Lila, 4 lata i 13 dni
Z licznych notek umieszczonych tu przez kilka lat życia Lili czytelnicy tego blogu mogli wywnioskować, że Lilina miłość do słodkiego jest zupełnie niekompatybilna z naszą ochotą do dawania jest słodyczy. Która jest zerowa, amen. Jednak Liliana, która musiała zdobyć jakimiś podziemnymi kanałami informację, że gutta cavat lapidem, nie ustaje w swoich męczących pomysłach mających ją przybliżyć do upragnionej porcji sacharozy.
Dzisiaj wróciła z przedszkola, wyjęła ulubiony talerzyk i podzieliła się ze mną pomysłem, że świetnie wyglądałyby na nim ciasteczka.
- Lila, nie dostaniesz dziś ciastka, jest za późno, po ciastkach świrujesz.
- Obiecuję, obiecuję, że nie będę wariować!
- Kochanie, sama wiesz, że po słodkim jesteś nie do uspokojenia i żadne obietnice tu nie pomogą.
- Proszę, daj mi tylko troszkę, kawałeczek ciasteczka - jęczy Lila cała we łzach.
- Kotuś, coś mi się wydaje, że tu już coś dziś słodkiego jadłaś - mówię, bo niestety słodycze działają na Lilę jak na nałogowca, który po jednej porcji żebrze o więcej. - Co było na obiadek?
- Nie było nic słodkiego, naprawdę!
- A co było?
- Nie powiem.
- A dlaczego nie chcesz powiedzieć?
- Warzywa! Były warzywa. Brokułki i ziemniaki. A do tego befsztyk.
Poczułam się przekonana szczegółowym opisem i tym "befsztykiem", bo w domu nie używamy takich wyrafinowanych określeń (nie mówiąc o wyrafinowanych potrawach, na wołowinę zawsze mi szkoda kasy).
Jednak befsztyk w piątek obudził moją czujność i po sprawdzeniu w kilku źródłach dowiedziałam się, że na obiad Lila miała placki z cukrem...
- Lilianko, mama Jacka mówi, że on jadł słodkie placki, jak to możliwe?
- Bo placki były na podwieczorek.
- Wcześniej mówiłaś, że na podwieczorek były owoce...
- Tak - banany, jabłka i do tego placki.
- Mówisz prawdę?
- Tak, mamusiu.
Spróbowałam jeszcze wieczorem.
- Panie Boże, dziękujemy ci za dobry dzień i za to, że na obiad były placki.
- Na podwieczorek - prostuje z uroczym uśmiechem Lila.
Chyba powinnam być zmartwiona tym, że kłamie, ale, szczerze mówiąc, jestem pewna podziwu dla jej wirtuozerii w trzymaniu się swojej wersji.
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
15 lis 2013
14 lis 2013
Chorobowe
Lilka, trochę ponad 4 lata
Róźka, trochę przed 2. rokiem
W czasie deszczu dzieci się nie nudzą.
Tylko na przykład zapraszają się wzajemnie na herbatkę
Robią zdjęcia (Mama, nie ruszaj się, bo nie wyjdzie!)
I pomagają w porządkach
Róźka, trochę przed 2. rokiem
W czasie deszczu dzieci się nie nudzą.
Tylko na przykład zapraszają się wzajemnie na herbatkę
Robią zdjęcia (Mama, nie ruszaj się, bo nie wyjdzie!)
I pomagają w porządkach
13 lis 2013
Tenisówki
Różyczka, rok, 10 miesięcy i 18 dni
- Róziu, co zakladasz na nóżki?
- Temisiuśki. Jetja siuśka, lula siuśka.
- Róziu, co zakladasz na nóżki?
- Temisiuśki. Jetja siuśka, lula siuśka.
12 lis 2013
Papla
Różyczka, rok, 10 miesięcy i 17 dni
U Rózi nagle pękł balonik ze słowami. Z odbiorem ciągle nie jest łatwo. Wrodzone talenta muzyczne każą jej z honorami traktować melodię wyrazu, nie ma zatem Róża specjalnej atencji dla brzmienia, natomiast liczba sylab musi się zgadzać (lolony - czerwony, lolony - zielony, lolole - przedszkole; ze staroci: pababa - dziękuję, pababa - plac zabaw). Hitem ostatniego tygodnia jest "wszystko w porządku" (dziecko powtarzało za tatusiem, kiedy mnie i Lili nie było w domu, chyba nie chcę dociekać, co się tam działo i kto sobie o mało nie rozbił lokatego łba) oraz hujka Maja, bez komentarza.
Tu materiał poglądowy dla ciekawych wszystkiego w porządku, materiał dość wymęczony wobec podniecenia wywołanego przez sam fakt nagrywania (błagalne żebranie ja, li! oznacza w wolnym tłumaczeniu "odwróć ekran, chcę się zobaczyć na filmie!")
Aha, mimo rosnącej miłości do słów nie widać, żeby stara miłość Róży doznała jakiegokolwiek zaniedbania:
- Lila, sprawdź, co robi Róźka w kuchni.
- Siedzi na blacie i je masło.
U Rózi nagle pękł balonik ze słowami. Z odbiorem ciągle nie jest łatwo. Wrodzone talenta muzyczne każą jej z honorami traktować melodię wyrazu, nie ma zatem Róża specjalnej atencji dla brzmienia, natomiast liczba sylab musi się zgadzać (lolony - czerwony, lolony - zielony, lolole - przedszkole; ze staroci: pababa - dziękuję, pababa - plac zabaw). Hitem ostatniego tygodnia jest "wszystko w porządku" (dziecko powtarzało za tatusiem, kiedy mnie i Lili nie było w domu, chyba nie chcę dociekać, co się tam działo i kto sobie o mało nie rozbił lokatego łba) oraz hujka Maja, bez komentarza.
Tu materiał poglądowy dla ciekawych wszystkiego w porządku, materiał dość wymęczony wobec podniecenia wywołanego przez sam fakt nagrywania (błagalne żebranie ja, li! oznacza w wolnym tłumaczeniu "odwróć ekran, chcę się zobaczyć na filmie!")
Aha, mimo rosnącej miłości do słów nie widać, żeby stara miłość Róży doznała jakiegokolwiek zaniedbania:
- Lila, sprawdź, co robi Róźka w kuchni.
- Siedzi na blacie i je masło.
Zagadka
Lila, 4 lata i 10 dni
- Mamo, co to jest: pełznie po ziemi.
- Wąż.
- Nie, ślimak.
- Ale wąż też pełznie po ziemi.
- Ale to jest zagadka o ślimaku!
- Mamo, co to jest: pełznie po ziemi.
- Wąż.
- Nie, ślimak.
- Ale wąż też pełznie po ziemi.
- Ale to jest zagadka o ślimaku!
1 lis 2013
Wszystkich Świętych
Nie mogę dzisiaj przestać myśleć o małym-wielkim człowieku, który odszedł do nieba tego lata. I o jego rodzicach, dla których dzisiejszy dzień jest być może szczególniejszy od innych, poprzednich.
Może smutno im dziś bardziej niż zwykle, a może mniej - bo mogą sobie przypomnieć, jak wiele dobrych ludzi opiekuje się teraz Szymkiem.
Zrobili wszystko, żeby ich synek był dłużej z nimi.
Nigdy nie pisałam z takim trudem żadnej z moich notek.
[*]
Może smutno im dziś bardziej niż zwykle, a może mniej - bo mogą sobie przypomnieć, jak wiele dobrych ludzi opiekuje się teraz Szymkiem.
Zrobili wszystko, żeby ich synek był dłużej z nimi.
Nigdy nie pisałam z takim trudem żadnej z moich notek.
[*]
31 paź 2013
O spostrzegawczości
Różysia, 1 rok, 10 miesięcy i 5 dni
- Mamo, mamo, but'! Mamo, bucik!
- Gdzie, Róziu?
- Tam, tam! Bucik Peppy!
- Świnki Peppy?
- Tak! Bucik! Peppa pig!
- Mamo, mamo, but'! Mamo, bucik!
- Gdzie, Róziu?
- Tam, tam! Bucik Peppy!
- Świnki Peppy?
- Tak! Bucik! Peppa pig!
22 paź 2013
W roli
Lilka, za 10 dni 4 lata
Lila łazi po domu na czworakach i miauczy, bo jest Bazylką.
- Bazylko, wyjdź teraz z kuchni, bo chcę tu umyć podłogę. Będziesz miała mokre łapki.
- Miau, ale ja jestem kotkiem-czyścioszkiem, lubię mieć mokre łapki.
- Podepczesz mi całą podłogę, jak będziesz tu chodzić, będzie brzydko wyglądała.
- Ale ja jestem kotkiem, a kotek tego nie rozumie.
Lila łazi po domu na czworakach i miauczy, bo jest Bazylką.
- Bazylko, wyjdź teraz z kuchni, bo chcę tu umyć podłogę. Będziesz miała mokre łapki.
- Miau, ale ja jestem kotkiem-czyścioszkiem, lubię mieć mokre łapki.
- Podepczesz mi całą podłogę, jak będziesz tu chodzić, będzie brzydko wyglądała.
- Ale ja jestem kotkiem, a kotek tego nie rozumie.
16 paź 2013
Dobra siostra
Rózia, rok, 9 miesięcy i 20 dni
- Róziu, chcesz morelę?
- Tap, molele.
- Proszę. O, jest jeszcze jedna. Jedna dla ciebie, a jedna dla mnie.
- Nie! La Lili.
Odłożyłyśmy na talerzyk i czeka, aż Lila wróci z przedszkola.
- Róziu, chcesz morelę?
- Tap, molele.
- Proszę. O, jest jeszcze jedna. Jedna dla ciebie, a jedna dla mnie.
- Nie! La Lili.
Odłożyłyśmy na talerzyk i czeka, aż Lila wróci z przedszkola.
14 paź 2013
Wszystkożernie
Lila, 3 lata, 11 miesięcy i 12 dni
- Mamo, a czego nie lubią koty?
- Hmm, na przykład cytryny. Albo czosnku. Wiesz, koty najbardziej lubią mięso, bo to mięsożercy. Ale są też takie zwierzęta, co lubią jeść tylko rośliny - jak królik. A ludzie są wszystkożerni... - kontynuuję wykład.
- Ludzie przecież nie są wszystkożerni!
- Jak to nie?
- Bo na przykład dorośli nie jedzą lizaków.
- Mamo, a czego nie lubią koty?
- Hmm, na przykład cytryny. Albo czosnku. Wiesz, koty najbardziej lubią mięso, bo to mięsożercy. Ale są też takie zwierzęta, co lubią jeść tylko rośliny - jak królik. A ludzie są wszystkożerni... - kontynuuję wykład.
- Ludzie przecież nie są wszystkożerni!
- Jak to nie?
- Bo na przykład dorośli nie jedzą lizaków.
13 paź 2013
O gustach i... i takich tam
Lilka, 3 lata, 11 miesięcy i 11 dni
Rózia siedzi na kibelku, Lila czai się obok, bo chce zobaczyć kupę. Nie pytajcie, chce to chce. Ja z kolei czaję się przy Róży, żeby mi nie zwiała z muszli z brudnym pupskiem, jak to ma w zwyczaju. Samo życie. Za chwilę przy Rózi zmienia mnie Tatuś Kochany, bo on już miał szansę zjeść obiad, a mój właśnie stygnie w kuchni (samo życie x 2). Z pewnego oddalenia słyszę zatem szum spłukiwanej wody i ryk zawodu pierworodnej... - Lila przybiega do mnie zapłakana, usmarkana i żali się, że tata spłukał kupę, a ona jeszcze nie zdążyła jej zobaczyć. Trochę skręcam się ze śmiechu, ale staram się robić współczujące miny.
Tatuś Kochany, wyczuwszy powagę sytuacji, woła za beksą z łazienki:
- Lila, chodź, nie wszystko się spłukało, są jeszcze jakieś resztki!
- Resztki mi się nie podobają - burczy w podłogę obrażona Lilianka i kontynuuje szlochy...
Rózia siedzi na kibelku, Lila czai się obok, bo chce zobaczyć kupę. Nie pytajcie, chce to chce. Ja z kolei czaję się przy Róży, żeby mi nie zwiała z muszli z brudnym pupskiem, jak to ma w zwyczaju. Samo życie. Za chwilę przy Rózi zmienia mnie Tatuś Kochany, bo on już miał szansę zjeść obiad, a mój właśnie stygnie w kuchni (samo życie x 2). Z pewnego oddalenia słyszę zatem szum spłukiwanej wody i ryk zawodu pierworodnej... - Lila przybiega do mnie zapłakana, usmarkana i żali się, że tata spłukał kupę, a ona jeszcze nie zdążyła jej zobaczyć. Trochę skręcam się ze śmiechu, ale staram się robić współczujące miny.
Tatuś Kochany, wyczuwszy powagę sytuacji, woła za beksą z łazienki:
- Lila, chodź, nie wszystko się spłukało, są jeszcze jakieś resztki!
- Resztki mi się nie podobają - burczy w podłogę obrażona Lilianka i kontynuuje szlochy...
Multimedia
4 paź 2013
Róża to ja
Róża, 1 rok, 9 miesięcy i kawałek
Rózinka bardzo wcześnie opanowała zaimek "ja" - prawdopodobnie pod wpływem starszej siostry - kiedy Lila krzyczy "teraz ja, ja!" i potem coś dostaje, należy ją naśladować. Nie byliśmy pewni, czy "ja" to nie mocno uproszczona wersja imienia "Róża", ale niedawno okazało się, że jest "ja" i jest "Lula".
I tak "ja" jest odpowiedzią na wszystkie pytania skierowane do Rózi i zaczynające się od "A kto...?", co stanowi przednią rozrywkę dla całej rodziny:
- Rózia, uderzyłaś Lilkę?
- Nie.
- A kto jest małym kłamczuszkiem?
- Ja!
Poza tym obok "ja" zaczęło pojawiać się "ty". Najpierw chyba nawet w znaczeniu właściwym, ale bardzo szybko relatywność zaimka pomieszała Rózi w głowie i teraz, żeby w żadnym razie nie zostać pominiętą, chcąca czegoś Rózia krzyczy "ja, ti, ja, ti!!"
A dzisiaj śpiewałam Rózi wymyśloną naprędce piosenkę ze słowami "mała, mała Rózia", którą Rózinka pięknie naśladowała, z początku śpiewając "mała, mała Mi", a po wytłumaczeniu, że nie tylko Mi może być mała: "mała, mała... ja!".
Rózinka bardzo wcześnie opanowała zaimek "ja" - prawdopodobnie pod wpływem starszej siostry - kiedy Lila krzyczy "teraz ja, ja!" i potem coś dostaje, należy ją naśladować. Nie byliśmy pewni, czy "ja" to nie mocno uproszczona wersja imienia "Róża", ale niedawno okazało się, że jest "ja" i jest "Lula".
I tak "ja" jest odpowiedzią na wszystkie pytania skierowane do Rózi i zaczynające się od "A kto...?", co stanowi przednią rozrywkę dla całej rodziny:
- Rózia, uderzyłaś Lilkę?
- Nie.
- A kto jest małym kłamczuszkiem?
- Ja!
Poza tym obok "ja" zaczęło pojawiać się "ty". Najpierw chyba nawet w znaczeniu właściwym, ale bardzo szybko relatywność zaimka pomieszała Rózi w głowie i teraz, żeby w żadnym razie nie zostać pominiętą, chcąca czegoś Rózia krzyczy "ja, ti, ja, ti!!"
A dzisiaj śpiewałam Rózi wymyśloną naprędce piosenkę ze słowami "mała, mała Rózia", którą Rózinka pięknie naśladowała, z początku śpiewając "mała, mała Mi", a po wytłumaczeniu, że nie tylko Mi może być mała: "mała, mała... ja!".
26 wrz 2013
Wzrusz
Lilka, 3 lata, 10 miesięcy i 24 dni
- Mamo, ty jesteś artystką! - ni stąd, ni zowąd zaczyna Lila, prawdopodobnie w celu maksymalnego opóźnienia chwili, kiedy będzie musiała iść do łóżka.
- Artystką, naprawdę? A co to znaczy?
- Że umiesz wszystko zrobić.
- Ale ja nie umiem zrobić wszystkiego. Czy umiem zbudować dom?
- Umiesz, z klocków.
- Nie potrafiłabym też na przykład zrobić samochodu...
- Z fotela nam robisz.
- No dobrze, a co potrafi robić twoja mama-artystka?
- Wszystko namalować.
- A rzeźbić?
- No nie. Ale umiesz ulepić kotka z plasteliny.
- A grać na jakimś instrumencie?
- Też umiesz. Tylko nie grasz.
- Mamo, ty jesteś artystką! - ni stąd, ni zowąd zaczyna Lila, prawdopodobnie w celu maksymalnego opóźnienia chwili, kiedy będzie musiała iść do łóżka.
- Artystką, naprawdę? A co to znaczy?
- Że umiesz wszystko zrobić.
- Ale ja nie umiem zrobić wszystkiego. Czy umiem zbudować dom?
- Umiesz, z klocków.
- Nie potrafiłabym też na przykład zrobić samochodu...
- Z fotela nam robisz.
- No dobrze, a co potrafi robić twoja mama-artystka?
- Wszystko namalować.
- A rzeźbić?
- No nie. Ale umiesz ulepić kotka z plasteliny.
- A grać na jakimś instrumencie?
- Też umiesz. Tylko nie grasz.
24 wrz 2013
Sztuka perswazji
Lilianka, 3 lata, 10 miesięcy i 3 tygodnie
Lilka bawi się ze mną w sklep. Ona kupuje.
- Poproszę dwa jabłka.
- Proszę.
- I trzy winogrona.
- Proszę.
- I groszek.
- W puszce czy zielony?
- Zielony.
- Czy coś jeszcze?
- Tak - cedzi przez zęby - masz mi zawsze oddawać wszystkie pieniądze!
Nie jestem pewna, ale chyba to był napad.
Lilka bawi się ze mną w sklep. Ona kupuje.
- Poproszę dwa jabłka.
- Proszę.
- I trzy winogrona.
- Proszę.
- I groszek.
- W puszce czy zielony?
- Zielony.
- Czy coś jeszcze?
- Tak - cedzi przez zęby - masz mi zawsze oddawać wszystkie pieniądze!
Nie jestem pewna, ale chyba to był napad.
Subskrybuj:
Posty (Atom)