Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


11 wrz 2011

Sposób aplikacji

Mama wytłumaczyła, że te tabletki się bierze, kiedy boli brzuch, więc Lilka chodzi z podciągniętą bluzeczką i blistrem węgla leczniczego przyłożonym do pępka.

10 wrz 2011

Matka jest chora

i zdycha.

Lilianka tymczasem, natchniona misją pocieszenia zdychającej:

- ruchem nieznoszącym sprzeciwu podaje jej różne rzeczy, których ta akurat nie potrzebuje (okulary, kapcie, kubek z wodą);
- wskakuje śpiącej znienacka na plecy, tak w ramach ożywczej radosnej niespodzianki; z rzadka tylko tuż przed atakiem wydając odgłos ostrzegawczy w postaci gromkiego "mamisia pi!";
- domaga się całusów, wysuwając kusząco mokry, zaśliniony ryjek;
- wydobywa z opakowań i czyta ulotki z lekarstw, a potem zawija w nie różne przedmioty;
- symuluje grę na pianinie, waląc w klawiaturę leżącego nieopodal laptopa;
- skacze po łóżku, co 5 minut przyprawiając zdychającą o stan przedzawałowy (a tym samym zamieniając zdychanie bierne w zdychanie czynne), bo łóżko ma wysokie drewniane brzegi i nie zostało zaprojektowane do tego, żeby skakały po nim nierozumne dwulatki.

Kochane mam dziecko, bardzo :)

Radosna nowina

Lilka budzi się z drzemki i wesoło śpiewa w swoim pokoju. Potem wychodzi z łóżeczka, drepce bosymi stópkami przez przedpokój i z uśmiechem zagląda do nas, pokazując na pieluszkę:
- Chiba kupka.

6 wrz 2011

Skąd ona to zna?

Może ze żłobka?

Imieniny mojej mamy. Siedzimy przy ognisku i śpiewamy "sto lat". Słucham z rozdziawioną gębą, jak posadzony obok mnie Lilut z pełnym zaangażowaniem piszczy "toojat, toojat, baci, baci!"

5 wrz 2011

Dialogi z dużą dziewczynką

1 rok, 10 miesięcy i 3 dni


- Chcesz siusiu?
- Nie sce siusiu.
...
- Mama, siusiu bobiłam!


- Dodi, dodi!
- Chcesz lody?
- Tak!
- To sobie weź.
Lila podchodzi do zamrażarki, otwiera, wyjmuje, podaje. Nakładam jej i sobie.
- Łyśka! - Lila otwiera szufladę i po omacku grzebie - Duua, duua, mała! - Bierze małą i zaczyna zajadać. - Jechke!
- Chcesz jeszcze? Ale już zjadłaś, nie ma.
- Tutaj jeśt - mówi z chytrym uśmiechem, pokazując na moją miseczkę - Daj.
- A poprosisz mnie ładnie?
- Pochę!


Zrobiłam Lili kanapkę z pasztetem. Lila precyzyjnie wydłubuje pasztet z chleba: "Nie sce takie".

- A co dzidzia w brzuszku robi?
- Cita.
- Czyta? A co czyta?
- Kaśke. (książkę)


- Lila, co chcesz jeść na kolację?
- Jajki.
- Co?!
- Jajki, jajki!
- Jajka?
- Nie sce jaja!
- Piotr, nie wiesz, co to są "jajki"?
- Nie mam pojęcia.
- Może chcesz chlebka?
- Nie sce jebka! Jajki!
Zdesperowana Lila otwiera kuchenną szafkę i z mozołem wyciąga z niej toster. I odtąd wiemy, że "jajki" to grzanki.


Ubieramy Lilę do snu, gadamy do niej, przekomarzamy się... A tu masz piżamkę z serduszkiem, może być? A tu jest śpiworek, chcesz śpiworek z kotkiem?
- Pać sce - mówi znużona Lila, sama zsuwa się z przewijaka do łóżeczka, kładzie na brzuchu, nieudolnie jedną ręką nakłada na siebie kocyk, wkłada kciuk do buzi i zasypia.

31 sie 2011

Odkrycia

1 rok, 9 miesięcy i 29 dni

Lila patrzy w ekran komputera i mówi "Nie ma. O, jeśt. Nie ma. Jeśt! Nie ma. O, jeśt...".

Tak, moi państwo.

Kursor.

28 sie 2011

Bunt dwulatka

Rozpacz, bo tata niesie aparat, a aparat jest "MAMIII!!". Mama z kolei nie może chodzić w nie swoich klapkach (BABIII!!), są jej odbierane z krzykiem i oburzeniem i dostarczane babci.
Sprawiedliwy gniew, bo tata siadł na krześle mamy i odwrotnie (miejsca wyznacza Lila). Bo kotek leży na przewijaku. Bo mama nie zrozumiała dziecka i dała bułkę, a chodziło o co innego.
Histeryczny ryk ze spazmami, bo dziecko nie chce spać pod kocykiem, tylko pod puchową kołdrą (30 stopni w cieniu).

Dziś łzy, ryk i smarki do pasa, bo: 1. spadły spodenki od piżamki, 2. kakao było zrobione nie dość szybko, 3. z krzesełka wyjął tata, a nie mama, 4. dziecko rzuciło butem i nikt mu go nie podał, 5. jajko nie dało się stłuc małą plastikową łyżeczką i 6. największa histeria: majtki były z kotkami, a nie z motylkiem.
A to dopiero początek dnia...

26 sie 2011

Miszcz mowy wiązanej

1 rok, 9 miesięcy i 24 dni

- W pokoiku na stoliku stało mleczko i...
- KAKAŁO!

Zagadki

- Lilka, a które zwierzątka potrafią fruwać?
- ...
- Ptaszek fruwa?
- Taaak!
- Piesek fruwa?
- Nie.
- A kotek?
- Nie.
- A motylek?
- Tak.
- A mucha?
- Sio!

Oprócz tego okazało się, że sowa nie potrafi. Wrona umie, gołąbek, wróbelek i sroka też. A sowa? Sowa nie.
- Lila, ale sowa potrafi fruwać.
- Nie.
- Ale naprawdę potrafi!
- Nie. Nie, nie, nie!

23 sie 2011

Komedia w jednym akcie

Położona przed 20 minutami Lila budzi się z płaczem:
- Nóśka, nóśka!
- Co nóżka? Boli?
- Nóśkaaaa!
- Ale co się stało?
Lila pokazuje, że trzeba pocałować.
Matka odkłada brzuch na komodę, przechyla się nad barierką niemowlęcego łóżeczka i całuje.
- Duda!
Matka całuje drugą. Lilka kładzie się na brzuszku i zasypia.

Kurtyna.

18 sie 2011

Panie jeść teś

1 rok, 9 miesięcy i 16 dni

W zasadzie pierwsze zdanie Lili. Tzn. pierwsze z tych, które w całości zrozumiałam i których nie zdążyłam zapomnieć przed zapisaniem (zła matka, zła matka, zła).

"Panie" nie brzmiały dokładnie jak "panie", ale dało się to jakoś tam wyłuskać z różnych bełkotków i zawijasów dźwiękowych. Siedziały obok nas w barze "u Piotra" i spożywały frykasy 20% taniej, bo za pół godziny bar się zamykał.
W tym tygodniu codziennie jeździłam do pracy. Daleeeko. Codzienne pracowanie powinno być zabronione - człowiek jest potem padnięty i ma w domu syf. Oraz pustą lodówkę. W związku z tym żywi się w tych barach, które akurat ktoś miłościwie założył w pobliżu bankomatu. I dzięki temu towarzyszy rozwojowi mowy swojego dziecka. Ale to za mała rekompensata za codzienne jeżdżenie do roboty, zaiste.
Idę spać. Amen.

16 sie 2011

I jechke o spaniu

Lila uwielbia. Kocha. Praktycznie od zawsze.
I my też. Dzięki Lilaczej namiętności nigdy nie byliśmy niewyspanymi rodzicami.
Nasze dziecko nauczyło się przesypiać całe noce skończywszy 8 tygodni. A potem było już coraz lepiej.
Nigdy - poza kilkoma dniami znarowienia, kiedy to upajała się umiejętnością wstawania - nie trzeba było jej specjalnie usypiać, kołysać, śpiewać albo błagać, żeby wreszcie poszła spać. Teraz nie trzeba w ogóle.

Zasypianie w ciągu kilku minut? - nie ma sprawy.
Budzenie się dopiero rano, na śniadanko, z suchą pieluszką - bez problemu.
Pięciogodzinna drzemka w ciągu dnia? - też potrafi. Ale na ogół śpi cztery. Potem zasypia wieczorem o zwykłej porze, około dwudziestej.
Panie w żłobku były pod wrażeniem tego, że od pierwszego dnia Lila grzecznie kładzie się na drzemkę, od razu zasypia i śpi przepisowe dwie godziny (po czym jest, niestety, budzona na podwieczorek i potem snuje się troszkę niedospana).

Przed snem czytamy Lili książeczki. Chyba że znacząco wetknie kciuk do dzioba i pokłada się już na przewijaku, albo usiłuje ześliznąć się z niego prosto do łóżeczka, żebyśmy już dali jej święty spokój i pozwolili spać.
Ostatnio czytałam jej "Trzy świnki". Lila niecierpliwie przewertowała kartki książki do końca, powiedziała "papa, sinki" i kazała się położyć.
No uwielbiam :)

Update: dziś Lilka mówiła przed spaniem "papa, keki" (do chusteczek), "papa, biki" (do rybek wiszących na lampie), potem pożegnała też czule zegar i obrazy na ścianie.

Pochę, pochę, jechke!

1 rok, 9 miesięcy i 2 tygodnie

Tak, unosząc ręce, mówi Lila do wujka Hop-hop (w Lilowej wersji Pop-pop), kiedy chce, żeby znowu podnieść ją wysoko do góry.
O "dziękuję" (dzije) trzeba jej już specjalnie przypominać, bo "pochę" przynosi zdecydowanie konkretniejsze efekty, a "dzije" wydaje się nieopłacalne.

A wczoraj mała dziewczynka wykazała się znajomością zasad ruchu drogowego, kiedy - ostrzegając tatę-kierowcę - mówiła przy zbliżaniu się do świateł "noni, tać!".
"Zielony" to też "noni", no ale wiadomo, że na zielonym mówi się "jedź".


11 sie 2011

Fryzury albo kolejna zaleta żłobka

1 rok, 9 miesięcy i 9 dni

Lilka nigdy nie była bezwłosym niemowlęciem, choć przyznać trzeba, że z początku nie była to imponująca koafiura
Z czasem okazywało się, że Lila - chwała Bogu - w dziedzinie owłosienia wdała się raczej w tatusia i - jeszcze chwalsza Bogu - w dziadka. O:

Niestety, wprost proporcjonalna do wzrostu loków była niechęć Lili do poddawania ich wszelkim, najprymitywniejszym nawet, zabiegom fryzjerskim, w związku z czym włosy rosły jak chciały (grzywkę udało mi się kilka razy podciąć różnymi chytrymi sposobami, w tym raz mininożyczkami od miniscyzoryka, kiedy dziecko przysnęło w foteliku samochodowym), wpadały do oczu i do zupek, zahaczały się o zapięcie śliniaczka i w ogóle czyniły sporo zamieszania.

Kiedy pani w żłobku poprosiła nas o przyniesienie gumek, usiłowałam jej wytłumaczyć, że to na nic, bo Lila zrywa gumki po 10 sekundach, o ile w ogóle pozwoli je sobie założyć.

Takie dziecko odebrałam (moje, nie moje?):


Kolejnego dnia takie:


Potem takie:

I takie:

Próbowałam tego samego w domu, ale zdecydowanie nie ten autorytet. Zdecydowanie...
Więc po prostu odstawiamy Lilkę do żłobka z zestawem gumek w kieszonce i odbieramy pięknie uczesaną pannę.