Lila, cztery bez dwóch
Rózia, dwa bez czterech
Domagała się Różyczka soku jabłkowego. Domagała się ze szklanki, już, natychmiast i mamo nie przestanę wyć póki mi nie dasz. Mama dała, wbrew sobie, jako że zdecydowanie jej najulubieńszą drogą uzupełniania młodszej córce płynów jest zaserwowanie czystej wody w bidonie z rurką: nie wysyfi się, nie rozleje, a jeżeli jednak, to nie ma kłopotu ze sprzątaniem. W dodatku zdrowo.
Cóż. Sok, zgodnie z czarnymi myślami mamy, wylądował po kilku sekundach na Rózi i na podłodze, co mamę trochę wyprowadziło z równowagi, bo "czy ja nie mówiłam!?" i bo podłoga była dopiero co myta. Matka ryknęła na Różę i poszła wypuścić nadmiar pary do łazienki, przy okazji zgarniając stamtąd szmatę do podłogi.
Za nią podreptała cichutko starsza córka, tłumacząc nieśmiało:
- Ale mamusiu, bo wiesz, Różyczka jest jeszcze bardzo mała i nie rozumie, że nie można wylewać soku na podłogę.
Miód na moje uszy dziwnym trafem lekko je zaczerwienił.
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
11 wrz 2013
I idziemy za ciosem...
...prezentując kolejne multimedia. Żeby nie było, że Róźka jeno pokazy choreograficzne pod występy starszej siostry odstawia. Róża ma słuch jak żyleta, tylko czasem jeszcze głos jej za słuchem nie nadąża. Ale tylko trochę :D
Proszę:
Proszę:
9 wrz 2013
Urodzinowo
Lilka, 3 lata i 10 miesięcy z kawałkiem
Rózia, 20 miesięcy z dokładką
Tatuś Kochany miał niedawno urodziny. Usiłowałam namówić dziewczynki, żeby zaśpiewały mu "Sto lat".
Tutaj owoc naszych wspólnych starań:
Rózia, 20 miesięcy z dokładką
Tatuś Kochany miał niedawno urodziny. Usiłowałam namówić dziewczynki, żeby zaśpiewały mu "Sto lat".
Tutaj owoc naszych wspólnych starań:
7 wrz 2013
O czynach karalnych
Lilka, 3 lata, 10 miesięcy i 5 dni
Świeżutki dialog Lili z Tatusiem Kochanym
- Rózia mnie kopnęła.
- Kopnęła!? Jak to było?
- Najpierw ona mnie kopnęła, a potem ja ją pobiłam.
- Pobiłaś? A ładnie to tak?
- No, nieładnie.
- To czemu ją pobiłaś?
- Bo nie miałam innego pomysłu.
Świeżutki dialog Lili z Tatusiem Kochanym
- Rózia mnie kopnęła.
- Kopnęła!? Jak to było?
- Najpierw ona mnie kopnęła, a potem ja ją pobiłam.
- Pobiłaś? A ładnie to tak?
- No, nieładnie.
- To czemu ją pobiłaś?
- Bo nie miałam innego pomysłu.
4 wrz 2013
O kuszeniu jajecznym
Lilka, 3 lata, 10 miesięcy i 1 dzień
Po mamusi Lila nie ma za grosz cierpliwości. Wszystko musi być natychmiast, inaczej jest płacz. I mendzenie, potworne, biadolące, zawodzące i trudne do zniesienia przez osoby postronne i przedstronne. Dziś na kolację było kakao, bo tak zarządziła Lila, i jajecznica, według pomysłu Rózi (gwałtowne otwarcie lodówki, dziki wzrok i mantra "jaja, jaja, jaja"). Kakao zostało wypłakane, choć oczywiście Lila miała powiedziane, że zaraz jej podam. Potem nastąpiły jęki o jajecznicę, która właśnie zaczynała ścinać się na patelni i wygląd miała jeszcze mocno niezachęcający do nazwania jej gotowym posiłkiem...
- Lila! - nie wytrzymał Tatuś Kochany - jeszcze raz powiesz "jajecznica" i zjem ci połowę z twojego talerzyka!
Lilianka w duszy przemyślała sprawę i natychmiast się zamknęła, ku uldze pozostałych domowników. Za chwilę chichocze cicho i informuje Tatusia z błyskiem w oku: Powiedziałam "ja...".
Po mamusi Lila nie ma za grosz cierpliwości. Wszystko musi być natychmiast, inaczej jest płacz. I mendzenie, potworne, biadolące, zawodzące i trudne do zniesienia przez osoby postronne i przedstronne. Dziś na kolację było kakao, bo tak zarządziła Lila, i jajecznica, według pomysłu Rózi (gwałtowne otwarcie lodówki, dziki wzrok i mantra "jaja, jaja, jaja"). Kakao zostało wypłakane, choć oczywiście Lila miała powiedziane, że zaraz jej podam. Potem nastąpiły jęki o jajecznicę, która właśnie zaczynała ścinać się na patelni i wygląd miała jeszcze mocno niezachęcający do nazwania jej gotowym posiłkiem...
- Lila! - nie wytrzymał Tatuś Kochany - jeszcze raz powiesz "jajecznica" i zjem ci połowę z twojego talerzyka!
Lilianka w duszy przemyślała sprawę i natychmiast się zamknęła, ku uldze pozostałych domowników. Za chwilę chichocze cicho i informuje Tatusia z błyskiem w oku: Powiedziałam "ja...".
3 wrz 2013
Wspomnienie
Lilka, 3 lata i 10 miesięcy
Wieczorem próbujemy spełnić swoją rodzicochrześcijańską powinność i pomagamy Lili w modlitwie. Idzie różnie - raz pięknie, a raz mocno opornie, w zależności od nastroju delikwentki. Wczoraj dominowała wersja oporna.
- Lila, to jaką modlitwę dziś wybierzesz?
- Modlitwę-łołitwę.
- Jaką?
- Łołitwę.
- Ale nie ma takiej modlitwy.
- Jest.
- Nie ma.
- A jak kiedyś byłam w niebie, to mi powiedzieli, że jest taka modlitwa.
I koniec dyskusji. Liliana powiedziała łołitwę w tylko sobie (i niebianom) znanym języku i poszła spać.
Wieczorem próbujemy spełnić swoją rodzicochrześcijańską powinność i pomagamy Lili w modlitwie. Idzie różnie - raz pięknie, a raz mocno opornie, w zależności od nastroju delikwentki. Wczoraj dominowała wersja oporna.
- Lila, to jaką modlitwę dziś wybierzesz?
- Modlitwę-łołitwę.
- Jaką?
- Łołitwę.
- Ale nie ma takiej modlitwy.
- Jest.
- Nie ma.
- A jak kiedyś byłam w niebie, to mi powiedzieli, że jest taka modlitwa.
I koniec dyskusji. Liliana powiedziała łołitwę w tylko sobie (i niebianom) znanym języku i poszła spać.
1 wrz 2013
Inwentaryzacja
Różyczka, 1 rok, 8 miesięcy i 6 dni
Stan rodzinny według Rózi: tata, ja, mama ma cycy, Lila.
Długie karmienie piersią zbiera swoje żniwo na różne sposoby :-)
Stan rodzinny według Rózi: tata, ja, mama ma cycy, Lila.
Długie karmienie piersią zbiera swoje żniwo na różne sposoby :-)
31 sie 2013
Ślązaczka
Lilka, 3 lata i 10 miesięcy bez 2 dni
Lila: Zaśpiewam wam "Jedzie pociąg" po śląsku.
My: Oo, po śląsku, no słuchamy!
Lila: "Jedzie pociąg z daleka. Jedzie, jedzie po Śląsku..."
Lila: Zaśpiewam wam "Jedzie pociąg" po śląsku.
My: Oo, po śląsku, no słuchamy!
Lila: "Jedzie pociąg z daleka. Jedzie, jedzie po Śląsku..."
27 sie 2013
26 sie 2013
Język trzylatka
Lilianka, 3 lata, 9 miesięcy i 24 dni
Wracamy z działki, bez Tatusia Kochanego, który w weekend bawił się na wyjeździe firmowym.
- Mamooo, a jak przyjedziemy do domku, to tatuś już tam będzie?
- Będzie.
- Tatuś będzie i mama też będzie! Ale wypas!
Wracamy z działki, bez Tatusia Kochanego, który w weekend bawił się na wyjeździe firmowym.
- Mamooo, a jak przyjedziemy do domku, to tatuś już tam będzie?
- Będzie.
- Tatuś będzie i mama też będzie! Ale wypas!
22 sie 2013
Love is in the air
Rózia, rok, 7 miesięcy i 3 tygodnie
Zostałam dziś zaproszona na działkę znajomej, gdzie wybrałam się z młodszą.
Na niewielkiej i bardzo kids-friendly przestrzeni hasało pięcioro maluchów w wieku na oko od roku do trzech. Rózieczka wszystkich widziała w zasadzie po raz pierwszy, co nie przeszkadzało jej w ochoczym zawieraniu kontaktów międzyludzkich i radosnym oswajaniu nowych zabawek.
Mateusz, najstarszy z gromadki, został poproszony o przyprowadzenie Róży za rączkę do stolika, gdzie już szykowała się parówkowo-pomidorowa uczta. I proszę: Rózia, nie zawsze skłonna do poddawania się czyjejś woli, grzecznie maszeruje w parze. Chwilę potem czujny matczyny wzrok wychwytuje fakt, że córka mniej zajęta jest konsumpcją (Rózia!), a bardziej mizianiem się z Matim główkami i łapaniem za rączki oraz innymi sposobami porozumiewania się ponad podziałami językowymi, jak na przykład precyzyjne przybijanie piąteczek łapkami umaczanymi w keczupie.
Jako że teren był mi nieznany, a zaraz po posiłku młódź zaczęła robić rundę dookoła domku, pospiesznie za młodzią podążyłam, żeby ratować ją z potencjalnych opresji czyhających za chałupką. Okazało się, że jedyną opresją byłam tam ja sama: prawie wlazłam na Róźkę zajętą wymianą całusów z nowo poznanym kolegą. Dzieciaki są urocze, ale mam nadzieję, że jej tak nie zostanie na zawsze.
Zostałam dziś zaproszona na działkę znajomej, gdzie wybrałam się z młodszą.
Na niewielkiej i bardzo kids-friendly przestrzeni hasało pięcioro maluchów w wieku na oko od roku do trzech. Rózieczka wszystkich widziała w zasadzie po raz pierwszy, co nie przeszkadzało jej w ochoczym zawieraniu kontaktów międzyludzkich i radosnym oswajaniu nowych zabawek.
Mateusz, najstarszy z gromadki, został poproszony o przyprowadzenie Róży za rączkę do stolika, gdzie już szykowała się parówkowo-pomidorowa uczta. I proszę: Rózia, nie zawsze skłonna do poddawania się czyjejś woli, grzecznie maszeruje w parze. Chwilę potem czujny matczyny wzrok wychwytuje fakt, że córka mniej zajęta jest konsumpcją (Rózia!), a bardziej mizianiem się z Matim główkami i łapaniem za rączki oraz innymi sposobami porozumiewania się ponad podziałami językowymi, jak na przykład precyzyjne przybijanie piąteczek łapkami umaczanymi w keczupie.
Jako że teren był mi nieznany, a zaraz po posiłku młódź zaczęła robić rundę dookoła domku, pospiesznie za młodzią podążyłam, żeby ratować ją z potencjalnych opresji czyhających za chałupką. Okazało się, że jedyną opresją byłam tam ja sama: prawie wlazłam na Róźkę zajętą wymianą całusów z nowo poznanym kolegą. Dzieciaki są urocze, ale mam nadzieję, że jej tak nie zostanie na zawsze.
21 sie 2013
Monotematycznie albo Tribute to Ciocia Ala
Lilka, 3 lata, 9 miesięcy i 19 dni
Lila wycinała jakieś literki z papieru.
- A to jaka jest literka?
- To jest "A". Powiesz mi pięć słów, które zaczynają się na "A"?
- Alina!
- Dobrze. A pozostałe?
- Alicja.
- I...?
- Ala, Alka i... Alusia.
Lila wycinała jakieś literki z papieru.
- A to jaka jest literka?
- To jest "A". Powiesz mi pięć słów, które zaczynają się na "A"?
- Alina!
- Dobrze. A pozostałe?
- Alicja.
- I...?
- Ala, Alka i... Alusia.
20 sie 2013
Panie sklepowe
Lilianka, 3 lata, 9 miesięcy i 18 dni
Rózia, 1 rok i prawie 8 miesięcy
Lilka ostatnio często naciąga mnie na zabawę w sklep, co jest o tyle miłe i niekłopotliwe, że odbywa się na placu zabaw w specjalnym straganowym okienku i nie wymaga żadnych przygotowań ani rekwizytów. Transakcje zawieramy za pomocą gestów i słów, a tych Lila zawsze ma pod dostatkiem.
Rózia również ochoczo przystępuje do zabawy i jako milczący acz zagoniony pomocnik sprzedawcy daje z siebie wszystko.
Razem wyglądają jak Collignon i jego pomocnik Lucien, ci z "Amelii".
- Poproszę kilogram ogórków.
Rózia pierwsza, jak mały wesoły piesek, leci na tyły "sklepu", uradowana przynosi mi garść powietrza, a wtedy wkracza Lila i z rozkoszą strofuje siostrę:
- Rózia, co ty przyniosłaś, to nie są ogórki, mamo, ja ci przyniosę! - Grzebie w wirtualnych skrzynkach, wtedy ja znowu proszę lekko rozczarowaną Rózię o przyniesienie tym razem kilku pomidorków, Rózia leci po rzeczone i historia zaczyna się od nowa.
Walutę również mamy nieskomplikowaną, na ogół płacimy "jeden", z rzadka "cztery" lub "pięć". Ponieważ przedsiębiorstwo Lili i Rózi jest wielobranżowe, udało mi się ostatnio nabyć nowiutką, niekradzioną toyotę za jeden i jeszcze dostałam resztę. "Ja jestem miła i zawsze oddaję pieniendze. Mogę ci dać jeszcze jeden cukierek w nagrodę". Wzorowe podejście do klienta.
Rózia, 1 rok i prawie 8 miesięcy
Lilka ostatnio często naciąga mnie na zabawę w sklep, co jest o tyle miłe i niekłopotliwe, że odbywa się na placu zabaw w specjalnym straganowym okienku i nie wymaga żadnych przygotowań ani rekwizytów. Transakcje zawieramy za pomocą gestów i słów, a tych Lila zawsze ma pod dostatkiem.
Rózia również ochoczo przystępuje do zabawy i jako milczący acz zagoniony pomocnik sprzedawcy daje z siebie wszystko.
Razem wyglądają jak Collignon i jego pomocnik Lucien, ci z "Amelii".
- Poproszę kilogram ogórków.
Rózia pierwsza, jak mały wesoły piesek, leci na tyły "sklepu", uradowana przynosi mi garść powietrza, a wtedy wkracza Lila i z rozkoszą strofuje siostrę:
- Rózia, co ty przyniosłaś, to nie są ogórki, mamo, ja ci przyniosę! - Grzebie w wirtualnych skrzynkach, wtedy ja znowu proszę lekko rozczarowaną Rózię o przyniesienie tym razem kilku pomidorków, Rózia leci po rzeczone i historia zaczyna się od nowa.
Walutę również mamy nieskomplikowaną, na ogół płacimy "jeden", z rzadka "cztery" lub "pięć". Ponieważ przedsiębiorstwo Lili i Rózi jest wielobranżowe, udało mi się ostatnio nabyć nowiutką, niekradzioną toyotę za jeden i jeszcze dostałam resztę. "Ja jestem miła i zawsze oddaję pieniendze. Mogę ci dać jeszcze jeden cukierek w nagrodę". Wzorowe podejście do klienta.
18 sie 2013
Urlopnie
Lenia mam ciągle. Po urlopie trzeba odpocząć, nie? A po urlopie z dwójką dzieci należy odpocząć podwójnie. W zasadzie nie powinnam narzekać, sporą część pourlopowego odpoczynku muszą jeszcze odrobić moi rodzice i siostra, którzy zajmowali się dziewuszkami, kiedy Tatuś Kochany i ja wybyliśmy na kilka dni na zagraniczne chrzciny, porzucając przychówek ze słabo skrywaną ulgą. Przychówek trzymał się dzielnie, nie płakał, a po naszym powrocie zażądał od razu a. cyca (Rózia), b. obiecanych podarków (Lila) i zasypał nas opowieściami. Aż jedną spamiętałam, resztę zjadł leń:
- Wiesz, mamo, a jak was nie było, to ja miałam taki piękny sen.
- A co ci się śniło, córeczko?
- Że wróciliście do domu.
- O, pięknie. I co, cieszyłaś się?
- Nie, przecież spałam.
I jeszcze trochę Działkowych Dzieci:
- Wiesz, mamo, a jak was nie było, to ja miałam taki piękny sen.
- A co ci się śniło, córeczko?
- Że wróciliście do domu.
- O, pięknie. I co, cieszyłaś się?
- Nie, przecież spałam.
I jeszcze trochę Działkowych Dzieci:
14 sie 2013
Nomenklatura
Lila bawi sie dwiema papierowymi kaczuszkami. Jedną nazwala Dziobek Cycka , a drugą - Panierka Cukierka.
A w ogole to wrócilismy z wakacji i mam lenia.
A w ogole to wrócilismy z wakacji i mam lenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)