Lilka, 6 lat i 16 dni
- Lila, kim będziesz w jasełkach?
- Góralem.
- O, fajnie. A nie góralką?
- Nie, GÓRALEM! - dumnie podkreśla Lila i dodaje - Bo ja umiem mówić po góralsku, oni tak seplenią.
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
18 lis 2015
8 lis 2015
Zabawa w słowa
Rózia, 3 lata, 10 miesięcy i 2 tygodnie
Mamy z dziewczynkami taką prostą grę: ktoś mówi początek słowa, pierwszą sylabę - a drugi dowolnie kończy.
Idę dziś z Rózią do kościoła, umilamy sobie spacer słówkami. Ja zaczynam, Rózia kończy:
- Ma...
- ...ma.
- Kra...
- ...tka.
- Cza...
- ...szka.
- Ko...
- ...tek.
- Nie...
- wariuj!
- Wie...
- ... dokładnie przedszkolaczek, jak wygląda jego znaczek.
Mamy z dziewczynkami taką prostą grę: ktoś mówi początek słowa, pierwszą sylabę - a drugi dowolnie kończy.
Idę dziś z Rózią do kościoła, umilamy sobie spacer słówkami. Ja zaczynam, Rózia kończy:
- Ma...
- ...ma.
- Kra...
- ...tka.
- Cza...
- ...szka.
- Ko...
- ...tek.
- Nie...
- wariuj!
- Wie...
- ... dokładnie przedszkolaczek, jak wygląda jego znaczek.
6 lis 2015
Urodziny
Nie wiem, kto bardziej przeżywał szóste urodziny Lili - sama solenizantka czy Rózia. W każdym razie Różyczka była bardzo zaangażowana w przygotowania prezentowe.
Sama kilka dni wcześniej w tajemnicy przed siostrą przygotowała jej portret, a do portretu dorzuciła trzy kasztany i wyciągnęła mnie do Żabki po jajko-niespodziankę.
Po czym zapakowała wszystko do torby prezentowej i wtedy zaczęła się zabawa:
- Mamo, schowaj to na szafę, żeby Lila nie znalazła!
- Mamo, możesz mi zdjąć ten prezent z szafy, bo ja go wolę dać gdzie indziej!
- Lila, a ja mam dla ciebie niespodziankę, ale ci nie powiem, gdzie jest. I nie powiem, co to, bo to niespodzianka!
- Lila, mam dla ciebie jajko-niespodziankę, ale dostaniesz dopiero na urodziny.
- Mamo, no daj mi tę torbę! MUSZĘ ją zobaczyć. Muszę potrzymać to jajko, bo zapomniałam już, jak wygląda. Mamo!!
Dzień przed urodzinami Lili:
- Mamo, ale musisz położyć torbę koło mojego łóżeczka.
- Dlaczego koło twojego? - pytam. Przecież to urodziny Lili.
- Bo ja jej rano zaśpiewam "Sto lat" i dam prezent.
- Dobrze, położę.
- No to połóż!
- Ale jeszcze nie teraz, dopiero jak zaśniecie.
- Dobrze, to ja chcę iść spać.
I poszła. I zasnęła. O 16:30.
Zbudziła się przed północą. Właśnie oglądaliśmy film. Przybiegła z płaczem "Przecież mieliście położyć torbę koło łóżka!"
- Dobrze, już to robimy - zanieśliśmy, położyliśmy razem z prezentem od babci.
Za chwilę Rózia przychodzi znowu:
- Bo ta torba się przewróciła. Trzeba je tak położyć, żeby się nie przewracały.
Położyliśmy.
Film się rozkręcał, Rózia też. Za chwilę zobaczyliśmy, jak idzie z torbami do salonu:
- Weźcie je, bo mnie za bardzo kuszą.
Wzięliśmy. Potem jeszcze kilka razy upewnialiśmy Rózię, że nic się im nie stanie i że ten film NAPRAWDĘ nie jest dla dzieci, więc ma zmykać do łóżka.
Piąta rano, Rózia przybiega do nas z pretensją, że nie pilnujemy prezentu w salonie, a przecież mieliśmy.
Za nią przybiega Lila, więc możemy już zaśpiewać "Sto lat" i wręczyć podarki. Rózia asystuje przy rozpakowywaniu i cieszy się razem z Lilą, a nawet bardziej niż ona.
Po południu razem czekają na gości, Rózia pełni rolę odźwiernej, majordomusa oraz "dyżurnej od jedzenia" w jednym, a przy tym cierpliwie bada wszystkich gości pod kątem podarków:
- Cześć, dziadek. Gdzie masz prezent dla Lili? Daj Lili prezent, bo ona ma urodziny. No, masz, Lila. Zobacz, dziadek przyniósł ci prezent! Odpakuj! Popatrz, jaki ładny!
Szkoda, że urodziny są tylko raz w roku, takie to było urocze.
Dobrze, że urodziny są tylko raz w roku, bo bardzo byliśmy przez nie niewyspani.
Sama kilka dni wcześniej w tajemnicy przed siostrą przygotowała jej portret, a do portretu dorzuciła trzy kasztany i wyciągnęła mnie do Żabki po jajko-niespodziankę.
Po czym zapakowała wszystko do torby prezentowej i wtedy zaczęła się zabawa:
- Mamo, schowaj to na szafę, żeby Lila nie znalazła!
- Mamo, możesz mi zdjąć ten prezent z szafy, bo ja go wolę dać gdzie indziej!
- Lila, a ja mam dla ciebie niespodziankę, ale ci nie powiem, gdzie jest. I nie powiem, co to, bo to niespodzianka!
- Lila, mam dla ciebie jajko-niespodziankę, ale dostaniesz dopiero na urodziny.
- Mamo, no daj mi tę torbę! MUSZĘ ją zobaczyć. Muszę potrzymać to jajko, bo zapomniałam już, jak wygląda. Mamo!!
Dzień przed urodzinami Lili:
- Mamo, ale musisz położyć torbę koło mojego łóżeczka.
- Dlaczego koło twojego? - pytam. Przecież to urodziny Lili.
- Bo ja jej rano zaśpiewam "Sto lat" i dam prezent.
- Dobrze, położę.
- No to połóż!
- Ale jeszcze nie teraz, dopiero jak zaśniecie.
- Dobrze, to ja chcę iść spać.
I poszła. I zasnęła. O 16:30.
Zbudziła się przed północą. Właśnie oglądaliśmy film. Przybiegła z płaczem "Przecież mieliście położyć torbę koło łóżka!"
- Dobrze, już to robimy - zanieśliśmy, położyliśmy razem z prezentem od babci.
Za chwilę Rózia przychodzi znowu:
- Bo ta torba się przewróciła. Trzeba je tak położyć, żeby się nie przewracały.
Położyliśmy.
Film się rozkręcał, Rózia też. Za chwilę zobaczyliśmy, jak idzie z torbami do salonu:
- Weźcie je, bo mnie za bardzo kuszą.
Wzięliśmy. Potem jeszcze kilka razy upewnialiśmy Rózię, że nic się im nie stanie i że ten film NAPRAWDĘ nie jest dla dzieci, więc ma zmykać do łóżka.
Piąta rano, Rózia przybiega do nas z pretensją, że nie pilnujemy prezentu w salonie, a przecież mieliśmy.
Za nią przybiega Lila, więc możemy już zaśpiewać "Sto lat" i wręczyć podarki. Rózia asystuje przy rozpakowywaniu i cieszy się razem z Lilą, a nawet bardziej niż ona.
Po południu razem czekają na gości, Rózia pełni rolę odźwiernej, majordomusa oraz "dyżurnej od jedzenia" w jednym, a przy tym cierpliwie bada wszystkich gości pod kątem podarków:
- Cześć, dziadek. Gdzie masz prezent dla Lili? Daj Lili prezent, bo ona ma urodziny. No, masz, Lila. Zobacz, dziadek przyniósł ci prezent! Odpakuj! Popatrz, jaki ładny!
Szkoda, że urodziny są tylko raz w roku, takie to było urocze.
Dobrze, że urodziny są tylko raz w roku, bo bardzo byliśmy przez nie niewyspani.
5 lis 2015
Kalambury
Rózia, 3 lata, 10 miesięcy i tydzień
Lila, 6 lat i ciut
Rózia: Boli mnie wiaderko.
Ja: Chyba bioderko!
Lila: Chyba łopatka!
Punkt dla Lili.
Lila, 6 lat i ciut
Rózia: Boli mnie wiaderko.
Ja: Chyba bioderko!
Lila: Chyba łopatka!
Punkt dla Lili.
29 paź 2015
Piosenka Lili
Lila, 2 listopada skończy 6 lat
Wczoraj w drodze do przedszkola Lila raczyła nas długą spontaniczną pieśnią radosną. Wynotowałam fragment:
Sześć lat, sześć lat,
najbliższy poniedziałek,
Sześć lat i urodzinki
będę miała,
Gdy będę już sześciolatką,
To będę się cieszyła.
Sześć lat będę miała w
końcu...
Sześć, sześć, sześć, czyli trzy i trzy,
Będę miała trzy i trzy!
16 paź 2015
Rodzeństwo idealne
Lila, 5 lat, 11 miesięcy i 2 tygodnie
Róża, 3 lata, 9 miesięcy i 3 tygodnie
Poranek.
- Lilu, zobacz, tu jest twój cukierek, który sobie zostawiłaś po tańcach na później! Proszę!
- No dzięki, ale ja go nie chcę.
- A to ja mogę zjeść?
- Możesz.
- Dziękuję! Mamo, a Lila mi dała cukierka i się do mnie uśmiecha!
Przytulas.
Kurtyna.
Róża, 3 lata, 9 miesięcy i 3 tygodnie
Poranek.
- Lilu, zobacz, tu jest twój cukierek, który sobie zostawiłaś po tańcach na później! Proszę!
- No dzięki, ale ja go nie chcę.
- A to ja mogę zjeść?
- Możesz.
- Dziękuję! Mamo, a Lila mi dała cukierka i się do mnie uśmiecha!
Przytulas.
Kurtyna.
15 paź 2015
Pod prąd
Lila, 5 lat, 11 miesięcy
W Trójce leci reklama jakiegoś wypasionego nowego audi.
Lila pogardliwie wydyma usteczka:
- Reklamują jakiś samochód. A to przecież jest zwykły samochód! My go wcale nie kupimy, bo nie potrzebujemy, bo mamy lepszy!
Uważam, że po tym oświadczeniu niewinnego dziecka nasze 13-letnie berlingo powinno się wzruszyć do łez i już nigdy nie zepsuć.
W Trójce leci reklama jakiegoś wypasionego nowego audi.
Lila pogardliwie wydyma usteczka:
- Reklamują jakiś samochód. A to przecież jest zwykły samochód! My go wcale nie kupimy, bo nie potrzebujemy, bo mamy lepszy!
Uważam, że po tym oświadczeniu niewinnego dziecka nasze 13-letnie berlingo powinno się wzruszyć do łez i już nigdy nie zepsuć.
28 wrz 2015
Postrzyżyny
Lilka, 5 lat i prawie 11 miesięcy
- Jakie piękne włoski!
- Och, jakie macie warkocze!
- Chciałabym mieć dziewczynkę, żeby móc ją tak czesać!
I różne takie.
A mama miała już serdecznie dosyć. Kwików i jęków pierworodnej, opracowywania technik rozplątywania supełków na włosach, kupowania specjalistycznych szczotek i wypróbowywania coraz to innych specyfików wygładzających włosy, żeby nie plątały się po myciu.
Bo włosy Lilianki mają jakąś niezwykłą, nieprawdopodobną wprost zdolność do plątania się i sklejania. Różyczkę, mimo że cała w lokach, wystarczy szybko przeczesać i już. Przy Lili to cała operacja, zawsze długotrwała, bolesna i przynosząca mizerne skutki.
I nadszedł ten wielki dzień, w którym Lila - mimo codziennych cierpień niezbyt skora do pozbywania się owłosienia - poddała się moim coraz bardziej natarczywym sugestiom i zachętom i zdecydowała na wizytę u fryzjera.
Na miejscu dowiedziałyśmy się, że takie długie włoski można oddać na perukę - na potrzeby fundacji Rak'n'Roll.
I już!
Mama odetchnęła po codziennej orce i podziwia córeczkę, która jakby wydoroślała dzięki nowej fryzurze.
Włosy poszły na szczytny cel.
Lila jest zadowolona i codziennie po wstaniu przegląda się z lubością w lustrze "Mamo, ja wyglądam zupełnie jak Roszpunka, kiedy jej Julek obciął włosy, prawda?"
Tylko Róźka trochę marudzi, że też chce mieć krótkie włosy, ale i tak wszyscy wiedzą, że chodzi o słoik lizaków czekający na małych klientów w salonie fryzjerskim.
- Jakie piękne włoski!
- Och, jakie macie warkocze!
- Chciałabym mieć dziewczynkę, żeby móc ją tak czesać!
I różne takie.
A mama miała już serdecznie dosyć. Kwików i jęków pierworodnej, opracowywania technik rozplątywania supełków na włosach, kupowania specjalistycznych szczotek i wypróbowywania coraz to innych specyfików wygładzających włosy, żeby nie plątały się po myciu.
Bo włosy Lilianki mają jakąś niezwykłą, nieprawdopodobną wprost zdolność do plątania się i sklejania. Różyczkę, mimo że cała w lokach, wystarczy szybko przeczesać i już. Przy Lili to cała operacja, zawsze długotrwała, bolesna i przynosząca mizerne skutki.
I nadszedł ten wielki dzień, w którym Lila - mimo codziennych cierpień niezbyt skora do pozbywania się owłosienia - poddała się moim coraz bardziej natarczywym sugestiom i zachętom i zdecydowała na wizytę u fryzjera.
Na miejscu dowiedziałyśmy się, że takie długie włoski można oddać na perukę - na potrzeby fundacji Rak'n'Roll.
I już!
Mama odetchnęła po codziennej orce i podziwia córeczkę, która jakby wydoroślała dzięki nowej fryzurze.
Włosy poszły na szczytny cel.
Lila jest zadowolona i codziennie po wstaniu przegląda się z lubością w lustrze "Mamo, ja wyglądam zupełnie jak Roszpunka, kiedy jej Julek obciął włosy, prawda?"
Tylko Róźka trochę marudzi, że też chce mieć krótkie włosy, ale i tak wszyscy wiedzą, że chodzi o słoik lizaków czekający na małych klientów w salonie fryzjerskim.
27 wrz 2015
Świadomie
Lilianka, 5 lat i prawie 11 miesięcy
- Dzieci, kupiłam wam łososia.
- Ale hodowlanego?!
- Nie, dzikiego.
- Hurra! A on jest z solą kamienną czy kuchenną?
Kto chce krótki poradnik, jak zrobić z dziecka ekofreaka?
- Dzieci, kupiłam wam łososia.
- Ale hodowlanego?!
- Nie, dzikiego.
- Hurra! A on jest z solą kamienną czy kuchenną?
Kto chce krótki poradnik, jak zrobić z dziecka ekofreaka?
26 wrz 2015
Śledztwo
Lilka, 5 lat i prawie 11 miesięcy
Róża, 3 lata i 9 miesięcy
Mój tata opiekował się dziewczynkami, kiedy ja byłam na badaniach. Wracam i...
- Dziadku, dziadku, zobacz! - wybiegają dziewczynki do przedpokoju, żeby pochwalić się jakimś rysunkiem. - Dziadku!
- Ojej, chyba już poszedł...
- Ojej...
- Nie! Zobacz! Jest! W łazience pali się światło!
- Na pewno tam jest, bo jest mocno zamknięte, zobacz! - słychać mocowanie się z gałką do łazienki.
- No, pewnie robi siusiu albo kupkę.
- Dziadku, dziadku, co robisz?
- Popatrz, tu są takie dziurki na dole.
- Dziadku, widzę twoje nogi!
- Hurra! Jest! Nie poszedł!
I radość wielka.
Wesoło jest mieć dzieci.
Jeszcze weselej jest mieć zasuwkę w kibelku.
Róża, 3 lata i 9 miesięcy
Mój tata opiekował się dziewczynkami, kiedy ja byłam na badaniach. Wracam i...
- Dziadku, dziadku, zobacz! - wybiegają dziewczynki do przedpokoju, żeby pochwalić się jakimś rysunkiem. - Dziadku!
- Ojej, chyba już poszedł...
- Ojej...
- Nie! Zobacz! Jest! W łazience pali się światło!
- Na pewno tam jest, bo jest mocno zamknięte, zobacz! - słychać mocowanie się z gałką do łazienki.
- No, pewnie robi siusiu albo kupkę.
- Dziadku, dziadku, co robisz?
- Popatrz, tu są takie dziurki na dole.
- Dziadku, widzę twoje nogi!
- Hurra! Jest! Nie poszedł!
I radość wielka.
Wesoło jest mieć dzieci.
Jeszcze weselej jest mieć zasuwkę w kibelku.
25 wrz 2015
Wakacje
Wyjechaliśmy na Węgry. I potem mnie opadło rozleniwienie blogowe. Ale już nadrabiam: wrzucam wszystkie teksty, które podczas pobytu opublikowałam na prywatnym koncie fb, żeby mi nie umknęły:
Lilka, 5 lat, 10 miesięcy
Róża, 3 lata i 8 miesięcy
- Mamo - mówi Lila po obserwacji dzieci na placu zabaw - a na Węgrzech jak ktoś jest czymś bardzo zachwycony, to też mówi "łał", tak jak po polsku!
---------------
- Mamo, teraz jesteśmy na niby drzewami - powiedziała Rózia, trzymając nad głową znalezioną na spacerze śliwkę.
- Mamo, kupisz nam rogalika kruszonkę?
Rozkminiłam po chwili, o co chodzi.
- Croissanta?
- Tak, tak, rogalika łazanka!
---------------
Nazbieraliśmy po drodze do domu orzeszków laskowych. W domu okazało się, że nie mamy czym ich rozbić - ani dziadka, ani młotka - wiec powiedzieliśmy rozczarowanym dziewczynkom, że chyba będziemy musieli zawieźć je do domu i dopiero tam zjemy.
Po chwili Lilka przychodzi do nas z wyłuskanym orzeszkiem: "Mamo, dobre". Poradziły sobie same przy pomocy plas-ti-ko-wej ło-pa-tki... Wstyd trochę.
----------------
- Jasne.
- A jak.
- Jó napot
- Jonapot, jonapot, jonapok, janapok - mruczy pod nosem Rózia, schodząc po schodach. I wraca z miseczką pełną ciasteczek.
- Podziękowałaś? - pytam.
- Nie. A jak?
- Köszönöm.
Rózia zeszła, wróciła z miseczką winogron. Podziękować zapomniała, ale kazaliśmy jej krzyknąć z balkonu, żeby znów nie wróciła z łupami, bo się nam zrobiło głupio.
- Kosanam! - krzyczy Róża.
- Róziu, mówi się kesenem. Ty powiedziałaś jakby "dzińkoje" - poucza nasz mały domowy lingwista, Lilianka.
-------------------
Lilka, 5 lat, 10 miesięcy
Róża, 3 lata i 8 miesięcy
- Mamo - mówi Lila po obserwacji dzieci na placu zabaw - a na Węgrzech jak ktoś jest czymś bardzo zachwycony, to też mówi "łał", tak jak po polsku!
---------------
- Mamo, teraz jesteśmy na niby drzewami - powiedziała Rózia, trzymając nad głową znalezioną na spacerze śliwkę.
- Mamo, kupisz nam rogalika kruszonkę?
Rozkminiłam po chwili, o co chodzi.
- Croissanta?
- Tak, tak, rogalika łazanka!
---------------
Nazbieraliśmy po drodze do domu orzeszków laskowych. W domu okazało się, że nie mamy czym ich rozbić - ani dziadka, ani młotka - wiec powiedzieliśmy rozczarowanym dziewczynkom, że chyba będziemy musieli zawieźć je do domu i dopiero tam zjemy.
Po chwili Lilka przychodzi do nas z wyłuskanym orzeszkiem: "Mamo, dobre". Poradziły sobie same przy pomocy plas-ti-ko-wej ło-pa-tki... Wstyd trochę.
----------------
Pod naszym balkonem słychać głosy - nowi letnicy albo gospodarze mają gości.
- Mamo, a mogę tym paniom powiedzieć "dzień dobry"?- Jasne.
- A jak.
- Jó napot
- Jonapot, jonapot, jonapok, janapok - mruczy pod nosem Rózia, schodząc po schodach. I wraca z miseczką pełną ciasteczek.
- Podziękowałaś? - pytam.
- Nie. A jak?
- Köszönöm.
Rózia zeszła, wróciła z miseczką winogron. Podziękować zapomniała, ale kazaliśmy jej krzyknąć z balkonu, żeby znów nie wróciła z łupami, bo się nam zrobiło głupio.
- Kosanam! - krzyczy Róża.
- Róziu, mówi się kesenem. Ty powiedziałaś jakby "dzińkoje" - poucza nasz mały domowy lingwista, Lilianka.
-------------------
Kiedy Lilka miała cztery miesiące, poszliśmy z nią na lekcje pływania dla niemowląt. Z tygodnia na tydzień Lila... bardziej bała się wody. Z Różą w ogóle nie chodziłam na basen, bo nie mogłam.
Jesteśmy w aquaparku. Lilka nawet do toalety chodziłaby z dmuchanym kółkiem. Róża raz wpadła z głową do wody po zjechaniu ze zjeżdżalni (Lila nie zjeżdża, bo się boi), a w tej chwili spędza pod wodą więcej czasu niż na powierzchni, krzycząc czasem do zestrachanej Lili "Liliana, chodź, mamy tu pod wodą superimprezę!" Nie chodzi mi o przekonanie kogokolwiek, ze wczesna nauka pływania jest bez sensu. Ale charakteru nie przeskoczysz :)
Jesteśmy w aquaparku. Lilka nawet do toalety chodziłaby z dmuchanym kółkiem. Róża raz wpadła z głową do wody po zjechaniu ze zjeżdżalni (Lila nie zjeżdża, bo się boi), a w tej chwili spędza pod wodą więcej czasu niż na powierzchni, krzycząc czasem do zestrachanej Lili "Liliana, chodź, mamy tu pod wodą superimprezę!" Nie chodzi mi o przekonanie kogokolwiek, ze wczesna nauka pływania jest bez sensu. Ale charakteru nie przeskoczysz :)
28 sie 2015
Romansowo
Różyczka, 3 lata i 8 miesięcy
- Róziu, a ten chłopiec, co krzyczał za tobą w przedszkolu, że go kochasz, to jak ma na imię?
- Nie wiem, ale go kocham.
- Róziu, a ten chłopiec, co krzyczał za tobą w przedszkolu, że go kochasz, to jak ma na imię?
- Nie wiem, ale go kocham.
24 sie 2015
Róża
Różyczka, 3 lata i 8 miesięcy
- Mamo, bardzo dobre było to z cynamonem - chwali Róża.
- Ale to nie było z cynamonem!
- No tak, ale już się nauczyłam mówić cynamon, to mówię cynamon. Kiedyś mówiłam cyMAnon, pamiętasz?
Młoda zajada kisiel jabłkowy z daktylami, komentując beztrosko "On tylko wygląda jak kupa, tylko wygląda".
- Mamo, mamo, mamo, MAMO, MAMOOO!!!
Lecę do młodzieży, lekko zaniepokojona:
- Co?!
- A Lila na mnie powiedziała, że jestem krzykacz!
Well...
- Mamo, bardzo dobre było to z cynamonem - chwali Róża.
- Ale to nie było z cynamonem!
- No tak, ale już się nauczyłam mówić cynamon, to mówię cynamon. Kiedyś mówiłam cyMAnon, pamiętasz?
Młoda zajada kisiel jabłkowy z daktylami, komentując beztrosko "On tylko wygląda jak kupa, tylko wygląda".
- Mamo, mamo, mamo, MAMO, MAMOOO!!!
Lecę do młodzieży, lekko zaniepokojona:
- Co?!
- A Lila na mnie powiedziała, że jestem krzykacz!
Well...
11 sie 2015
Wyjazdowo
Lilka, 5 lat i 9 miesięcy
Rózia, 3 lata i 7 miesięcy
Przypadkiem byłyśmy przez kilka dni na wschodnich rubieżach. Z atrakcji - klasztor z naturalną klimatyzacją, bardzo pożądaną przy tych nienormalnych temperaturach, jeziorko do taplania się, bardzo pożądane z tych samych powodów oraz Biedronka - bo jakie miasto, takie atrakcje.
Wynotowałam w podróży kilka godnych uwagi zdarzeń i dialogów:
Lila: Tato, daj mamie te twoje ziarenka.
Tatuś Kochany: Jakie ziarenka?
Lila: Te, z których się robi dzidziusia.
Ja: Ale ja nie chcę już więcej dzidziusiów!
Lila: Dobrze, tato, to daj jakiejś innej pani.
Rózia: - Mamo, pojedziemy znowu do kaczora?!
- Do jakiego kaczora?
- No do KACZORA! Proszę!
- Ale...
- To jest taki sklep z jedzeniem!
Aha. McDonalds. Jeden raz, w podróży, człowiek zgrzeszy i potem ma za swoje.
Lilka wywaliła się na kolana trzeci raz w ciągu kilku dni. Znowu zdarte. Strup koło strupa, ranka obok ranki.
- Ojej, chyba będziemy ci musieli kupić ochraniacze na kolanka - żartuję.
- No! - zapala się Lilka - a mamo, a mogą być różowe?
Ponieważ jadaliśmy w klasztorze i mieszkaliśmy w przyklasztornych budynkach, gawędziliśmy sobie czasem z przebywającymi tam duchownymi. W dzień wyjazdu przy śniadaniu rozgorączkowana Róża dopytuje:
- Mamo, ale gdzie jest ten książę, co ja go tak lubię? Musimy go znaleźć, bo ja MUSZĘ mu podać rączkę! Chodź, ja go tam widziałam koło ubikacji, idziemy poszukać.
Zguba się znalazła w klasztornej jadalni, "książę" był bardzo uradowany Róziową atencją.
Rózia, 3 lata i 7 miesięcy
Przypadkiem byłyśmy przez kilka dni na wschodnich rubieżach. Z atrakcji - klasztor z naturalną klimatyzacją, bardzo pożądaną przy tych nienormalnych temperaturach, jeziorko do taplania się, bardzo pożądane z tych samych powodów oraz Biedronka - bo jakie miasto, takie atrakcje.
Wynotowałam w podróży kilka godnych uwagi zdarzeń i dialogów:
Lila: Tato, daj mamie te twoje ziarenka.
Tatuś Kochany: Jakie ziarenka?
Lila: Te, z których się robi dzidziusia.
Ja: Ale ja nie chcę już więcej dzidziusiów!
Lila: Dobrze, tato, to daj jakiejś innej pani.
Rózia: - Mamo, pojedziemy znowu do kaczora?!
- Do jakiego kaczora?
- No do KACZORA! Proszę!
- Ale...
- To jest taki sklep z jedzeniem!
Aha. McDonalds. Jeden raz, w podróży, człowiek zgrzeszy i potem ma za swoje.
Lilka wywaliła się na kolana trzeci raz w ciągu kilku dni. Znowu zdarte. Strup koło strupa, ranka obok ranki.
- Ojej, chyba będziemy ci musieli kupić ochraniacze na kolanka - żartuję.
- No! - zapala się Lilka - a mamo, a mogą być różowe?
Ponieważ jadaliśmy w klasztorze i mieszkaliśmy w przyklasztornych budynkach, gawędziliśmy sobie czasem z przebywającymi tam duchownymi. W dzień wyjazdu przy śniadaniu rozgorączkowana Róża dopytuje:
- Mamo, ale gdzie jest ten książę, co ja go tak lubię? Musimy go znaleźć, bo ja MUSZĘ mu podać rączkę! Chodź, ja go tam widziałam koło ubikacji, idziemy poszukać.
Zguba się znalazła w klasztornej jadalni, "książę" był bardzo uradowany Róziową atencją.
30 lip 2015
O pracy
Rózia, 3 lata i 7 miesięcy
Przyjechałam z dziewczynami odebrać Tatusia Kochanego z pracy. Koniecznie chciały wejść na górę i zobaczyć, jak tam wygląda.
- I co, fajnie jest u taty w pracy? - pytam Rózię po wyjściu.
- No, suuuper! Ma komputer, może sobie oglądać bajki dla dorosłych!
Uhm.
Przyjechałam z dziewczynami odebrać Tatusia Kochanego z pracy. Koniecznie chciały wejść na górę i zobaczyć, jak tam wygląda.
- I co, fajnie jest u taty w pracy? - pytam Rózię po wyjściu.
- No, suuuper! Ma komputer, może sobie oglądać bajki dla dorosłych!
Uhm.
Subskrybuj:
Posty (Atom)