Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


19 paź 2014

O autorytecie

Lilka, 5 lat za 2 tygodnie
Rózia, 3 lata za dwa miesiące

- Nieee, Róziu, mama się pomyliła - tłumaczy Lilka jakiś mój lapsus językowy.
- Mamy się nie mylą - pewnie i spokojnie wyjaśnia jej Róża.

3 paź 2014

O efektach domowej edukacji dietetycznej

Lilka, 5 lat bez miesiąca
Rózia, 3 lata bez dwóch miesięcy 

Bardzo dbamy o to, żeby nasze dzieci nie napychały się cukrem. A w zasadzie: żeby nasze dzieci jadły tego cukru jak najmniej. Najlepiej wcale. 
Przedszkole zupełnie nie idzie po naszej linii wychowawczej i w jadłospisie ma takie kwiatki, że na wszelki wypadek wchodząc tam i mijając drzwi intendentki, odwracam głowę gwałtownie w lewo, żeby przypadkiem nie spojrzeć w drugą stronę na jadłospis i nie zepsuć sobie humoru na cały dzień.
Dziewczynki są uświadomione w kwestii tego, że słodycze są tylko smaczne, a nie zdrowe i wydają się to rozumieć. Nie robią scen w sklepie przy lizakach i nie mają nic przeciwko zjedzenia daktyla czy łyżeczki miodu zamiast cukierka.
Rózia ostatnio nawet zaskoczyła mnie wywodem o tym, że "jak się je cukiel, to potem baktejje plodukują taki kwas i on niscy ząbki, wies?".
Próbowałam wynegocjować w przedszkolu, żeby dziewczynki nie dostawały słodyczy na podwieczorki, ale się nie udało. W związku z tym skapitulowałam z poczuciem klęski i staram się tym nie truć bardziej niż trzeba, choć wychodzi różnie.

Wczoraj przy kąpieli Lila  mówi tonem świętego oburzenia:
- A wiesz, co mieliśmy dziś na podwieczorek?! Wafelki z kremem czekoladowym! Przecież to jest niezdrowe! Dzieci nie powinny tego jeść.
- A może trzeba było powiedzieć pani, że nie chcesz? - mówię z przekąsem do małej hipokrytki, bo jestem absolutnie pewna, że moje dziecko w życiu nie odmówiłoby nikomu kremu czekoladowego.
- Jak już zjadłam, to od razu pani powiedziałam, żeby mi tego więcej nie dawała - odpowiedziała poważnie Lilianka.


I jeszcze dwa okruszki:

Lila dobitnie: "Cieszę się, że jadę do babci Celi, bo jest po pierwsze fajna, po drugie bardzo miła, a po trzecie śliczna i bardzo nas lubi, ROZUMIESZ?!"

Rózia: Rózia: A ja kiedyś byłam baldzo mała, az do ziemi.


23 wrz 2014

Logopedycznie

Rózia, kiedyś w wakacje



Różka przychodzi do mnie dumna i blada i mówi:
- A ja jus umiem mówić "l". Lowel!

21 wrz 2014

Słownik dwulatka


Rózia, 2 lata, 8 miesięcy i 25 dni

Róźka próbuje rano wyciągnąć mnie z łóżka:
- Mówię do ciebie "chodź"!
- A ja mówię "nie chce mi się". I co teraz?
- Mamy malutki ploblem.


Przewalamy się rano z Róźką po łóżku, gilamy, podszczypujemy i gadamy głupotki:
- Jesteś mądra i słodka. I jaka jeszcze jesteś, Róziu?
- Cielpliwa.
- Taak? I jaka jeszcze.
- Luzala.
- Luzara?!
- Tak.


Co prawda, to prawda.

20 wrz 2014

Okruszki

Lilka, 4 lata, 10 miesięcy i 18 dni


Podczas powrotu z przedszkola do domu włącza mi się tryb przewodnika:
- Wiesz, Lilko, tutaj niedaleko rośnie bardzo rzadkie drzewo. Nazywa się miłorząb. Te drzewa są rozdzielnopłciowe, to znaczy, że są drzewa żeńskie i drzewa męskie...
- Ale jak? Jedno jest różowe?

- Chce mi się pić! Pić, piiiiić! - marudzi Lila ciągle jeszcze w samochodzie, w drodze do domu.
- Zaraz będziemy na miejscu, to się napijesz.
- Ale ja chcę teraz! Piiić!
- Lilusiu. Zastanów się. Od twojego jęczenia ja nie pojadę szybciej. Ale być może jeszcze bardziej zechce ci się pić...
Lila zamilkła nagle, żeby po chwili się odezwać:
- Teraz jęczę w myślach.

4 wrz 2014

O sobieradzeniu

Lilianka, 4 lata, 10 miesięcy i 2 dni
Rózia, 2 lata, 8 miesięcy i coś


Dziewczyny oglądają bajkę na Youtube. Po chwili słyszę z pokoju rozpaczliwy krzyk Lilki:
"Mamo, mamo, chodź szybko, zatrzymaj!! Mamo, muszę siku, mamo zatrzymaj, sikuuu!!"
Lecę, bo wiem, że mały kinoman może się zlać, ale nie może opuścić ani jednego zdania filmu, więc jest duże ryzyko, że zasika nam dywan, byle nie mieć przerw w transmisji.
Ale w progu zatrzymał mnie widok Rózi, która flegmatycznie zsunęła się z kanapy, pewnym ruchem nacisnęła spację na klawiaturze i tonem pokrzepiającym, acz nie bez dozy politowania oznajmiła Lilce:
"Leć siku. Jus ci zacymałam".

Czasem sobie myślę, jak to dobrze, że Lilka ją ma. 

30 sie 2014

Mistrz zwodu

Róża, 2 lata i 8 miesięcy


- Róża, czemu mnie gryziesz!?
- Ja nie glyzę, tylko się do ciebie psytulam ząbkami.


Rózia siedzi mi na kolanach i układa usta w dzióbek. Z werwą cmokam, na co dostaję upomnienie wypowiedziane bardzo zbulwersowanym tonem:
- Psecies ja telas jestem kacką! MAMO! Nie całuj kacek!!

26 sie 2014

Księżniczkowo

Róża, 2 lata i 8 miesięcy


Przylatuje do mnie z łazienki, bardzo z siebie dumna i oznajmia, że umiała sama.
- Co umiałaś sama?
- Popsikać pelfumami!
- Yyy, ale co sobie popsikałaś dziecko?
- Dlugie kolanko.
- Dobrze, że nie oko. Słońce, a możesz teraz włożyć kapcie? - pytam, bo słonko nie nosi kapci permanentnie i z rozmysłem, a moje zadanie jako matki polega na przypominaniu jej trzydzieści razy w ciągu dnia o włożeniu czegoś na nogi.
- Nie mogę - oznajmia zdecydowanie.
- A czemuż to?
- Jak jestem taka popelfumowana, to nie mogę. A te polalańcowe pelfumy słodko pachną, faktycnie.

25 sie 2014

Niedopatrzenie

Rózia, 2 lata i 8 miesięcy


Rózia z podziwem przygląda się jakiejś konstrukcji wybudowanej przez Lilę:
- To ty zlobiłaś?
- Tak.
- I ja ci nie popsułam?! - dodaje z niedowierzaniem.

13 sie 2014

Dialogi Róziowe

Rózia, 2 lata, 7 miesięcy i 2 tygodnie


- O, mamo, mas inne butki!
- Aha, na obcasach, mogą byc?
- Dobla, tylko się nie wywal.




Przytulamy się na dobranoc. "Jesteście moje skarby" - mówię do Rózi.
- Tak, ja jestem mały skalb, a Lila jest duzy skalb. A ty jesteś staly skalb.



No jestem.


10 sie 2014

Wsparcie

Lilka, 4 lata, 9 miesięcy i 8 dni
Rózia, 2 lata, 7 miesięcy i 2 tygodnie

Dziewczynki po raz któryś oglądają "Krainę lodu".
- Lila, jak będzie śniegowy potwól, to cię wezmę za ląckę, zeby się nie bałaś - mówi młodsza do starszej.


22 lip 2014

Dobra, mogło mi się przywidzieć

Róża, 2 lata i 7 miesięcy bez kawałka

Wyciągam z lodówki żółty ser, który czas swojej świetności miał jakieś dwa tygodnie temu.
- Mamo, das mi tlochę tego selka?
- Nie, kochanie, wolałabym nie. On jest już stary, zetrę go i wrzucę do makaronu.
- I wtedy będzie jus nowy? - pyta Rózia tonem, który jakoś zupełnie nie wskazuje na pytanie żądnego wiedzy dwulatka, za to sugeruje mocno, że pojęcie ironii u niektórych rozwija się dużo szybciej niż u innych.

Samodzielność dwulatka

Rózia, 2 lata i prawie 7 miesięcy

Róźka siedzi ze mną w domu, zmożona gorączką, pogoda nie pomaga w zbijaniu temperatury, ale kiedy gorączka i żar za oknem trochę zelżały, zdecydowałyśmy się na wypad do apteki po żel łagodzący swędzenie po ukąszeniach - Rózia jest naszą domową tarczą komarową, niestety, wystarczy, że odsłoni kawałek pulchnego ramionka, a zlatują się całą chmarą - myślę, że niektóre mogą mieć nawet czeski paszport...

Umawiamy się, że Rózia sama kupi żel i ćwiczymy kwestię jeszcze przed drzwiami apteki.
Wchodzimy.
- No, Różyczko - zachęcam speszone dziecko - co chciałaś kupić?
- Plose zel na komaly i jakiś nowy sylopek - gładko ordynuje Róża.

14 lip 2014

"Mam tę moc..."

Lilka, 4 lata, 7,5 miesiąca

Z relacji Tatusia Kochanego.
- Tato - zagaduje Lila - a to prawda, że Pana Boga można prosić o wszystko?
- Tak, córeczko.
- To ja - zaczyna z namaszczeniem Lilka - proszę o czarodziejską różdżkę NATYCHMIAST.

6 lip 2014

Dialogi łóżeczkowe

Lilka, 4 lata i 8 miesięcy
Rózia, 2,5 roku

Wieczorem dziewczynki mają solidny słowotok, inspirowany nieco filmem "Kraina lodu", który Lila szczerze wielbi.

Lila: Mamusiu, a kiedy WRESZCIE my z Rózią będziemy mamusiami?
Ja: Kochanie, najpierw musicie urosnąć, a potem jeszcze znaleźć tatusiów dla tych waszych dzieci.
Lila: Tak, ja wiem. Znajdę jakiegoś chłopaka, co już go znam, albo takiego, co go dopiero poznam. Ale muszę go poznać, wiesz. Wiedzieć, jak ma na imię i czy jest fajny. A ty tatę poznałaś, prawda? I tak ci się spodobał, że za niego wyszłaś, a on się z tobą ożenił. A ja bym chciała mieć dwie córeczki i będą się nazywały tak jak my: Lila i Róża. I potem jak będę wołała "Różyczko!", to nie będzie wiadomo, czy wołam do tej naszej Różyczki, czy do tej malutkiej. A nasza Rózia jak się urodziła, to była taka grubiutka, jak kluseczka. I miała taki wieeelki brzuszek. A teraz już ma trochę chudszy.
Rózia: A ja tes będę miała cóleckę. Mamo, a jak ona będzie się nazywała?
Ja: Tak, jak ją nazwiesz. To rodzice nazywają swoje dzieci.
Rózia: Ale ja nie chcę!
Lila: Róża, ale nie wiadomo, czy będziesz miała córeczkę. Ja może będę miała dwóch synków, ale nie wiem, jak się będą nazywali. Ale mogę się modlić o córeczki. Bo my tego nie umiemy zrobić, ale Pan Bóg wszystko umie, prawda? A ja nie mam żadnej mocy. Elza miała. Chciałabym mieć taką moc, jak Elza.
Ja: I co byś z nią robiła?
Lila: Umiałabym zrobić lato w środku zimy.
Rózia: A ja tes bym chciałam calować. Albo bym chcialam być piłowkiem.
Ja: Czym?!
Rózia: Piłowkiem. I bym piłowała lód. I tak mówiła "piłu, piłu".

Kurtyna.


I jeszcze jakieś okruszki dzisiejsze:

Róźka zainteresowała się orzeszkami w posypce chilli. Daliśmy jej jeden do spróbowania, w nadziei, że to wystarczy.
Za chwilę przyłazi znowu:
- Mogę jesce splawdzić, cy nie są za ostle?

Dziewczynki wieczorem się modlą.
- Róziu, za co możemy dziś podziękować?
- Za slebek [chlebek]
- I za co jeszcze?
- Za selek kamembelek.
- Hmm, kochanie, ale nie tylko za jedzenie można dziękować...
- I za ozeski laskowe i migdałki, i za daktylki...
- I...?! - czekam, aż temat jedzenia się wyczerpie.
- JAJO!