Lilka, 3 lata, 2 miesiące i 10 dni
- A wiesz, Pamtur to był kiedyś nad morzem.
- Oo, no proszę! Ty nie byłaś, ale Pamtur był?! A wiesz, Lilka, jak wygląda morze?
- No jak?
- To taka duża woda, ogrooomna, taka duża, że nie widać końca.
Chwila ciszy.
- A Pamtur widział.
- Co? Koniec? Nie, Lila, nasze morze jest takie duże, że nikt nie potrafi zobaczyć końca.
Dwie chwile ciszy.
- Taki malutki był - Lila pokazuje paluszkami, jaki był malutki. - Ten koniec. I Pamtur go widział.
Nie pogadasz.
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
12 lut 2013
Widelczyk
Różyczka, 1 rok, 1 miesiąc i 17 dni
Nie raz już wspominałam, że Rózia jest osobnikiem wysoko rozwiniętym oraz bezproblemowym jeżeli chodzi o jedzenie. Prawidłowe przysysanie się - od pierwszych minut życia, alergie pokarmowe - brak, ślinienie się - brak, bolesne ząbkowanie - brak (jak dotąd, bo po wyjściu 6 zębów Rózia na pół roku przystopowała i wciąż nie widać następnych. Ale po co, sześcioma radzi sobie znakomicie), apetyt - zdecydowanie dopisuje.
Nie znaczy to, że Rózia jest bezkrytycznym żarłokiem-pochłaniaczem. Raczej smakoszem-odkrywcą (dzięki niej na przykład wiemy, że najsmaczniejsze są wyłącznie oryginalne crocsy, chociaż ich podróbki oraz gumowa miotła do sprzątania sierści również zajmują poczesne miejsce w Rózinym rankingu rzeczy do żucia).
Mimo teoretycznej wiedzy na temat BLW - ba! nawet mimo nie aż tak traumatycznych doświadczeń na dziecku numer jeden - przy Rózi sobie odpuściłam. Sprzątanie kuchni i mycie dziecka po każdym posiłku to nie jest to, co mnie wprawia w dobry nastrój, więc berbeć dostawał paszę łyżeczką lub widelcem, z rzadka do łapy, i każdy był zadowolony.
Wczoraj postanowiłam jednak zaryzykować i dać Róźce widelec do rączki. I co? I potrafi. Bez przygotowania, bez ćwiczeń, bez treningu motorycznego, Róża po prostu w genach, w pakiecie "żarcie", otrzymała również talent do posługiwania się sztućcami.
Proszę. Jedzenie widelcem, dzień drugi. Akurat je chlebek, bo okazało się, że widelec jako medium prowadzące pokarmy do buzi jest tak atrakcyjny, że bez niego Rózi wszystko już gorzej smakuje.
Podrasujemy jeszcze troszkę system monitorujący ilość jedzonka w buzi przed wepchaniem tam kolejnego kęsa i będzie miodzio.
Nie raz już wspominałam, że Rózia jest osobnikiem wysoko rozwiniętym oraz bezproblemowym jeżeli chodzi o jedzenie. Prawidłowe przysysanie się - od pierwszych minut życia, alergie pokarmowe - brak, ślinienie się - brak, bolesne ząbkowanie - brak (jak dotąd, bo po wyjściu 6 zębów Rózia na pół roku przystopowała i wciąż nie widać następnych. Ale po co, sześcioma radzi sobie znakomicie), apetyt - zdecydowanie dopisuje.
Nie znaczy to, że Rózia jest bezkrytycznym żarłokiem-pochłaniaczem. Raczej smakoszem-odkrywcą (dzięki niej na przykład wiemy, że najsmaczniejsze są wyłącznie oryginalne crocsy, chociaż ich podróbki oraz gumowa miotła do sprzątania sierści również zajmują poczesne miejsce w Rózinym rankingu rzeczy do żucia).
Mimo teoretycznej wiedzy na temat BLW - ba! nawet mimo nie aż tak traumatycznych doświadczeń na dziecku numer jeden - przy Rózi sobie odpuściłam. Sprzątanie kuchni i mycie dziecka po każdym posiłku to nie jest to, co mnie wprawia w dobry nastrój, więc berbeć dostawał paszę łyżeczką lub widelcem, z rzadka do łapy, i każdy był zadowolony.
Wczoraj postanowiłam jednak zaryzykować i dać Róźce widelec do rączki. I co? I potrafi. Bez przygotowania, bez ćwiczeń, bez treningu motorycznego, Róża po prostu w genach, w pakiecie "żarcie", otrzymała również talent do posługiwania się sztućcami.
Proszę. Jedzenie widelcem, dzień drugi. Akurat je chlebek, bo okazało się, że widelec jako medium prowadzące pokarmy do buzi jest tak atrakcyjny, że bez niego Rózi wszystko już gorzej smakuje.
Podrasujemy jeszcze troszkę system monitorujący ilość jedzonka w buzi przed wepchaniem tam kolejnego kęsa i będzie miodzio.
11 lut 2013
I żeby była równowaga w świecie owadów...
Lilianka trwa chyba w przekonaniu, z którego jej nie wyprowadzamy, bo jest nam na rękę, że strój karnawałowy wybiera się raz na całe życie. W związku z czym było dla niej oczywiste, że w tym roku, jak i w poprzednim, będzie biedronką. Strój leżał jeszcze w szufladce, trzeba było tylko dobrać do niego dłuższe rajstopki i gotowe.
Tutaj relacja prosto z balu, w obiektywie cioci Magdaleny.
Czułki już trochę oklapły po intensywnych podskokach. Widać poza tym, że Lila trochę sceptycznie podchodzi do całego tego zamieszania.
I jeszcze Róźka, która z kolei była zamieszaniem zafascynowana
Tutaj relacja prosto z balu, w obiektywie cioci Magdaleny.
Czułki już trochę oklapły po intensywnych podskokach. Widać poza tym, że Lila trochę sceptycznie podchodzi do całego tego zamieszania.
I jeszcze Róźka, która z kolei była zamieszaniem zafascynowana
7 lut 2013
O małych kochanych pszczółkach
Rózia, rok, miesiąc i 12 dni.
Godzina 17. Bawimy się z Rózią w turlanie piłeczki, w podrzucanie 11 kilogramów dziecka* i udawanie przy tym, że mam tytanowy kręgosłup, w karmienie misia widelczykiem, w burzenie wieży z klocków, w całowanie w nosek i w "nie dam ci teraz cycka, mały wymuszaczu".
Klucz w zamku.
Rózia staje słupka. Dosłownie zamiera na sekundę. Po czym ze ściśniętego emocjami gardziołka wyrywa się radosne TATA!!! i małe tłuste nóżki pędzą pod drzwi. A na małych tłustych reszta berbecia przytula się do tatowej nogi.
Mówiłam już, że mnie Róźka wzrusza, nie? No to się powtórzę.
* Odkąd Rózia zaczęła chodzić, mocno wysmuklała, wcześniej dobijała już chyba do trzynastu.
A tu jeszcze fotki z przymiarki stroju karnawałowego. Bal już za nami, Rózia okazała się salonowym lwem w pszczelej skórze.
Godzina 17. Bawimy się z Rózią w turlanie piłeczki, w podrzucanie 11 kilogramów dziecka* i udawanie przy tym, że mam tytanowy kręgosłup, w karmienie misia widelczykiem, w burzenie wieży z klocków, w całowanie w nosek i w "nie dam ci teraz cycka, mały wymuszaczu".
Klucz w zamku.
Rózia staje słupka. Dosłownie zamiera na sekundę. Po czym ze ściśniętego emocjami gardziołka wyrywa się radosne TATA!!! i małe tłuste nóżki pędzą pod drzwi. A na małych tłustych reszta berbecia przytula się do tatowej nogi.
Mówiłam już, że mnie Róźka wzrusza, nie? No to się powtórzę.
* Odkąd Rózia zaczęła chodzić, mocno wysmuklała, wcześniej dobijała już chyba do trzynastu.
A tu jeszcze fotki z przymiarki stroju karnawałowego. Bal już za nami, Rózia okazała się salonowym lwem w pszczelej skórze.
4 lut 2013
Szymkowo - dobre wieści
Mnóstwo osób - także czytelników mojego blogu - wpłacało, przesyłało dalej, przekazywało rzeczy na aukcje na rzecz chorego Szymka i na takich aukcjach kupowało.
I co?
I mam dobre wieści.
ZEBRALIŚMY!
Oddaję głos mamie Szymka, która napisała na FB:
"Kochani, pewnie niecierpliwicie się naszym milczeniem. Na chwilę przymgliły nas choroby Szymka i jego brata. Młodszy zuch już odzyskuje formę. Gada. Gada, gada, nie przestaje paplać. Chyba chce nadrobić wszystko, czego nie obgadał przez swoje prawie 3 lata życia.
I co?
I mam dobre wieści.
ZEBRALIŚMY!
Oddaję głos mamie Szymka, która napisała na FB:
"Kochani, pewnie niecierpliwicie się naszym milczeniem. Na chwilę przymgliły nas choroby Szymka i jego brata. Młodszy zuch już odzyskuje formę. Gada. Gada, gada, nie przestaje paplać. Chyba chce nadrobić wszystko, czego nie obgadał przez swoje prawie 3 lata życia.
Informacja najważniejsza to ta, że można zamykać zbiórkę!! Są pieniążki na operację Szymkowego serca!!! Wiem, że nie sposób ogarnąć wszystkich, którzy tak licznie zaangażowali się w pomoc Szymkowi, że nasze najszczersze podziękowania nie oddadzą wdzięczności i wzruszenia, jakie towarzyszą nam, odkąd ruszyła studencka akcja "Pomagamy Szymkowi". Chcemy poczekać z podziękowaniami na moment zamknięcia zbiórki w Fundacji. Ale już dziś wszystkim Pomagaczom bardzo, bardzo dziękujemy! Dobrem, które nas spotkało przez ten czas grudniowo-styczniowy, obdzielić by można świat cały!!!"
Ja też, z całego serca, dziękuję wszystkim, którzy włączyli się w akcję.
Ida
1 lut 2013
O tym, że dzieci rosną - opis cokolwiek barokowy
Różyczka, rok, miesiąc i 6 dni
O tym, że dzieci rosną, przekonujemy się zawsze niespodziewanie. Jak na przykład dzisiaj, kiedy okazało się, że kuchenny stół - będący dotąd znakomitym azylem dla kocich misek - nie jest już dla Rózi żadnym wyzwaniem.
Od krzątania się po domu oderwał mnie odgłos pracowitego mlaskania. Pobiegłam do kuchni i co zobaczyłam? Różyczka już zdążyła położyć sobie miseczkę z kocimi chrupkami na dogodnej wysokości (taboret) i oddać niespiesznej konsumpcji. Zaskoczona moim nieartykułowanym okrzykiem (na wpół przerażonym "kocia karma, fuj! Kocia karma, może się zadławić!", na wpół rozbawionym "Kocia karma, uhm, nie pierwszy raz to przerabiamy") Rózia pospiesznie wyjęła kolejną chrupkę z miseczki i trzymała ją w wyciągniętej rączce na znak chęci podzielenia się łupem z mamusią. Potem jeszcze grzecznie, acz nie do końca z własnej woli, pozbyła się zapasu z buzi.
Następnie Rózia musiała wysłuchać kazania o totalnym zakazie wyżerania Borsukom z misek i czasowym zakazie namiętnych całusów - trochę jeszcze czuć ją kotem.
O tym, że dzieci rosną, przekonujemy się zawsze niespodziewanie. Jak na przykład dzisiaj, kiedy okazało się, że kuchenny stół - będący dotąd znakomitym azylem dla kocich misek - nie jest już dla Rózi żadnym wyzwaniem.
Od krzątania się po domu oderwał mnie odgłos pracowitego mlaskania. Pobiegłam do kuchni i co zobaczyłam? Różyczka już zdążyła położyć sobie miseczkę z kocimi chrupkami na dogodnej wysokości (taboret) i oddać niespiesznej konsumpcji. Zaskoczona moim nieartykułowanym okrzykiem (na wpół przerażonym "kocia karma, fuj! Kocia karma, może się zadławić!", na wpół rozbawionym "Kocia karma, uhm, nie pierwszy raz to przerabiamy") Rózia pospiesznie wyjęła kolejną chrupkę z miseczki i trzymała ją w wyciągniętej rączce na znak chęci podzielenia się łupem z mamusią. Potem jeszcze grzecznie, acz nie do końca z własnej woli, pozbyła się zapasu z buzi.
Następnie Rózia musiała wysłuchać kazania o totalnym zakazie wyżerania Borsukom z misek i czasowym zakazie namiętnych całusów - trochę jeszcze czuć ją kotem.
O zwierzątkach.
Róża, rok, miesiąc i 6 dni
W sumie to nie wiem, dlaczego od tylu lat malutkie dzieci mieszczuchów, które ze zwierząt znają najlepiej psy, koty i gołębie, z uporem godnym lepszej sprawy uczy się rozpoznawania wyglądu i odgłosów krów, kóz czy owiec. Zestaw edukacyjny miastowego dziecka powinien obejmować zgoła odmienny asortyment dźwięków i obrazów. Tym niemniej uległam tradycji i - zakupiwszy w tesku odpowiedni zestaw plastikowych figurek made in China - edukuję.
-Róziu, a co to jest? - pytam, prezentując plastikową owcę.
- Baaaa!
- A to? Piesek?
- Bu! Bu!
Kolejna idzie figurka świni:
- Chrrrr.
- Róziu, a to? - pytam, pokazując osiołka.
- TATA!
Może raczej powinniśmy iść w marki samochodów?
W sumie to nie wiem, dlaczego od tylu lat malutkie dzieci mieszczuchów, które ze zwierząt znają najlepiej psy, koty i gołębie, z uporem godnym lepszej sprawy uczy się rozpoznawania wyglądu i odgłosów krów, kóz czy owiec. Zestaw edukacyjny miastowego dziecka powinien obejmować zgoła odmienny asortyment dźwięków i obrazów. Tym niemniej uległam tradycji i - zakupiwszy w tesku odpowiedni zestaw plastikowych figurek made in China - edukuję.
-Róziu, a co to jest? - pytam, prezentując plastikową owcę.
- Baaaa!
- A to? Piesek?
- Bu! Bu!
Kolejna idzie figurka świni:
- Chrrrr.
- Róziu, a to? - pytam, pokazując osiołka.
- TATA!
Może raczej powinniśmy iść w marki samochodów?
22 sty 2013
Łazik
Rózia, 1 rok, 3 tygodnie i 6 dni
Czy ja już wspominałam tu coś o tym, że Różyczka chodzi?
Niee??
Pewnie dlatego, że akurat zajęta byłam chodzeniem za Różyczką.
Zatem: Różyczka chodzi. Jak burza, jak huragan i jak inne niepokojące zjawiska atmosferyczne. Niestety, w odróżnieniu od rzeczonych chodzi cicho, choć rozważamy już zakup obróżki z dzwoneczkiem.
Czytałam niedawno w jakiejś śmieciowej gazetce dla rodziców dziecięcy horoskop (mówiłam, że śmieciowej?). Jeśli można dorosłym wmawiać, że przed podaniem kaszki roczniakowi trzeba wygotować butelkę i wlać do niej wodę gotującą się najpierw przez 5 minut, a potem ostudzoną do temperatury 40 stopni (podczas gdy każdy rodzic wie, że jego pociecha zeżarła już z podłogi i butów więcej cudów, niż mogłoby się znaleźć w nieprzegotowanej wodzie od czasów Napoleona), można też przekonywać ich o tym, że gwiazdy decydują o sposobie, w jaki ich dziecko zacznie chodzić albo czasie, w którym powie pierwsze słowo. Według gwiazd Róźka jest ostrożna jak zając na polu minowym i najchętniej siedziałaby w kątku z krosienkami lub tamborkiem. Te gwiazdy to jednak są lata świetlne za moim dzieckiem.
Rózia rozpoczęła swój trening chodziarza dość wcześnie (w 10 miesiącu), ale właśnie od jakichś 3 tygodni, tuż po roczkowej imprezie, zaczęła rozwijać się długodystansowo.
Trening wyglądał na planowy i opracowany w najdrobniejszym szczególe:
Dzień 1: Chodzenie po całym mieszkaniu stylem "na papieża" (ręce wyciągnięte w górę w geście "aaaaa, złapcie mnie!").
Dzień 2: Chodzenie z przedmiotem (balonik, słomka do napojów, kapeć taty) w jednej ręce.
Dzień 3: Chodzenie z przedmiotami w obu rączkach (w ramach treningu: skrócony kurs upadania na kolana zamiast na ryjek).
Dzień 4: Jednoczesne chodzenie i manipulowanie przedmiotem (np. picie wody z butelki albo wysysanie jej z brudnej szmaty do podłogi).
Dzień 5: Jak w dniu 4., ale tym razem trenujemy wchodzenie z oprzyrządowaniem na schodek w łazience.
Trening na razie przynosi spodziewane efekty.
Zastanawiamy się jeszcze z Tatusiem Kochanym, czy ukruszona jedynka i przygryziona górna warga zalicza się do spodziewanych, czy już do efektów specjalnych...
Czy ja już wspominałam tu coś o tym, że Różyczka chodzi?
Niee??
Pewnie dlatego, że akurat zajęta byłam chodzeniem za Różyczką.
Zatem: Różyczka chodzi. Jak burza, jak huragan i jak inne niepokojące zjawiska atmosferyczne. Niestety, w odróżnieniu od rzeczonych chodzi cicho, choć rozważamy już zakup obróżki z dzwoneczkiem.
Czytałam niedawno w jakiejś śmieciowej gazetce dla rodziców dziecięcy horoskop (mówiłam, że śmieciowej?). Jeśli można dorosłym wmawiać, że przed podaniem kaszki roczniakowi trzeba wygotować butelkę i wlać do niej wodę gotującą się najpierw przez 5 minut, a potem ostudzoną do temperatury 40 stopni (podczas gdy każdy rodzic wie, że jego pociecha zeżarła już z podłogi i butów więcej cudów, niż mogłoby się znaleźć w nieprzegotowanej wodzie od czasów Napoleona), można też przekonywać ich o tym, że gwiazdy decydują o sposobie, w jaki ich dziecko zacznie chodzić albo czasie, w którym powie pierwsze słowo. Według gwiazd Róźka jest ostrożna jak zając na polu minowym i najchętniej siedziałaby w kątku z krosienkami lub tamborkiem. Te gwiazdy to jednak są lata świetlne za moim dzieckiem.
Rózia rozpoczęła swój trening chodziarza dość wcześnie (w 10 miesiącu), ale właśnie od jakichś 3 tygodni, tuż po roczkowej imprezie, zaczęła rozwijać się długodystansowo.
Trening wyglądał na planowy i opracowany w najdrobniejszym szczególe:
Dzień 1: Chodzenie po całym mieszkaniu stylem "na papieża" (ręce wyciągnięte w górę w geście "aaaaa, złapcie mnie!").
Dzień 2: Chodzenie z przedmiotem (balonik, słomka do napojów, kapeć taty) w jednej ręce.
Dzień 3: Chodzenie z przedmiotami w obu rączkach (w ramach treningu: skrócony kurs upadania na kolana zamiast na ryjek).
Dzień 4: Jednoczesne chodzenie i manipulowanie przedmiotem (np. picie wody z butelki albo wysysanie jej z brudnej szmaty do podłogi).
Dzień 5: Jak w dniu 4., ale tym razem trenujemy wchodzenie z oprzyrządowaniem na schodek w łazience.
Trening na razie przynosi spodziewane efekty.
Zastanawiamy się jeszcze z Tatusiem Kochanym, czy ukruszona jedynka i przygryziona górna warga zalicza się do spodziewanych, czy już do efektów specjalnych...
21 sty 2013
Dzień Babci. Dzień Manipulanta.
Lilka, 3 lata, 2 miesiące i 19 dni
- Lilka, zadzwonimy teraz do twoich babć i złożysz im życzenia, dobrze?
- Nie!
- Lilu, ale jest Dzień Babci, wtedy się życzy babciom wszystkiego najlepszego, babcie na pewno będą zadowolone, no proszę.
- Jak zjem naleśnika z dżemikiem, to może.
Moja krew.
- Lilka, zadzwonimy teraz do twoich babć i złożysz im życzenia, dobrze?
- Nie!
- Lilu, ale jest Dzień Babci, wtedy się życzy babciom wszystkiego najlepszego, babcie na pewno będą zadowolone, no proszę.
- Jak zjem naleśnika z dżemikiem, to może.
Moja krew.
20 sty 2013
Safo słowieńska
Lilka, 3 lata, 2 miesiące i 18 dni
Jakie jest gorzkie kakao?
Dostaliśmy od mojej mamy ciastka, sztuk pięć.
Lilka wysępiła trzy.
Następnie spytała rozczarowana:
- Oo, nie ma już ciastek? WSZYSCY mi zjedli! A nie ma czekolady?
- Nie ma, za dużo już dziś zjadłaś słodyczy.
- To ja chcę GORZKIE kakałko.
- Ale ono nie jest tak do końca gorzkie. Nie dam.
Tu następuje mantra:
- Yyy, gorzkie kakałko jest gorzkieee..., yy, gorzkie kakałko jest gorzkieee..., yy, gorzkie kakałko jest gorzkieee..., yy, gorzkie kakałko jest gorzkieee... [tak przez 5 minut] AAaa, GORZKIE KAKAŁKO JEST GORZKIE!! Ja troszkę zwiększyłam.
- Co?
- Ja troszkę zwiększyłam moje płaczenie.
Potem jeszcze akcja zmiękczająca Złą Matkę:
- Ja lubię ciebie. GORZKIE KAKAŁKO JEST GORZKIE. Ja lubię ciebie. Super kakałko jest gorzkieee...
- Lilka, ale do niego trzeba dodać cukru. Inaczej by ci nie smakowało.
- Smakowało!
- Ok, to ci zrobię całkiem bez cukru, ok? I zobaczymy.
- NIE! Z cukrem!
Lilka wysępiła trzy.
Następnie spytała rozczarowana:
- Oo, nie ma już ciastek? WSZYSCY mi zjedli! A nie ma czekolady?
- Nie ma, za dużo już dziś zjadłaś słodyczy.
- To ja chcę GORZKIE kakałko.
- Ale ono nie jest tak do końca gorzkie. Nie dam.
Tu następuje mantra:
- Yyy, gorzkie kakałko jest gorzkieee..., yy, gorzkie kakałko jest gorzkieee..., yy, gorzkie kakałko jest gorzkieee..., yy, gorzkie kakałko jest gorzkieee... [tak przez 5 minut] AAaa, GORZKIE KAKAŁKO JEST GORZKIE!! Ja troszkę zwiększyłam.
- Co?
- Ja troszkę zwiększyłam moje płaczenie.
Potem jeszcze akcja zmiękczająca Złą Matkę:
- Ja lubię ciebie. GORZKIE KAKAŁKO JEST GORZKIE. Ja lubię ciebie. Super kakałko jest gorzkieee...
- Lilka, ale do niego trzeba dodać cukru. Inaczej by ci nie smakowało.
- Smakowało!
- Ok, to ci zrobię całkiem bez cukru, ok? I zobaczymy.
- NIE! Z cukrem!
15 sty 2013
Szymkowo - kolejna licytacja
O całej sprawie najszerzej jest tu - klik
A tutaj dodam tylko, że poprzednia bransoletkowa licytacja przyniosła wspaniałe rezultaty, a Szarlotka przeznaczyła na ratowanie Szymkowego serduszka jeszcze jedno swoje dzieło!
I znowu można licytować. Cała kwota przeznaczona na bransoletkę zostanie wpłacona na konto fundacji Cor Infantis, pomagającej rodzicom Szymka zebrać pieniądze na operację. Która prawdopodobnie będzie już w przyszłym miesiącu.
Na razie udało się zebrać już ponad 100 tysięcy złotych! Tak, dzięki Wam! :)
Ale czas nagli, a brakuje jeszcze prawie 50 tysięcy.
Proszę, pomóżcie.
A kiedy już pomożecie - namówcie krewnych, znajomych i nieznajomych, żeby też pomogli.
Ale wracamy do licytacji.
Tu solidna i zarazem delikatna, pachnąca mocno przedwiośniem, bransoleta:
Bransoletk a wykonana z 2 szytych rzemieni, koralika z masy FIMO i szklanego oraz metalowych przekładek i zawieszek bez dodatku niklu. Dwukrotnie owijana wokół nadgarstka . Kolory rzemieni - zielony i brązowy.
Cena wywoławcza: 25 zł.
Zasady licytacji - jak poprzednio: wpisujemy kwotę w komentarzach pod tym postem. Potem poproszę zwycięzcę o skontaktowanie się ze mną mailowo w celu ustalenia szczegółów.
Czas: tydzień, czyli do 22 stycznia.
Bardzo na Was liczę :)
Ida
A tutaj dodam tylko, że poprzednia bransoletkowa licytacja przyniosła wspaniałe rezultaty, a Szarlotka przeznaczyła na ratowanie Szymkowego serduszka jeszcze jedno swoje dzieło!
I znowu można licytować. Cała kwota przeznaczona na bransoletkę zostanie wpłacona na konto fundacji Cor Infantis, pomagającej rodzicom Szymka zebrać pieniądze na operację. Która prawdopodobnie będzie już w przyszłym miesiącu.
Na razie udało się zebrać już ponad 100 tysięcy złotych! Tak, dzięki Wam! :)
Ale czas nagli, a brakuje jeszcze prawie 50 tysięcy.
Proszę, pomóżcie.
A kiedy już pomożecie - namówcie krewnych, znajomych i nieznajomych, żeby też pomogli.
Ale wracamy do licytacji.
Tu solidna i zarazem delikatna, pachnąca mocno przedwiośniem, bransoleta:
Bransoletk
Cena wywoławcza: 25 zł.
Zasady licytacji - jak poprzednio: wpisujemy kwotę w komentarzach pod tym postem. Potem poproszę zwycięzcę o skontaktowanie się ze mną mailowo w celu ustalenia szczegółów.
Czas: tydzień, czyli do 22 stycznia.
Bardzo na Was liczę :)
Ida
12 sty 2013
Elokwencja trzylatki
Lilka, 3 lata, 2 miesiące i 10 dni
Lila dobija się do łazienki i coś tam krzyczy. Podchodzę wkurzona i słyszę zza drzwi:
- Mam problem z otwarciem!
Lila dobija się do łazienki i coś tam krzyczy. Podchodzę wkurzona i słyszę zza drzwi:
- Mam problem z otwarciem!
9 sty 2013
Co kryje się w piłeczce?
Lilka, 3 lata, 2 miesiące i tydzień
- A tą piłką można rzucać, bo jest miękka, ale nie można jej wrzucać do wody, bo ma w środku tymartowel.
- Co ma?!
- Tymartowel.
- A co to jest?
- No takie... Nie wiem. Ale umiem to powiedzieć: tymartowel.
7 sty 2013
Rózia
Tak mi jakoś złośliwie umknęło, że Różyczka chyłkiem, chyłkiem zdążyła roczek skończyć i nawet się nie zająknęła. Za to zaczęła chodzić. Chodzenie jest najlepszą zabawą. Ukochaną. Od wczoraj mamy upgrade - chodzenie z czymś. Koralikami. Balonikiem. Słomką do napojów.
Trudno mi pisać o Rózi.
Przy Lilce katalogowałam, zbierałam listy słówek rozumianych, słówek wypowiadanych, dokumentowałam na filmikach każdą malutką umiejętność, uczyłam ciągle nowych rzeczy, sprawdzałam wagę w siatkach centylowych i spisywałam, ile czego je.
A Róźkę tylko kocham, bez dodatków. Za to tak, że mnie wzruszenie dławi, ilekroć pomyślę o małym dziarskim dziamoku przemierzającym chwiejnie parkiet na grubiutkich nóżkach. I dlatego nie umiem o Rózi pisać. Z miłości i ze wzruszenia. Amen :)
Trudno mi pisać o Rózi.
Przy Lilce katalogowałam, zbierałam listy słówek rozumianych, słówek wypowiadanych, dokumentowałam na filmikach każdą malutką umiejętność, uczyłam ciągle nowych rzeczy, sprawdzałam wagę w siatkach centylowych i spisywałam, ile czego je.
A Róźkę tylko kocham, bez dodatków. Za to tak, że mnie wzruszenie dławi, ilekroć pomyślę o małym dziarskim dziamoku przemierzającym chwiejnie parkiet na grubiutkich nóżkach. I dlatego nie umiem o Rózi pisać. Z miłości i ze wzruszenia. Amen :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
