Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


16 mar 2017

Sarkazm

Mam świetną rękę do kwiatów. Kwiat choćby muśnięty moją ręką usycha, więdnie albo opadają mu listki. No czary. W zasadzie jestem pogodzona z losem i choć od czasu do czasu nęci mnie pokusa postawienia na parapecie czegoś żywego, to na ogół zostaje ona zaspokojona przy pomocy kota.

W poprzednim lokum ozdobiłam półeczkę w przedpokoju sztucznym sukulentem, bo prawdziwy z braku światła i tak nie miałby szans - nawet bez mojej  pomocy. Kwiatek pętał się teraz bez przydziału, więc postawiłam go na próbę na stole w kuchni.

Dziewczynki siedzą przy śniadaniu i oglądają.
- Mamo, a ten kwiatek nie jest prawdziwy? - pyta Róża.
- Nie, jest sztuczny.
- A to znaczy, że nie urośnie?
- Tak. I że nie trzeba go podlewać.
- Tak, Róziu - wtrąca się Lila i z minką niewinną ale mrokiem w oku mierzy mnie spojrzeniem, cedząc przez zęby - Nasza mama jest świetną ogrodniczką.

Żmiję na własnym łonie.

3 komentarze:

  1. No, ale ten ciety jezyczek, to po kims przeciez ma... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, to samo miałam napisać :))
      Ale powiedz, Ido, taka zdolność do ciętej riposty to się zasadniczo w życiu przydaje przecież! :)
      Za zdanie o żywym kocie na parapecie masz u mnie przynajmniej Nike. Nagrodę w sensie, nie but :P

      Usuń
  2. Obie macie ironię opanowaną ;D Osobiście uwielbiam i doceniam takie inteligentne poczucie humoru, więc jak dla mnie, to dobrze rokuje :)

    OdpowiedzUsuń