17 i 1/2 miesiąca
Upiekłam wczoraj ciasto marchewkowe.
Lila na sam dźwięk słowa "ciasto" dostaje ślinotoku i wchodzi w tryb mendzący.
Dałam jej jeden kawałeczek jeszcze ciepłego. Drugi. Trzeci. Czwarty. Po piątym mówię "już chyba masz dosyć, teraz zanieś tacie".
Lila wzięła ode mnie ciasto, grzecznie oddała tacie, po czym wyżebrała sobie od niego sporą część.
Wraca.
"- Ale ty już jadłaś. Nie dam ci"
"- Tata!" - tłumaczy Lilka, nagle niesłychanie dbała o tatową aprowizację.
Dostała kawałek dla taty, połowę zeżarła na odcinku kuchnia-pokój.
I tak jeszcze z pięć razy.
Wróżę jej karierę bankowca...
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
13 kwi 2011
11 kwi 2011
Gumowe ucho
Wieziemy Lilkę rano do dziadków. Przez telefon informuję, o której mają się nas spodziewać i dodaję "Lila już piła mleczko".
- Kaka! - przerywa mi pierworodna głosem karcącym.
Prawda, wcale nie piła mleczka, piła kakałko, a mama beztrosko minęła się z prawdą.
- Kaka! - przerywa mi pierworodna głosem karcącym.
Prawda, wcale nie piła mleczka, piła kakałko, a mama beztrosko minęła się z prawdą.
9 kwi 2011
Nie tuczy
Posadzona nad obiadkiem Lila bardzo zdecydowanie dała mi do zrozumienia, że gardzi ziemniakiem, mdło jej na widok cukinii i absolutnie nie zamierza patrzeć na coś, co mama nazywa "kotlecikiem".
Ok. Nie chcesz - nie jedz.
Została wyjęta z krzesełka do karmienia, po czym w ciągu następnych 10 minut wykradła albo wyżebrała całe jedzenie z własnego talerzyka.
Ok. Nie chcesz - nie jedz.
Została wyjęta z krzesełka do karmienia, po czym w ciągu następnych 10 minut wykradła albo wyżebrała całe jedzenie z własnego talerzyka.
3 kwi 2011
Przekornie
Lila jest na tym cudownym etapie rozwoju, że pierwszą jej odpowiedzią na każde pytanie jest zawsze "nie", a potem dopiero zaczyna zastanawiać się, o co ją pytano. No, chyyyyba że chodzi o ciasteczka.
Dialogujemy sobie dziś podczas spaceru:
- Lila...
- Nie, nie, nie, nie, nie!
- Lila, a powiedz "tak".
- NIE!
- A powiedz "nie".
- ...Taaak.
Dialogujemy sobie dziś podczas spaceru:
- Lila...
- Nie, nie, nie, nie, nie!
- Lila, a powiedz "tak".
- NIE!
- A powiedz "nie".
- ...Taaak.
28 mar 2011
Parafraza
- Umiesz powiedzieć "cześć"?
- Csejś!
- Brawo! Teraz jedziemy do dziadków, będziesz im mogła zaśpiewać Cześć, babcia! Cześć, dziadek! Przyszłam na obiadek.
- Dajcie jeśś?
- Csejś!
- Brawo! Teraz jedziemy do dziadków, będziesz im mogła zaśpiewać Cześć, babcia! Cześć, dziadek! Przyszłam na obiadek.
- Dajcie jeśś?
22 mar 2011
Sztuka wyboru
Lila jest bardzo zdecydowaną dziewczynką. Wie, czego chce, wie, czego nie chce. Na przykład na pytanie "pocałujesz mamusię?" zawsze rzuca mi spojrzenie "sorry, Winnetou, nie tym razem" i uprzejmie kręci główką, że nie.
Największa zabawa jest przy wybieraniu książeczki do snu. Trzymam 10 kg dziecka w śpiworku przed półką z książkami i wybieramy. Ta? Nie. Ta? E-e. A może ta? Eeeee. O rybaku i złotej rybce? E-e. O poziomkach? Przecież to lubisz! E-e. A może o krasnoludkach? Ta... E-e. Jednak nie? O lisku? E-e. O biedronce? TAK! Uff...
A dziś padł rekord. Zareklamowałam jej kolejno wszystkie książeczki z półki. Ponad pięćdziesiąt sztuk. Akceptacji nie doczekała się żadna. Do snu układałyśmy puzzle, choć księżniczka też nie była do końca przekonana, czy ją to zadowala.
To naprawdę nie to, że Lila jest niezdecydowana. Ona jest bardzo zdecydowana. Na jedną, konkretną książeczkę. Tylko czasem trudno ją znaleźć. Na przykład dzisiejszej jeszcze nie napisano.
Największa zabawa jest przy wybieraniu książeczki do snu. Trzymam 10 kg dziecka w śpiworku przed półką z książkami i wybieramy. Ta? Nie. Ta? E-e. A może ta? Eeeee. O rybaku i złotej rybce? E-e. O poziomkach? Przecież to lubisz! E-e. A może o krasnoludkach? Ta... E-e. Jednak nie? O lisku? E-e. O biedronce? TAK! Uff...
A dziś padł rekord. Zareklamowałam jej kolejno wszystkie książeczki z półki. Ponad pięćdziesiąt sztuk. Akceptacji nie doczekała się żadna. Do snu układałyśmy puzzle, choć księżniczka też nie była do końca przekonana, czy ją to zadowala.
To naprawdę nie to, że Lila jest niezdecydowana. Ona jest bardzo zdecydowana. Na jedną, konkretną książeczkę. Tylko czasem trudno ją znaleźć. Na przykład dzisiejszej jeszcze nie napisano.
16 mar 2011
Odpowiednie dać rzeczy
Liliana jest wielką fanką prostej i niewymagającej wysiłku komunikacji.
W swoim repertuarze do wyrażania myśli i uczuć ma sylaby MA, TA, BA, SI, DA, TU, JI, TY, AM oraz BAM. Większość z nich ma funkcję określania co najmniej dwóch desygnatów.
Do tego jest DI. Tą sylabą określane jest wszystko, czego nie da się nazwać pozostałymi dziesięcioma. Prawda, że praktyczne?
Do kompletu posługuje się gestami, onomatopejami i różnymi innymi wspomagaczami.
Cóż. Dogadujemy się jakoś.
W swoim repertuarze do wyrażania myśli i uczuć ma sylaby MA, TA, BA, SI, DA, TU, JI, TY, AM oraz BAM. Większość z nich ma funkcję określania co najmniej dwóch desygnatów.
Do tego jest DI. Tą sylabą określane jest wszystko, czego nie da się nazwać pozostałymi dziesięcioma. Prawda, że praktyczne?
Do kompletu posługuje się gestami, onomatopejami i różnymi innymi wspomagaczami.
Cóż. Dogadujemy się jakoś.
12 mar 2011
Mała Miss
8 mar 2011
Pomocnik
Rok, cztery miesiące i 6 dni
Lilka wkroczyła niedawno w uroczy okres małego asystenta.
Mama wchodzi do łazienki, Lila za nią. Widzi rozsypany żwirek, mówi "beee" i podaje mamie zmiotkę. W międzyczasie zagląda do kociej kuwety, organizuje łopatkę do sprzątania kocich kupek, po czym zafascynowana przygląda się jak znikają spłukane w toalecie. Potem sama podwija sobie rękawki i leci do bidetu, bo przecież trzeba umyć rączki.
Mama bierze prysznic, Lila puka jej przez szybkę, potem podaje kapcie wprost do brodzika, ściąga ręcznik, zrzucając go sobie na głowę i leci po szmatę, żeby wytrzeć wodę, która zalała łazienkę, kiedy dziecko otworzyło kabinę, żeby pomachać mamusi.
A tak wygląda pomoc w kuchni:
Lilka wkroczyła niedawno w uroczy okres małego asystenta.
Mama wchodzi do łazienki, Lila za nią. Widzi rozsypany żwirek, mówi "beee" i podaje mamie zmiotkę. W międzyczasie zagląda do kociej kuwety, organizuje łopatkę do sprzątania kocich kupek, po czym zafascynowana przygląda się jak znikają spłukane w toalecie. Potem sama podwija sobie rękawki i leci do bidetu, bo przecież trzeba umyć rączki.
Mama bierze prysznic, Lila puka jej przez szybkę, potem podaje kapcie wprost do brodzika, ściąga ręcznik, zrzucając go sobie na głowę i leci po szmatę, żeby wytrzeć wodę, która zalała łazienkę, kiedy dziecko otworzyło kabinę, żeby pomachać mamusi.
A tak wygląda pomoc w kuchni:
28 lut 2011
Konkrety
Lila cały dzień spędziła u dziadków.
Kiedy po nią przyjechaliśmy, pytamy:
- Lila, a co dzisiaj robiłaś u babci?
- Si.
- A coś więcej?
- E-e*
Słowniczek dla słabiej zorientowanych:
E-e -kupa
Si - siku
Kiedy po nią przyjechaliśmy, pytamy:
- Lila, a co dzisiaj robiłaś u babci?
- Si.
- A coś więcej?
- E-e*
Słowniczek dla słabiej zorientowanych:
E-e -kupa
Si - siku
18 lut 2011
Komunikacja niewerbalna
Kiedy Lila chce iść na spacer, staje pod drzwiami wejściowymi i naśladuje dźwięk skrzypiącej huśtawki.
15 lut 2011
13 lut 2011
o komunikatywności
ba - baranek, beee (czyli to, co baranek mówi), babcia (jak Lili nie chce się mówić więcej)
baba - babcia
bu - piesek, bum, zimno
da - daj, dziadek
jiiiiiii - Lilka, ptaszek, motylek (frrr...)
ma, mamm - am
mama - mama
si - siku, nocnik, wąż
tata - tata
ti, ti, ti - myszka, piszczeć, mikrofalówka, karetka, dzwonek do dzwi
tsi - psik, spryskiwacz, mydło w płynie itp.
Są jeszcze liczne onomatopeje przynależne do różnych zwierzątek, ale te sobie daruję ze względu na trudność z zapisem.
Z pobieżnej analizy wynika, że Lila ma w swoim języku wiele homonimów często dotyczących dość odległych dziedzin, natomiast jedzenie doczekało się aż dwóch różnych (ok, nie bardzo różnych) określeń.
Jakieś wnioski?
Muszę jeszcze komuś przypominać te wytarte przykłady o liczbie określeń rodzajów śniegu u Eskimosów? No.
Zresztą - czyż nie jest komunikatywna, gdy chodzi o to, co dla niej ważne?
baba - babcia
bu - piesek, bum, zimno
da - daj, dziadek
jiiiiiii - Lilka, ptaszek, motylek (frrr...)
ma, mamm - am
mama - mama
si - siku, nocnik, wąż
tata - tata
ti, ti, ti - myszka, piszczeć, mikrofalówka, karetka, dzwonek do dzwi
tsi - psik, spryskiwacz, mydło w płynie itp.
Są jeszcze liczne onomatopeje przynależne do różnych zwierzątek, ale te sobie daruję ze względu na trudność z zapisem.
Z pobieżnej analizy wynika, że Lila ma w swoim języku wiele homonimów często dotyczących dość odległych dziedzin, natomiast jedzenie doczekało się aż dwóch różnych (ok, nie bardzo różnych) określeń.
Jakieś wnioski?
Muszę jeszcze komuś przypominać te wytarte przykłady o liczbie określeń rodzajów śniegu u Eskimosów? No.
Zresztą - czyż nie jest komunikatywna, gdy chodzi o to, co dla niej ważne?
8 lut 2011
O jedzeniu
15 miesięcy i 6 dni
- Mosze, ty jedz.
- ...
- Mosze, ty zacznij jeść!
- Przecież jem!
- Ty nie jesz, ty żresz.
Dodawać coś?
Lilianka posługuje się biegle czterema słowami. Mama, tata, da i am. Potrafi z nich tworzyć zdania. Na przykład: Mama am. Mama da am. Da am. Tata am...
Am. Amamamamamama. Da. DA. DADADADADA!!!!
- Lilka, ale popatrz na talerz. Tu już nic nie ma.
- Ma!
Głodna Lila (czyli PO PROSTU Lila) jest w stanie zrobić wszystko, żeby napełnić czymś tę czarną dziurę między grzywką a butkami. Najlepiej, żeby to coś było słodkie. I tłuste. Taki pączuś na przykład. Mniam. Ale smakoszka nie pogardzi też kiszoną kapustą z kminkiem. Pęczakiem. Chińszczyzną na ostro. Szarą renetą. Pumperniklem. Cytryną.
Nie rozdrabniajmy się - nie pogardzi niczym.
Ostatnio tak ubolewała nad faktem, że nie potrafi włożyć sobie całej kiełbaski na raz do buzi, że zdezorientowana kiełbaska wyleciała na podłogę i zajęła się nią zawsze czujna Bazylia, co Lilkę doprowadziło do rzewnego płaczu.
Nie wiem, na co wydatkuje te tysiące kalorii, ale na pewno nie na rośnięcie. Kołace się bida między dziesiątym a dwudziestym piątym centylem i tak się pewnie będzie kołatać do matury, co nam akurat zupełnie nie przeszkadza. Konstatujemy.

- Mosze, ty jedz.
- ...
- Mosze, ty zacznij jeść!
- Przecież jem!
- Ty nie jesz, ty żresz.
Dodawać coś?
Lilianka posługuje się biegle czterema słowami. Mama, tata, da i am. Potrafi z nich tworzyć zdania. Na przykład: Mama am. Mama da am. Da am. Tata am...
Am. Amamamamamama. Da. DA. DADADADADA!!!!
- Lilka, ale popatrz na talerz. Tu już nic nie ma.
- Ma!
Głodna Lila (czyli PO PROSTU Lila) jest w stanie zrobić wszystko, żeby napełnić czymś tę czarną dziurę między grzywką a butkami. Najlepiej, żeby to coś było słodkie. I tłuste. Taki pączuś na przykład. Mniam. Ale smakoszka nie pogardzi też kiszoną kapustą z kminkiem. Pęczakiem. Chińszczyzną na ostro. Szarą renetą. Pumperniklem. Cytryną.
Nie rozdrabniajmy się - nie pogardzi niczym.
Ostatnio tak ubolewała nad faktem, że nie potrafi włożyć sobie całej kiełbaski na raz do buzi, że zdezorientowana kiełbaska wyleciała na podłogę i zajęła się nią zawsze czujna Bazylia, co Lilkę doprowadziło do rzewnego płaczu.
Nie wiem, na co wydatkuje te tysiące kalorii, ale na pewno nie na rośnięcie. Kołace się bida między dziesiątym a dwudziestym piątym centylem i tak się pewnie będzie kołatać do matury, co nam akurat zupełnie nie przeszkadza. Konstatujemy.
Na zdjęciu: łzy Lilianki metaforycznie otarte zupełnie niemetaforycznym biszkopcikiem
23 sty 2011
Kocie zabawy
14 miesięcy i 3 tygodnie
Zainspirowana komentarzem Kariny pod poprzednią notką, zaczęłam uzmysławiać sobie efekty chowania dziecka z kotami. Różne.
Z jednej strony Lila rozpozna kota na najbardziej schematycznym obrazku, a książeczki przegląda pod kątem czy jest tam narysowany kotek. Z drugiej - hmm... Wystarczy spojrzeć na ulubione zabawy:


Zainspirowana komentarzem Kariny pod poprzednią notką, zaczęłam uzmysławiać sobie efekty chowania dziecka z kotami. Różne.
Z jednej strony Lila rozpozna kota na najbardziej schematycznym obrazku, a książeczki przegląda pod kątem czy jest tam narysowany kotek. Z drugiej - hmm... Wystarczy spojrzeć na ulubione zabawy:
Subskrybuj:
Posty (Atom)