Lilka, 4 lata, 5 miesięcy i 11 dni
Rózia, 2 lata, 3 miesiące i 18 dni
Siedzę z Lilą w kościele. Nie, nie "siedzę": oprócz standardowej gimnastyki fundowanej nam przez kościół katolicki, w pakiecie mam jeszcze przywoływanie gestami Lili z różnych kątów przybytku, podnoszenie spod ławki pieniążka oraz wyciąganie spod ławki dziecka, które polazło za pieniążkiem, a następnie najwyraźniej zapragnęło tam zamieszkać.
Jesteśmy w pierwszej ławce, więc Lila uparcie obraca się za siebie, żeby zaprezentować swoją palmę siedzącym za nami ludziom. Prezentuje dość nachalnie, nie odwracając się z powrotem, póki nie usłyszy pochwały.
W pewnym momencie słyszę głos mojego dziecka, bynajmniej nie cichy:
- MAMO! POPATRZ NA TEGO PANA! ON ŚPI! SIEDZI W ŁAWCE I ŚPI! JEJU, W KOŚCIELE ŚPI.
Też bym czasem chciała móc pospać w kościele, naprawdę.
Po powrocie pytam Róźkę, czy wychodziła gdzieś z tatą.
- Tak.
- A gdzie byliście?
- Na placzabawie.
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
13 kwi 2014
7 kwi 2014
Zajączkowo
Lilka, 4 lata, 5 miesięcy i 5 dni
Lila już czeka na wielkanocnego zajączka, choć w naszym domu raczej nie ma tradycji takich prezentów. No ale gdzie mi tu o tradycji dziecku mówić, skoro Lilka wie, że zajączek jej coś przyniesie. Ostrzegłam ją tylko, że jest mały i nie może za dużo dźwigać.
- Mamo, a ja poproszę zajączka, żeby mi przyniósł... sokowirówkę dla lalek!
Lekko mnie osłupiła zarówno precyzja, jak i oryginalność prośby.
- Myślisz, że coś takiego w ogóle da się kupić? - pytam, bo zwykłam dostosowywać prośby dziecka do swoich możliwości, a nie stawać na rzęsach w próbach spełniania próśb dziecka.
- No, jak dobrze poszuka po WSZYSTKICH sklepach, to na pewno znajdzie - z optymizmem zapewnia moja córka.
Ktoś, coś?
Lila już czeka na wielkanocnego zajączka, choć w naszym domu raczej nie ma tradycji takich prezentów. No ale gdzie mi tu o tradycji dziecku mówić, skoro Lilka wie, że zajączek jej coś przyniesie. Ostrzegłam ją tylko, że jest mały i nie może za dużo dźwigać.
- Mamo, a ja poproszę zajączka, żeby mi przyniósł... sokowirówkę dla lalek!
Lekko mnie osłupiła zarówno precyzja, jak i oryginalność prośby.
- Myślisz, że coś takiego w ogóle da się kupić? - pytam, bo zwykłam dostosowywać prośby dziecka do swoich możliwości, a nie stawać na rzęsach w próbach spełniania próśb dziecka.
- No, jak dobrze poszuka po WSZYSTKICH sklepach, to na pewno znajdzie - z optymizmem zapewnia moja córka.
Ktoś, coś?
5 kwi 2014
Zabawa w chowanego
Lilka, 4 lata, 5 miesięcy i 3 dni
Róża, 2 lata, 4 miesiące i 8 dni
Nie cieszyła się u nas w domu powodzeniem. Aż do dzisiaj. Zasada znana, jedynym odstępstwem było to, że to mama pomagała dzieciom znajdować kryjówki, inaczej podłoga pod stołem wytarłaby się od szurających o nią kolan.
Szarpało nami ze śmiechu, kiedy widzieliśmy, jak ukryta delikwentka zaczyna śpiewać z podniecenia, tańczyć, wybrzuszając rytmicznie zasłonę, i robić inne rzeczy niechybnie prowadzące do jej odnalezienia.
W końcu jednak dziewczynki zechciały się bawić same:
- Choć, Rózia, daj rączkę, pobawimy się w chowanego. Ty wejdź za fotel, a ja cię będę szukać.
4 kwi 2014
Gama
Lilka, 4 lata, 5 miesięcy i 2 dni
- Mamo, a co to znaczy "doryma"?
- Chyba "do rymu"?
- Nie, doryma. - I śpiewa: - Doryma-fasola-sama
- Mamo, a co to znaczy "doryma"?
- Chyba "do rymu"?
- Nie, doryma. - I śpiewa: - Doryma-fasola-sama
1 kwi 2014
Kołysanka
Różyczka, 2 lata, 3 miesiące i 6 dni
Lila wchodzi do sypialni, kiedy Rózia już leży w łóżku i na cały regulator śpiewa sobie kołysankę:
- Śpij, Luziiiićko, moja mała, jaaaśne oćka mluś...
- Nie! Zaśpiewaj o Lileczce! - dowodzi starsza.
Rózia bez oporów zaczyna znów:
- Śpij, Lileeećko, moja... duzia. A ty jeśteś mała ci duzia?
- Ja mam cztery lata.
- A ty maś mało latów ci duzio latów?
Lila wchodzi do sypialni, kiedy Rózia już leży w łóżku i na cały regulator śpiewa sobie kołysankę:
- Śpij, Luziiiićko, moja mała, jaaaśne oćka mluś...
- Nie! Zaśpiewaj o Lileczce! - dowodzi starsza.
Rózia bez oporów zaczyna znów:
- Śpij, Lileeećko, moja... duzia. A ty jeśteś mała ci duzia?
- Ja mam cztery lata.
- A ty maś mało latów ci duzio latów?
O zdrowym podejściu
Róża, 2 lata, 3 miesiące i 6 dni
Różyczka przychodzi rano do naszego łóżka. Włącza się budzik w telefonie Tatusia Kochanego. Rózia leeeeci, żeby zobaczyć, co tak gra.
- Tato, twój telefon! A, nie, to ziegalek.
- Tak, Róziu, to budzik dzwoni, żeby już wstać.
- Ale PRZECIEŚ ja śtałam! - oburza się Rózia.
- No tak, ty wstałaś, ale my jeszcze nie.
Nagle telefon przestaje grać.
- O, juś mośna źnowu śpać - stwierdza rozsądnie Rózia i włazi nam pod kołdrę.
Różyczka przychodzi rano do naszego łóżka. Włącza się budzik w telefonie Tatusia Kochanego. Rózia leeeeci, żeby zobaczyć, co tak gra.
- Tato, twój telefon! A, nie, to ziegalek.
- Tak, Róziu, to budzik dzwoni, żeby już wstać.
- Ale PRZECIEŚ ja śtałam! - oburza się Rózia.
- No tak, ty wstałaś, ale my jeszcze nie.
Nagle telefon przestaje grać.
- O, juś mośna źnowu śpać - stwierdza rozsądnie Rózia i włazi nam pod kołdrę.
Szczotka, pasta i daktyle
Lilka: 4 lata, 4 miesiące, 4 tygodnie i dzień
Róża: 2 lata i 2 miesiące mniej niż Lilka
- Jak się je daktyle, to potem trzeba...
Młodsza nie wie, co trzeba, więc starsza edukuje dalej:
- Myć ząbki! Ale ty nie umiesz myć ząbków - mówi Lila z wyższością do siostry.
- No, ja tylko śjadam paśtę - przyznaje pokornie Rózia.
Róża: 2 lata i 2 miesiące mniej niż Lilka
- Jak się je daktyle, to potem trzeba...
Młodsza nie wie, co trzeba, więc starsza edukuje dalej:
- Myć ząbki! Ale ty nie umiesz myć ząbków - mówi Lila z wyższością do siostry.
- No, ja tylko śjadam paśtę - przyznaje pokornie Rózia.
31 mar 2014
Język inglisz
Lilka, 4 lata, 4 miesiące, 4 tygodnie i 1 dzień
Lila przy kolacji wykłada Rózi: Aj lajk ciebie. Aj lajk wodę gazowaną.
A potem śpiewa "Pójdźmy wszyscy do stajenki".
Eklektyzm pełną gębą.
Lila przy kolacji wykłada Rózi: Aj lajk ciebie. Aj lajk wodę gazowaną.
A potem śpiewa "Pójdźmy wszyscy do stajenki".
Eklektyzm pełną gębą.
28 mar 2014
Modlitwa dziewicy
Lila, 4 lata, 4 miesiące i 26 dni
Róża, 2 lata, 3 miesiące i 2 dni
- A jest żona i żon, tak? - pyta Lila
- Nie, jest żona i mąż. Ja jestem żoną, a tata jest moim mężem. Jak dorośniesz to może też będziesz miała męża, a ty będziesz jego żoną.
- Ja będę żoną Jacka. - z niezachwianą pewnością stwierdza Lila.
- Ja będę zioną Jaćka! - protestuje Rózia.
Pożyjemy, zobaczymy.
Róża, 2 lata, 3 miesiące i 2 dni
- A jest żona i żon, tak? - pyta Lila
- Nie, jest żona i mąż. Ja jestem żoną, a tata jest moim mężem. Jak dorośniesz to może też będziesz miała męża, a ty będziesz jego żoną.
- Ja będę żoną Jacka. - z niezachwianą pewnością stwierdza Lila.
- Ja będę zioną Jaćka! - protestuje Rózia.
Pożyjemy, zobaczymy.
27 mar 2014
Mądruchy
Lilka, 4 lata, 4 miesiące, 3 tygodnie i 4 dni, uff
Róża, 2 lata, 3 miesiące i dzień
A pochwalę się. A co.
Lila, na pierwszy rzut oka ciapa i życiowa sierota (zdecydowanie ma to po rodzicach. Obojgu), coraz częściej okazuje się bardzo wnikliwym słuchaczem i pilnym uczniem (to oczywiście też po obojgu). Nie łudźmy się, na drugi rzut oka jest identycznie.
Siedzimy sobie przy kolacji, a Lila monologuje potoczyście i z zaangażowaniem:
- A Grenlandia to znaczy "zielony ląd". Ale ona wcale nie jest zielona, wiesz? Jest caałkiem biała! Od śniegu i lodu. A wiesz, kto tam mieszka?
- Eskimosi - mówię, zadowolona, że mogę wziąć udział w wymianie słów na poziomie.
- Nie! Innuici!
I znowu musiałam do wujka Gugla pukać.
A poza tym Lila czyta. I pisze. Od paru tygodni. O. Czyta powolutku, ale zasadę kuma. Jak nie zna literki, to pyta o nią i czyta dalej. Byliśmy pewni, że to panie w przedszkolu odwaliły dobrą robotę, ale panie się zapierają. Czyli co? Sama się nauczyła. Mnie nauczono, kiedy miałam sześć lat, więc patrzę na młodą z lekką zawiścią.
Róźka za to prawie mówi "r" i w ogóle nawija jak Bielicka, ale jej liczne zalety znikają pod warstwami nieujarzmionej działalności psotniczej. I nie łudzimy się, że to bunt dwulatka. To charakter.
Na wszelkie uwagi mające na celu ją zdyscyplinować Róźka przewraca oczami i cedzi lekceważące "Dobla, dobla" (ostatnio "dobrla, dobrla").
I jeszcze taka scenka na koniec, streszczenie dwóch przeciwnych charakterów w kilku sekundach dialogu:
Dziewczyny siedzą w kąpieli.
- Ojej, chce mi się siusiu! - prawie ze strachem mówi Lila, którą absolutnie przerasta wyjście z ciepłej wody na kibelek i która czuje, że jest w potrzasku, więc na wszelki wypadek już prawie płacze nad swoją sytuacją bez wyjścia.
Na to Rózia z niezmąconym spokojem, tonem totalnie olewającym udziela siostrzanej rady:
- Siiikaj do blodziiika.
Róża, 2 lata, 3 miesiące i dzień
A pochwalę się. A co.
Lila, na pierwszy rzut oka ciapa i życiowa sierota (zdecydowanie ma to po rodzicach. Obojgu), coraz częściej okazuje się bardzo wnikliwym słuchaczem i pilnym uczniem (to oczywiście też po obojgu). Nie łudźmy się, na drugi rzut oka jest identycznie.
Siedzimy sobie przy kolacji, a Lila monologuje potoczyście i z zaangażowaniem:
- A Grenlandia to znaczy "zielony ląd". Ale ona wcale nie jest zielona, wiesz? Jest caałkiem biała! Od śniegu i lodu. A wiesz, kto tam mieszka?
- Eskimosi - mówię, zadowolona, że mogę wziąć udział w wymianie słów na poziomie.
- Nie! Innuici!
I znowu musiałam do wujka Gugla pukać.
A poza tym Lila czyta. I pisze. Od paru tygodni. O. Czyta powolutku, ale zasadę kuma. Jak nie zna literki, to pyta o nią i czyta dalej. Byliśmy pewni, że to panie w przedszkolu odwaliły dobrą robotę, ale panie się zapierają. Czyli co? Sama się nauczyła. Mnie nauczono, kiedy miałam sześć lat, więc patrzę na młodą z lekką zawiścią.
Róźka za to prawie mówi "r" i w ogóle nawija jak Bielicka, ale jej liczne zalety znikają pod warstwami nieujarzmionej działalności psotniczej. I nie łudzimy się, że to bunt dwulatka. To charakter.
Na wszelkie uwagi mające na celu ją zdyscyplinować Róźka przewraca oczami i cedzi lekceważące "Dobla, dobla" (ostatnio "dobrla, dobrla").
I jeszcze taka scenka na koniec, streszczenie dwóch przeciwnych charakterów w kilku sekundach dialogu:
Dziewczyny siedzą w kąpieli.
- Ojej, chce mi się siusiu! - prawie ze strachem mówi Lila, którą absolutnie przerasta wyjście z ciepłej wody na kibelek i która czuje, że jest w potrzasku, więc na wszelki wypadek już prawie płacze nad swoją sytuacją bez wyjścia.
Na to Rózia z niezmąconym spokojem, tonem totalnie olewającym udziela siostrzanej rady:
- Siiikaj do blodziiika.
25 mar 2014
Koparka
Róża, 2 lata i 3 miesiące bez dnia
Czasem wolałabym nie wiedzieć wszystkiego. Ale dzieci nie zapewnią mi tej błogości:
- Byłam dzisiaj niedziećna w psiećkolu.
- Oj, a co robiłaś?
- Kopałam dzieci.
- Naprawdę!? Ale dlaczego?
- Zieby być koło pani.
- Hmm, wszystkie dzieci tak kopałaś po kolei?
- Nie pajętam.
- No to kogo kopnęłaś? Ewunię, Natalkę, Julkę?
- Julki nie!
- A czemu Julki nie?
- Julki dzisiaj nie było.
A wieczorem spłukała sobie w ubikacji szczoteczkę do zębów. A potem się poryczała, że nie może umyć ząbków "Psiecieś nie mam ściotećki mojej, bo śpłukałam!" No cały świat przeciwko małej Rózi.
Czasem wolałabym nie wiedzieć wszystkiego. Ale dzieci nie zapewnią mi tej błogości:
- Byłam dzisiaj niedziećna w psiećkolu.
- Oj, a co robiłaś?
- Kopałam dzieci.
- Naprawdę!? Ale dlaczego?
- Zieby być koło pani.
- Hmm, wszystkie dzieci tak kopałaś po kolei?
- Nie pajętam.
- No to kogo kopnęłaś? Ewunię, Natalkę, Julkę?
- Julki nie!
- A czemu Julki nie?
- Julki dzisiaj nie było.
A wieczorem spłukała sobie w ubikacji szczoteczkę do zębów. A potem się poryczała, że nie może umyć ząbków "Psiecieś nie mam ściotećki mojej, bo śpłukałam!" No cały świat przeciwko małej Rózi.
Konkurs koszulkowy
Wymyśliłam sobie konkurs na zabawne hasło na koszulkę - a teraz pomyślałam, że i tutaj mogę o tym napisać.
Wy wymyślacie hasło, a ja najlepsze wymaluję na koszulce Waszego dziecka. Zupełnie waszego albo tylko troszkę waszego, np. chrześniaka albo córeczki sąsiada z góry (proponuję napis "Ja nie tupię, ja stepuję";)).
W tym miejscu SZCZEGÓŁY
Konkurs trwa do końca marca, więc już niedługo.
Wy wymyślacie hasło, a ja najlepsze wymaluję na koszulce Waszego dziecka. Zupełnie waszego albo tylko troszkę waszego, np. chrześniaka albo córeczki sąsiada z góry (proponuję napis "Ja nie tupię, ja stepuję";)).
W tym miejscu SZCZEGÓŁY
Konkurs trwa do końca marca, więc już niedługo.
20 mar 2014
Little Einstein
Lilka, 4 lata, 4 miesiące i 18 dni
Rózia, 2 lata i prawie trzy miesiące
Tatuś prowadzi z narybkiem konwersację na poziomie:
- Lila, już wiesz, ile to jest trzy i dwa? Bez liczenia na palcach?
- Trzy i dwa to jest pięć. - odpowiada Lila szybko i pewnie.
- Dobrze, a trzy i trzy?
- Też pięć. - odpowiada Lila szybko i pewnie.
Tłumaczymy, że niemożliwe.
- Nie pięć... to... sześć!
- Ładnie - a cztery i trzy?
Lila myśli, Róża znudzonym głosem rzuca od niechcenia:
- Ćtely i ći to siedem.
Nie mamy wątpliwości, że to przypadek, ale i tak trochę spuchliśmy.
Rózia, 2 lata i prawie trzy miesiące
Tatuś prowadzi z narybkiem konwersację na poziomie:
- Lila, już wiesz, ile to jest trzy i dwa? Bez liczenia na palcach?
- Trzy i dwa to jest pięć. - odpowiada Lila szybko i pewnie.
- Dobrze, a trzy i trzy?
- Też pięć. - odpowiada Lila szybko i pewnie.
Tłumaczymy, że niemożliwe.
- Nie pięć... to... sześć!
- Ładnie - a cztery i trzy?
Lila myśli, Róża znudzonym głosem rzuca od niechcenia:
- Ćtely i ći to siedem.
Nie mamy wątpliwości, że to przypadek, ale i tak trochę spuchliśmy.
19 mar 2014
Mały ichtiolog
Lilianka, 4 lata, 4 miesiące i 17 dni
Mamy płytę z piosenkami dla dzieci, eksploatowaną ochoczo przez całą rodzinę. Jest na niej piosenka z tekstem "ma swą mowę każde zwierzę", który Lilka zrozumiała po swojemu:
- Ma swą nogę każde zwierzę - śpiewa Lila w samochodzie. - Ale tato, przecież ryba nie ma nogi!
Ty następuje kolejna partia liryczno-wokalna i Lila daje się ponieść tworzonej przez siebie naprędce ludowiźnie:
Rybka nie ma nogi,
bo nie potrzebuje,
tylko sobie pływa,
a czasem nurkuje.
- A teraz zaśpiewam piosenkę o rybce do jedzenia - oznajmia.
- A to nie jest to samo? - tato nieśmiało próbuje wybudzić Lilkę z powszechnej w jej wieku dychotomii.
- Nie! - oburza się młoda. - Rybka do jedzenia jest przecież taka... kwadratowa!
- I skąd się ją bierze?
- No kupuje w sklepie.
Mamy płytę z piosenkami dla dzieci, eksploatowaną ochoczo przez całą rodzinę. Jest na niej piosenka z tekstem "ma swą mowę każde zwierzę", który Lilka zrozumiała po swojemu:
- Ma swą nogę każde zwierzę - śpiewa Lila w samochodzie. - Ale tato, przecież ryba nie ma nogi!
Ty następuje kolejna partia liryczno-wokalna i Lila daje się ponieść tworzonej przez siebie naprędce ludowiźnie:
Rybka nie ma nogi,
bo nie potrzebuje,
tylko sobie pływa,
a czasem nurkuje.
- A teraz zaśpiewam piosenkę o rybce do jedzenia - oznajmia.
- A to nie jest to samo? - tato nieśmiało próbuje wybudzić Lilkę z powszechnej w jej wieku dychotomii.
- Nie! - oburza się młoda. - Rybka do jedzenia jest przecież taka... kwadratowa!
- I skąd się ją bierze?
- No kupuje w sklepie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)