Posadziłam Liluta w krzesełku do karmienia i szykuję jej kaszkę na drugie śniadanie. A ta na mnie - zerk - i mówi "am-am".
Obstawiam, że najpóźniej za tydzień usłyszę "matka, co się tak guzdrzesz z tą kaszą?!".
Tu zdjęcie poglądowe, wcale nie ze śniadania, ale notka jakaś taka za krótka była:
no to pięknie :) :)
OdpowiedzUsuńcudna mała cwaniara :) i już możesz jej spineczki we włosy wpinać!!! u nas czekają grzecznie w szufladzie na lepsze czasy, kiedy dziecku bardziej włosy urosną ;)
OdpowiedzUsuńJa jej spineczki nie tyle mogę, co muszę, bo mi szkoda tej grzywy obcinać, a już do oczu włazi.
OdpowiedzUsuńNajważniejszą rzeczą przy spineczkach jest nie dopuścić pod żadnym pozorem, żeby Lila wiedziała, że ma je na włosach...
e, pewnie tylko cię wołała, od tyłu :o)
OdpowiedzUsuń