Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


23 sty 2014

Abecadło

Lilka, 4 lata, 2 miesiące i 3 tygodnie

Lila siedzi przy stole kuchennym i na kartce stawia przypadkowe literki.
- Tato! "O", "L", "A", co ja napisałam?
- Ola.
- Ola, napisałam Ola! Hurra, umiem już pisać, napisałam Ola!


16 sty 2014

Dramacik w 1 akcie

Rózia, 2 lata i 3 tygodnie

Przy obiedzie Różka z zaangażowaniem prowadzi dialog z zawartością swojego widelca:

- "Dziebdobly, jeśtem blokułek. Zjeś mie?" "Taaaak!"

13 sty 2014

Tuwim ;)

Rózia, 2 lata i 18 dni

Kupiłyśmy żel pod prysznic, który pani sprzedawczyni zapakowała do zgrabnej małej reklamówki. Róźka uparła się ją nosić i targała pół litra żelu ze sobą, wlokąc go po ziemi i trzaskając torebką o schody przy wchodzeniu.
- A co ty tam masz? - pyta Tatuś Kochany.
- Wolek! - odpowiada dumnie Rózia - a sieś dziulke siasiek ciulkiem sipie Siesiem!

10 sty 2014

Ulubione słówka, czyli rzecz o elokwencji dwulatka

Róża, dwa lata i 15 dni

Uczące się mówić maluchy bardzo często wykazują przywiązanie do określonych konstrukcji czy słówek. Warto zapisywać, bo inaczej ucieka - za często i za szybko to się zmienia.
Pamiętam, że Lilka w wieku lat około dwóch nieustannie używała "wieś?", "idziałaś?" i "chiba" oraz namiętnie operowała zdrobnieniami, żeby nie powiedzieć zdrobnionkami, bo były naprawdę ciupciusieńkie. O. I o.

Rózia z kolei wykazuje żywe zainteresowanie tajemnymi kosmicznymi połączeniami wszystkiego ze wszystkim, które kwituje słówkiem "pasiuje". Pasują do siebie dwa takie same przedmioty, to oczywiste, tak samo dwie rzeczy o podobnym kolorze albo przeznaczeniu. Ale i np. nosek Różyczki "pasiuje" do szyby kabiny prysznicowej, kiedy go do niej mocno przyciśnie.

Dziś znalazła na podłodze dwa dzwoneczki, które koty zrzuciły z choinki.
- Obać, pasiujom! - podetknęła mi przed nos oba naraz i zaczęła nucić - Idom siętaaa, idom siętaaa!

Poza tym daje się we znaki, nie wiem tylko czy bardziej jej czy nam, mamusina predylekcja do defetyzmu (do słownika wyrazów obcych jeszcze nie, ale to kwestia czasu). Podchodząc do jakiegokolwiek zadania, od zaśpiewania piosenki począwszy, a skończywszy na zrobieniu kulki z ciastoliny, Rózia na wstępie stwierdza żałościwie: "nie uda się". Z odziedziczonym po matce pesymizmem najwyraźniej jednak toczy w Rózinej duszy walkę radosny optymizm, bo mimo przekonania o bezsensowności podjętych działań i przy wtórze owego "nie uda się" mruczanego pod nosem -  Różka śmiele je kontynuuje, często kończąc radosnym "udało się!". Uff. Może jest jeszcze nadzieja, że nie będzie takim ponurym czarnowidzem, jak ja.
Powiedziałam "nadzieja"?
To chiba rzeczywiście jest.

5 sty 2014

Lekcja rachunków

Lilka, 4 lata, 2 miesiące i 3 dni
Rózia, 2 lata i 10 dni

- Ile to jest jeden i jeden?
- Teli.
- Nie, nie cztery! Jeden i jeden to dwa. A wiesz, ile jest paluszków w obu rączkach? Zobacz: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, jedenaście, dwanaście. To ile jest paluszków?
- Danaście - odpowiada pilna uczennica.
- Tak, jest dwanaście paluszków.

Dobrze, że chociaż włosy mają po tacie.

2 sty 2014

Mało wesoły wpis o służbie zdrowia

Nie wiem, z jakich pobudek zostaje się lekarzem pediatrą. Kontakt z kilkoma z nich utwierdza mnie w przekonaniu, że nie z sympatii do dzieci.
Byłam z Rózią niedawno na bilansie dwulatka. Rózia gada zdaniami, śpiewa piosenki, wycina nożyczkami, układa puzzle i pyka w memory jak stary. I, pani doktor, jak się jej powie "otwórz buzię", to ją otwiera. Prędzej czy później, bo czasem trzeba chwilę popertraktować, jeśli ma akurat coś innego do roboty. Nie trzeba od razu na siłę wciskać jej drewnianego patyka w gardło aż po same nerki. Można też poczekać, aż oswoi się ze stetoskopem. Niedługo, naprawdę, kilkanaście sekund. Można się uśmiechnąć. Można zauważyć, że dziecko jest człowiekiem, a nie torebką swojej mamy, psiakrew. Mamy, która, nawiasem mówiąc, usilnie starała się wytłumaczyć dziecku, co się zaraz będzie działo i której nie dano szansy, bo trzeba było się spieszyć.
Siedziałam w poczekalni pół godziny i na własne oczy widziałam, że za nami nie było tłumu chorych na malarię małych Murzyniątek czekających na natychmiastowe podanie im chininy. Nikogo nie było.
Można było przedłużyć wizytę o kilka minut i sprawić, żeby moje dziecko na dźwięk słowa "doktor" nie zaczęło histerycznie płakać. Bo zaczęło.

Kolejna sprawa: przyszłyśmy rano, zapisane miesiąc wcześniej, na godzinę, która - jak mniemałam - zarezerwowana jest na szczepienia i badania dzieci ZDROWYCH. Wpadłyśmy wprost na wypluwającego w poczekalni płuca chłopca, a kiedy próbowałam przejść z Rózią korytarzykiem pod drugi gabinet, pani rejestratorka powstrzymała mnie okrzykiem, żeby tam nie, bo tam ospa. Pani miała mój numer telefonu. Czasem dzwoni, żeby przypomnieć o terminie szczepienia albo umówić się na kolejne. Czy bilans dwulatka, de facto zmierzenie, zważenie i pobieżne zbadanie dziecka oraz odpowiedź na parę śmiesznych pytań w rodzaju "czy dziecko trafia jedzeniem do buzi" to naprawdę jest tak istotne badanie, żeby nie można było go przełożyć?



Małpa w kąpieli

Rózia, 2 lata z kawałeczkiem


Rózia z Lilką siedzą w brodziku i dokazują. Nagle młoda zaczyna jęczeć.
- Nóśka boli.
Tatuś Kochany, jak każdy rodzic, zna najlepszy sposób na bolące odnóża i inne wypustki:
- Co, trzeba pocałować?
- Nie, ty nie! - wzbrania się Róża - Ty kujońci, mama dobla.

26 gru 2013

Dwulatka

Rózia, równo dwa

- Róziu, a wiesz, co dzisiaj jest? Masz uro...
- ...dzinki. Dzie jeś mój tolt?



A tu solenizantka przy torcie. Widoku tortu Wam oszczędzę, ale smakował lepiej niż wyglądał, co nie znaczy, że doskonale :)





19 gru 2013

Jasełka w przedszkolu

Najpierw występ - Lila na scenie, Róźka na widowni - potem wspólne prace plastyczne. Obie dziewuszki dawały z siebie wszystko.


Intymność

Rózia, za tydzień skończy dwa lata


Rózia wchodzi za mną do łazienki.
- Ja paciem - informuje uprzejmie.
- Widzę, kochanie - odpowiadam również uprzejmie, choć bez entuzjazmu.
- Kaćka teś paćsi - oznajmia Rózia, pokazując mi gumową kaczuszkę, którą trzyma w rączce. Nasłuchuje:
- O, siusiu! Bawoo!! - Rózia klaszcze z rozmachem, po czym każde mi szybko się odsunąć, bo musi przecież spuścić wodę ("Ja pućsić!!").
Teraz oglądamy bajki, bo kaczka chciała.

13 gru 2013

Mamo, mam nowego przyjaciela

Rózia, dwa lata bez 13 dni

Ostatnio Rózia przy obiedzie zapragnęła nakarmić kotka. Ponieważ prawdziwy z niespecjalnym entuzjazmem podszedł do faszerowania go ryżem ze szpinakiem, ofiarą opiekuńczych instynktów młodej padł święty kotek z obrazka fundacji Kocie Życie (nieodparcie kojarzy mi się z tymi rozdawanymi przez księży chodzących po kolędzie).
Rózia bardzo sprawiedliwie dzieliła - łyżeczka dla niej, łyżeczka dla kotka.
Następnego dnia okazało się, że opieka nad płaskim sierściuchem nabrała charakteru stałego i kotek był namiętnie częstowany mandarynkami i pojony z plastikowego klocka mającego imitować butelkę.
Może kupić Rózi lalę, co?






9 gru 2013

Mistrz szukania

Różyczka, rok, 11 miesięcy i dwa tygodnie

Rózia jeździ ze mną po sklepie wózkiem na zakupy, wcina bułę i narzeka, że chce jej się pić.
- Czekaj, zaraz poszukamy jakiegoś picia.
- Piciu, dzie jećteś?! Piciu, tu jećteś? Piciu!!

6 gru 2013

O miłości

Rózia, rok, 11 miesięcy i 11 dni

Poszliśmy z dziewczynami na mikołajki do firmy Tatusia Kochanego. Lila i inne przedszkolaki występują, deklamują, śpiewają, w tym czasie Rózia albo przykleja mi się do pleców, kiedy kucam, uśmiercając tym samym stabilizację obrazu w moim obiektywie, albo domaga się cycka, albo podnosi sobie bluzeczkę po szyję i prezentuje zebranym, jak bardzo okrągły ma brzuszek - jednym słowem: nudzi się, jest jej źle i domaga się uwagi. Wreszcie wyczekiwany moment - rozdanie prezentów. Panie przedszkolanki wnoszą gigantyczne torby z wielkimi maskotkami w środku. Wiemy, bo Róźka zrobiła już rekonesans. Nie da się jej odciągnąć od toreb. Podbiega albo podkrada się na brzuchu i usiłuje zawłaszczać pluszowe zwierzaki, a kiedy bierzemy ją na ręce, wyrywa się, wije i urządza brewerie.
Uspokajamy, że zaraz dostanie swój.
I nagle konsternacja.
Dla Róźki nie ma prezentu.
Jakimś cudem nie dotarł do nas mail o tym, że powinniśmy zgłosić nasze dziecko do mikołajkowej paczki. Lila, jako firmowy przedszkolak, dostanie prezent z automatu (uff), ale Róża nie.
Biegnę, wyciągam z torebki skitraszone tam na czarną godzinę jajko-niespodziankę, pakuję do małej torebeczki, podpisuję "Rózia" i podrzucam Mikołajowi.
Po kolejnych minutach wrzasków Róźka dostaje swój prezent, radośnie odpakowuje to biedne czekoladowe jajko, połowę zjada.
- Rózia, jeszcze masz drugą połowę. Zjedz! - poganiam, zniechęcona widokiem rozmaślającej się na ciepłych paluszkach czekoladki.
- Nie! Lili! - woła Różyczka i przeciska się z czekoladką w wyciągniętej łapce przez tłumek oczekujących jeszcze na prezent w poszukiwaniu siostry.
Wróciłam do domu z wielkim pluszowym kocurem i dwiema najukochańszymi siostrzyczkami, jakie znam.


Mikołajki

Lila, 4 lata, miesiąc i 4 dni
Rózia, rok, 11 miesięcy i 11 dni


Reakcja Lili na mikołajowe prezenty "Mamo, Mikołaj jest bardzo miły! Te prezenty są DOSKONAŁE!"
Reakcja Rózi "Moje! Moje! Moje! Moje! Moje!"

5 gru 2013

Lekoman

Rózia, rok, 11 miesięcy i 10 dni

Róźka po kąpieli wychodzi z brodzika, patrzy na apteczkę, pokasłuje wymownie, patrzy na mnie. Nie reaguję. Kaszel wzmaga się na sile, po czym urywa i samozwańcza pani doktor ordynuje: "ilopku Józi dać".
- Róźka, nie dostaniesz syropku, ty udajesz, wcale nie jesteś chora.
- Józia ola. Tyci-tyci ola. Ilopku daj.