Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


10 sty 2014

Ulubione słówka, czyli rzecz o elokwencji dwulatka

Róża, dwa lata i 15 dni

Uczące się mówić maluchy bardzo często wykazują przywiązanie do określonych konstrukcji czy słówek. Warto zapisywać, bo inaczej ucieka - za często i za szybko to się zmienia.
Pamiętam, że Lilka w wieku lat około dwóch nieustannie używała "wieś?", "idziałaś?" i "chiba" oraz namiętnie operowała zdrobnieniami, żeby nie powiedzieć zdrobnionkami, bo były naprawdę ciupciusieńkie. O. I o.

Rózia z kolei wykazuje żywe zainteresowanie tajemnymi kosmicznymi połączeniami wszystkiego ze wszystkim, które kwituje słówkiem "pasiuje". Pasują do siebie dwa takie same przedmioty, to oczywiste, tak samo dwie rzeczy o podobnym kolorze albo przeznaczeniu. Ale i np. nosek Różyczki "pasiuje" do szyby kabiny prysznicowej, kiedy go do niej mocno przyciśnie.

Dziś znalazła na podłodze dwa dzwoneczki, które koty zrzuciły z choinki.
- Obać, pasiujom! - podetknęła mi przed nos oba naraz i zaczęła nucić - Idom siętaaa, idom siętaaa!

Poza tym daje się we znaki, nie wiem tylko czy bardziej jej czy nam, mamusina predylekcja do defetyzmu (do słownika wyrazów obcych jeszcze nie, ale to kwestia czasu). Podchodząc do jakiegokolwiek zadania, od zaśpiewania piosenki począwszy, a skończywszy na zrobieniu kulki z ciastoliny, Rózia na wstępie stwierdza żałościwie: "nie uda się". Z odziedziczonym po matce pesymizmem najwyraźniej jednak toczy w Rózinej duszy walkę radosny optymizm, bo mimo przekonania o bezsensowności podjętych działań i przy wtórze owego "nie uda się" mruczanego pod nosem -  Różka śmiele je kontynuuje, często kończąc radosnym "udało się!". Uff. Może jest jeszcze nadzieja, że nie będzie takim ponurym czarnowidzem, jak ja.
Powiedziałam "nadzieja"?
To chiba rzeczywiście jest.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza