Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


20 lis 2014

O słów zasobie

Rózia, 2 lata i niespełna 11 miesięcy

Scenka sprzed kilku dni:

Niedziela. Blady świt. Rózia przyłazi do naszego łóżka, miauczy, że chce śniadanko i każe mi się natychmiast spionizować i spełnić jej wyrafinowane wymagania żywieniowe (chlebek z calnymi oliwkami i selek pleśniowy i jesce, yyy, mleko z miodem i na desel cekoladkę).

- Róża - mówię podirytowana - nie chce mi się wstawać jeszcze. Nie zmuszaj mnie.
- Ja cię nie zmusam - obrusza się Róża - ja ci tylko ploponuję!

19 lis 2014

Każdemu według potrzeb

Liliana, 5 lat i 17 dni
Rózia, 2 lata, 10 miesięcy i cóś

Dziewczynki co wieczór się modlą. Tak, wiem, że już coś podobnego pisałam i wiem, że wspominanie Rózinego umiłowania kalorii w końcu stanie się nudne... Ale muszę, uwielbiam ją:

- Dziękuję ci, Panu Bogu, że jesteś, i że mam taką kochaną mamusię, i że jesteśmy zdrowi... - zaczyna Lila.
Różyczka nie chce być gorsza: - A ja dziękuję za żelka. I bułeczkę.
Lila kontynuuje: I proszę, żeby jutro było fajnie i żebyśmy się kochali...
- I żeby mama kupiła daktylki... - rozmarza się Rózinek.
- Róziu, o daktylki prosisz mamę - wtrącam się - a Pana Boga? O co poprosisz?
- Pana Boga... też o daktylki.



Tu z żalem nadmienię, że Rózia w zasadzie opanowała szereg szumiący i choć jeszcze czasem zapomina o tym, że w zasadzie go opanowała, to chyba będę musiała zakończyć fonetyczne różnicowanie wypowiedzi córuchn. Jeszcze tylko "r" nam zostało i koniec dzieciństwa, moi państw.


Tu bez żalu nadmienię, że Tatuś Kochany twierdzi, iż się mylę i Róźka jeszcze sepleni równo, przynajmniej dziś sepleniła.

18 lis 2014

Sztama

Liliana, 5 lat i 16 dni
Rózia, 2 lata i prawie 11 miesięcy

Liliana, dziecko, które w wieku trzech lat szczyciła się umiejętnościami artykulacyjnymi starego konia (starego metaforycznego konia, dodam - jeśli ktoś tutaj ma wątpliwości i zamierza je zmaterializować w sarkastycznym komentarzu), przedrzeźnia Rózię, niemówiącą jeszcze "r" i z nonszalancją traktującą głoski szumiące.

- Lila, nie mów w ten sposób. Nie wolno wyśmiewać się z Rózi - Tatuś Kochany próbuje przedstawić dziecku zasady współżycia społecznego.
- Wolno!
- Nieprawda. Rózia nie potrafi jeszcze mówić "r" i nie trzeba się z tego śmiać.
- Ale Rózia jest maluszkiem i wolno się z niej śmiać.
- Nie wolno.
- Jest maluszkiem - i wolno! Rozumiesz, tato!?
- Nie rozumiem.
- Jestem maluskiem i wolno się ze mnie śmiać - spieszy z uprzejmym wyjaśnieniem Rózia, spoglądając na tatę z wysokości swoich 90 cm.

10 lis 2014

O nazewnictwie

Rózia, 2 lata, 10 miesięcy i coś

- Nie, tak nie rób. W życiu! - z zaangażowaniem wyjaśniam coś Tatusiowi Kochanemu.
- Mamo, do tatusia nie mówi się "Wzyciu" - strofuje mnie Rózia - tylko "Piotlusiu".

8 lis 2014

O zaradności

Róża, 2 lata, 10 miesięcy i trochę

Przylepiłam się do podłogi. W kuchni. Powód mojego unieruchomienia został zdradzony przez unoszący się w powietrzu zapach syropu z czarnego bzu i widok opróżnionej do połowy, niezakręconej buteleczki stojącej na blacie.
- Róóóżaaa! - krzyczę w stronę pokoju - ile razy ci mówiłam, że nie masz sama brać syropu! - Wobec braku odpowiedzi winowajczyni postanowiłam powychowywać sobie dziecko w późniejszym terminie, a tymczasem zabrałam się za sprzątanie lepkiej, przyschniętej plamy.
I powiem Wam, że naprawdę się ropłynęłam, natknąwszy się w koszu na śmieci kilkanaście usyropionych mokrych chusteczek. Dzielna dziewczynka, starała się jak mogła.
Reprymendy nie było.

5 lis 2014

Co widzi Róża?

Rózia, 2 lata, 10 miesięcy i trochę


Rózia bierze do rąk naszyjnik z nieoszlifowanych bursztynów i mówi "Mamo, zobac, kolale z wysusonych jedzeniów"

31 paź 2014

O hojności

Lila, 5 lat bez 2 dni


Lilianka ma w przedszkolu koleżankę Zosię, która codziennie obdarowuje ją jakimś drobiazgiem - naklejką, plastikowym pierścionkiem, talerzykiem dla lali etc.
- Kochanie, a może rozejrzysz się wśród swoich rzeczy i wybierzesz też jakąś niespodziankę dla Zosi?
- No od wczoraj się zastanawiam - wyznaje mi Lilka - ale niestety wszystko mi się podoba.

Akwarelki

Rózia, 2 lata, 10 miesięcy i ciut

Zobac, mamo, jus jestem paniom



30 paź 2014

O prezentach

Różyczka, 2 lata 10 miesięcy i kilka dni

- A ja będę w zimie miała ulodziny i dostanę moze jakieś cukielki i jakiś plezent (wywracanie oczami).
- A jaki ty być chciała prezent dostać, kochanie?
- Jakieś kulki cekoladowe albo waniliowe. Albo jajko-niespodziankę... - rozmarza się dziecko chowane prawie-bez-cukru...
- Słoneczko, a coś nie do jedzenia? Jakąś rzecz być chciała?
- No na psykład jakieś zecy do bawienia. Na psykład po plostu... miód!

29 paź 2014

O niebezinteresowności

Różyczka, 2 lata, 10 miesięcy i kilka dni

Przytulamy się z senną Rózią na łóżku, młodzież zakleszcza mi szyję w tłustych łapkach, mizia noskiem po brodzie, całuje w policzki...
- Bardzo cię kocham, córeczko!
- Wiem - kwituje Rózia tonem kaprala i głaszcze mnie po plecach. Głaszcze, głaszcze, głaszcze szybciej...
- Mamo! - pyta zaniepokojona - gdzie ty mas cycuski?!

19 paź 2014

O autorytecie

Lilka, 5 lat za 2 tygodnie
Rózia, 3 lata za dwa miesiące

- Nieee, Róziu, mama się pomyliła - tłumaczy Lilka jakiś mój lapsus językowy.
- Mamy się nie mylą - pewnie i spokojnie wyjaśnia jej Róża.

3 paź 2014

O efektach domowej edukacji dietetycznej

Lilka, 5 lat bez miesiąca
Rózia, 3 lata bez dwóch miesięcy 

Bardzo dbamy o to, żeby nasze dzieci nie napychały się cukrem. A w zasadzie: żeby nasze dzieci jadły tego cukru jak najmniej. Najlepiej wcale. 
Przedszkole zupełnie nie idzie po naszej linii wychowawczej i w jadłospisie ma takie kwiatki, że na wszelki wypadek wchodząc tam i mijając drzwi intendentki, odwracam głowę gwałtownie w lewo, żeby przypadkiem nie spojrzeć w drugą stronę na jadłospis i nie zepsuć sobie humoru na cały dzień.
Dziewczynki są uświadomione w kwestii tego, że słodycze są tylko smaczne, a nie zdrowe i wydają się to rozumieć. Nie robią scen w sklepie przy lizakach i nie mają nic przeciwko zjedzenia daktyla czy łyżeczki miodu zamiast cukierka.
Rózia ostatnio nawet zaskoczyła mnie wywodem o tym, że "jak się je cukiel, to potem baktejje plodukują taki kwas i on niscy ząbki, wies?".
Próbowałam wynegocjować w przedszkolu, żeby dziewczynki nie dostawały słodyczy na podwieczorki, ale się nie udało. W związku z tym skapitulowałam z poczuciem klęski i staram się tym nie truć bardziej niż trzeba, choć wychodzi różnie.

Wczoraj przy kąpieli Lila  mówi tonem świętego oburzenia:
- A wiesz, co mieliśmy dziś na podwieczorek?! Wafelki z kremem czekoladowym! Przecież to jest niezdrowe! Dzieci nie powinny tego jeść.
- A może trzeba było powiedzieć pani, że nie chcesz? - mówię z przekąsem do małej hipokrytki, bo jestem absolutnie pewna, że moje dziecko w życiu nie odmówiłoby nikomu kremu czekoladowego.
- Jak już zjadłam, to od razu pani powiedziałam, żeby mi tego więcej nie dawała - odpowiedziała poważnie Lilianka.


I jeszcze dwa okruszki:

Lila dobitnie: "Cieszę się, że jadę do babci Celi, bo jest po pierwsze fajna, po drugie bardzo miła, a po trzecie śliczna i bardzo nas lubi, ROZUMIESZ?!"

Rózia: Rózia: A ja kiedyś byłam baldzo mała, az do ziemi.


23 wrz 2014

Logopedycznie

Rózia, kiedyś w wakacje



Różka przychodzi do mnie dumna i blada i mówi:
- A ja jus umiem mówić "l". Lowel!

21 wrz 2014

Słownik dwulatka


Rózia, 2 lata, 8 miesięcy i 25 dni

Róźka próbuje rano wyciągnąć mnie z łóżka:
- Mówię do ciebie "chodź"!
- A ja mówię "nie chce mi się". I co teraz?
- Mamy malutki ploblem.


Przewalamy się rano z Róźką po łóżku, gilamy, podszczypujemy i gadamy głupotki:
- Jesteś mądra i słodka. I jaka jeszcze jesteś, Róziu?
- Cielpliwa.
- Taak? I jaka jeszcze.
- Luzala.
- Luzara?!
- Tak.


Co prawda, to prawda.

20 wrz 2014

Okruszki

Lilka, 4 lata, 10 miesięcy i 18 dni


Podczas powrotu z przedszkola do domu włącza mi się tryb przewodnika:
- Wiesz, Lilko, tutaj niedaleko rośnie bardzo rzadkie drzewo. Nazywa się miłorząb. Te drzewa są rozdzielnopłciowe, to znaczy, że są drzewa żeńskie i drzewa męskie...
- Ale jak? Jedno jest różowe?

- Chce mi się pić! Pić, piiiiić! - marudzi Lila ciągle jeszcze w samochodzie, w drodze do domu.
- Zaraz będziemy na miejscu, to się napijesz.
- Ale ja chcę teraz! Piiić!
- Lilusiu. Zastanów się. Od twojego jęczenia ja nie pojadę szybciej. Ale być może jeszcze bardziej zechce ci się pić...
Lila zamilkła nagle, żeby po chwili się odezwać:
- Teraz jęczę w myślach.