczny jak obrazek.

I tu, lekko już zirytowana, wkracza Lila:
- Mamo! Ale przecież nie każdy obrazek musi być śliczny!
- Tak, córciu, ale tak się właśnie mówi. "Śliczny jak z obrazka".

Chętnie zjadam kaszę z jajem
wszystko mi się więc udaje!

- Mamo! - znów nie wytrzymuje starsza - Ale przecież to nie do końca tak jest, że wszystko...
- Ale to jest POEZJA! - walę z grubej rury.
- No ok. To ja wolę prawdę - odpowiada sfoszony strażnik tak-tak nie-nie.

To jest krótka opowiastka w prostych słowach,
że nikt bardziej cię niż córka nie wychowa.
Jeśli wpoić rymy chcesz progeniturze,
prawdę gadaj. Jak w "Gazecie". Jak na murze.
Skoro mamić młodzież chcesz wiązaną mową,
to wiąż prawdę. Co do joty. Słowo w słowo.
Nikt tak trafnie ci nie wytknie łgarstw i bzdurek,
jak potomstwo. Ściślej: pierwsza z trzech twych córek.



26 kwi 2017

Paralela

Rózia, 5 lat i 4 miesiące
Lila, 7,5 roku

Rok-dwa lata temu Lila wymyśliła wierszyk o Sercu-Bercu, który ubawił nas serdecznie i z miejsca wszedł do kanonu tekstów rodzinnych. Do wierszyka od razu powstała historyjka obrazkowa w formie książeczki, a potem tych książeczek było wiele, bo dlaczegóż by nie powielać udanego pomysłu.

Wersja aktualna to dzieło zbiorowe: Lila wpisywała tekst i narysowała okładkę, sugerującą, że niniejszy model książeczki o Sercu-Bercu jest interaktywny i czytelnik powinien sam stworzyć ilustracje do tekstu.


Róża zilustrowała i dała mi książeczkę w prezencie.





Po obejrzeniu dzieła podziękowałam Rózi pięknie za podarek, cmoknęłam książeczkę z uznaniem i położyłam na półce.

Za chwilę słyszę, jak Rózia chwali się Lili:
- A wiesz, dałam mamie w prezencie na zawsze tę książeczkę o Sercu-Bercu i mama ją wzięła i POCAŁOWAŁA!
- O, tak samo jak ksiądz Pismo Święte! 

Myślę, że po tym komentarzu Rózi urosły skrzydła. Jeszcze bardziej.




16 mar 2017

Sarkazm

Mam świetną rękę do kwiatów. Kwiat choćby muśnięty moją ręką usycha, więdnie albo opadają mu listki. No czary. W zasadzie jestem pogodzona z losem i choć od czasu do czasu nęci mnie pokusa postawienia na parapecie czegoś żywego, to na ogół zostaje ona zaspokojona przy pomocy kota.

W poprzednim lokum ozdobiłam półeczkę w przedpokoju sztucznym sukulentem, bo prawdziwy z braku światła i tak nie miałby szans - nawet bez mojej  pomocy. Kwiatek pętał się teraz bez przydziału, więc postawiłam go na próbę na stole w kuchni.

Dziewczynki siedzą przy śniadaniu i oglądają.
- Mamo, a ten kwiatek nie jest prawdziwy? - pyta Róża.
- Nie, jest sztuczny.
- A to znaczy, że nie urośnie?
- Tak. I że nie trzeba go podlewać.
- Tak, Róziu - wtrąca się Lila i z minką niewinną ale mrokiem w oku mierzy mnie spojrzeniem, cedząc przez zęby - Nasza mama jest świetną ogrodniczką.

Żmiję na własnym łonie.

O głowie bolącej i głowie mądrej

Lilka, 7 lat i 4,5 miesiąca

Ja: Od rana boli mnie głowa.
Lila: Wiesz, mamo, na butelce tej wody, którą miałam w teatrze, było napisane, że przyczyną bólu głowy może być odwodnienie organizmu.

14 mar 2017

Butki

Adela, 13 miesięcy bez 5 dni

Czy ja coś pisałam o tym, że Ada nienawidzi butów? I że nie pozwoli sobie założyć nawet skarpetki, która ma doszytą podeszwę? Oraz drapie i kąsa rękę, która usiłuje wprowadzić ją łagodnie w świat obuwia dziecięcego, rzepków, skórzanych wkładek, mięciutkich podeszewek i uroczego wzornictwa, na widok którego każdy chciałby znowu mieć stopę w rozmiarze 18.

Proszę Państwa, ogłaszam z radością, że okres buntu obuwniczego minął.
Przemieniłam histeryczną, wyjącą i wijącą się wężowymi ruchami meduzę o dziesięciu niesfornych stopach w grzecznego tuptusia, przynoszącego w łapkach maciupcie mokasynki i patrzącego mi w oczy z oddaniem wiernego spaniela i mówiącego całym sobą "załóż, mamusiu, o, popatrz, tu mam nóżkę, a tu drugą".

Do powodzenia operacji niezbędna była odrobina przemocy oraz zręcznie pranie mózgu w połączeniu z ćwiczeniami praktycznymi, które miały doprowadzić delikwentkę do wniosku, że obuwie = zachwyty otoczenia, nęcące okoliczności przyrody, spacery, zjeżdżalnia, huśtawki, zbieranie petów z chodnika i wszystko to, co roczniaki najbardziej kochają. Podziałało.
Wystarczyło wyjść na zewnątrz, zapewnić pakiet emocjonujących rozrywek i oczarowany światem maluch uznał, że warto było dać się obuć.

Kolejnym etapem walki z krnąbrną berbecią naturą będzie pewnie czapka, której nie da się przywiązać do głowy. Ale to dopiero latem.

I ostatecznie zawsze można doszyć troczki.