Idyjotka postanowiła się rozmnożyć

Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .

A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)

Miłego czytania.


23 lut 2014

Bluzgacze

Lilka, 4 lata, 3 miesiące i 3 tygodnie
Róża, 2 lata, miesiąc i 4 tygodnie


Taka sytuacja. Po domu biega czterolatka z kucykami, na co dzień urocza intelektualistka, aktualnie pozwalająca dojść do głosu swojej ciemnej stronie:
- Dupa, dupa, dupa! - drze się wniebogłosy w takt własnych tupiących odnóży.
Za nią pomyka, a raczej toczy się na krótkich nóżkach, powiewający lokami blond aniołek i z podobnym zaangażowaniem wtóruje starszej:
- Pupka, pupka, pupka!

20 lut 2014

Zdrowy przedszkolak

Lilka, 4 lata, 2 miesiące i kawałek

Wyedukowane przez matkę w kwestii szkodliwości cukru moje dziecko modli się codziennie przed snem:
"Panie Boże, proszę o zdrowie i o słodycze z cukrem brzozowym".

15 lut 2014

Ciążowo

Lilka, 4 lata, 2 miesiące i 13 dni

Zrobiłam dziś na obiad wielki przysmak moich dzieci - placki ziemniaczane ze śmietaną. Lilka wtrąbiła jakieś potworne ilości, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej mizerną posturę.
Wieczorem rozbiera się do kąpieli:
- O, Lila, ale masz duży brzuch po tym obiedzie!
- No, jak mi tam wejdzie jakaś dzidzia, to się ucieszy "Ojej, ile placków!!"


Odrobina szczerości z rana

Lilka, 4 lata, 2 miesiące i 13 dni


- Rózia, a pamiętasz, dostaliśmy w tych woreczkach kiedyś czekoladki! - podnieca się Lila, która wspomnienia wszelkich słodyczy pielęgnuje w sobie długo i wytrwale.
- Myślę, że Rózia nie pamięta - mówię - bo była wtedy bardzo mała.
- Wcale nie była mała!
- Była malutka. Nie miała wtedy nawet roku.
- Ale była wielka i gruba. I miała duży brzuszek, co nie, Róża? Miałaś brzuszek jak tatuś...
- Sinka - dopowiada pokornie Rózia.

14 lut 2014

Lekcja anatomii

Rózia, 2 lata, miesiąc i 19 dni

Dziś od rana Różyczka - być może to zasługa choroby i wizyty u pana doktora, poprzedzonej krótką pogadanką dotyczącą tego, co trzeba będzie Rózi zbadać i dlaczego *) - wykazywała wyraźnie monotematyczne zainteresowania.
Możliwe też, że przyczyną jest powtarzane od wczoraj często słowa "gorączka",  które mała skojarzyła na mur z "rączka" i trudno jej wyjaśnić, że jedno z drugim łączy się w sposób mniej oczywisty, niż się to Rózi wydaje.

Zaraz po wstaniu z pościeli, wyraźnie zafrapowana, pokazywała nam żyłki widoczne na nadgarstku, pytając "A co to jeśt, takie dziwne sioletowe?". Wytłumaczyliśmy, pokazaliśmy, że też takie mamy, uspokoiła się. Nie na długo. Wkrótce przybiegła do mnie przestraszona, z łapą wyciągniętą sztywno przed siebie, pokazującą linie dłoni z komentarzem "mamo, ja tu mam takie kleśki!". Wyjaśniłam małemu materiałowi na hipochondryka, że tego się nie leczy i że wszyscy mają podobne, a niedługo potem miałam okazję usłyszeć o nowym odkryciu macającego się wciąż po dłoni małego odkrywcy:
- Mamo, a co ja mam tam ślodku? To jest KOŚ!"


*) Pogadanka przyniosła średnie skutki - po wizycie pytam Róziolca, czemu się tak nieludzko darł i mówię, że przecież pan doktor chciał tylko sprawdzić, czy uszka są zdrowe.
- I pan doktor powiedział, że uszka są...?
- Bludne - rezolutnie odpowiedziała moja córka. Co prawda, to prawda, podejrzewam, że jej uszy są tyleż zdrowe, co brudne. Możliwe, że nie są to fakty niezależne, w końcu dobra izolacja zimą to podstawa.

Inglisz

Lilka, cztery lata, 3 miesiące i coś

Siedzimy przy kuchennym stole, Lila zaczyna wypytywać:
-  A kuchnia to jest kiczyn?
- Tak.
- A jak jest po angielsku "jesteśmy"?
- We are.
- A jak jest po angielsku "f"?
- "F"? "F" to "f". Tak jak po polsku. To nic nie znaczy.
- Aha. Jesteśmy f kiczyn. Łi ar f kiczyn! 


13 lut 2014

Chorak

Róża, 2 lata, miesiąc i 18 dni

Chorak ma dwa lata, gorączkę, bolące uszy i nieprzerwany słowotok.


...jesiem chola, mam golońćke, o tutaj [pokazuje swoją rączkę], daj lekalsfo! A silopek to jeśt lekalsfo? Ale śmieśnie. Jeśtem chola i mam jumieńce jak Kicia Kocia, chcem josiołek. Maś josiołek?...



Zapisałam choraka do doktora, pojechałyśmy, wcześniej dokładnie przećwiczywszy, jak pokazuje się gardło i co pan doktor będzie badał. O:


U pana doktora w poczekalni Rózia natychmiast obwieściła "siusiu i kupę!", ale po tym, jak z bardzo przepraszającą miną zapukałam do gabinetu i spytałam o przybytek, a doktor zaprosił nas do swojego domu i otworzył odpowiednie drzwi, dziecku momentalnie się odechciało. Od razu zapragnęła wyjść na zewnątrz, choć bystre oko nie omieszkało omieść przybytku, bo potem w aucie usłyszałam, że pan doktor ma "siupel kabinę". W poczekalni "siusiu i kupę" wróciło ze zdwojoną siłą, do tego doszło "mamo, chcem cycuśka", a audytorium w postaci pozostałych czekających miało ubaw, gratulując mi wyczerpania limitu obciachu na dziś. U pana doktora w gabinecie było wesoło, póki nie przyszedł pan doktor, wtedy od razu gęba się zawarła, łapy zacisnęły się na uszach, a brzuch wił w tańcu hula, żeby nie dopuścić do podniesienia bluzeczki. Pan doktor musi bardzo lubić dzieci, bo zniósł te brewerie z uśmiechem i wypisał Róźce kwit na syropek, który dzierżyła przez całą drogę jak trofeum.

- Ja juś nie mam golońćki.

- Nie masz?
- Tak, ciolaj ja upadłam i udesiłam na kolanko.
- I co?
- Golońćka śpadła.

Kurtyna.

Jadek

Róża, 2 lata, miesiąc i 18 dni

- Mamo, lubię cię.
- Ja też cię lubię, córeczko.
- I tatusia teś lubię. I Lilkę kofam. I kocham kotki...
Tu następuje krótka pauza, po której Rózia jakby z rezygnacją wyznaje:
- Ciebuli nie lubię.

Różyk jest doskonałym przeciwieństwem dziecka niejedzącego, wybrzydzającego i stroniącego od nowych potraw. Gdyby nie moje dziecko, raczej trudno byłoby mi uwierzyć w to, że niespełna dwulatek - wtedy jeszcze - może mieć słabość do sera pleśniowego i oliwek albo żebrać o warzywa.

Są rzeczy, których Rózia nie lubi, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Pamiętam cynamon (w kaszce, bo ciasto z cynamonem jadła i jej nie przeszkadzał), majonez oraz rzodkiewkę, cebulę i czosnek w wersji na surowo. Można zrozumieć.

Dziś kroiłam buraki.
- Cie ślubować! - domaga się Rózia, jak przy każdym jedzeniu, które widzi w zasięgu wzroku.
- Chcesz spróbować buraka? Surowego?
- Tak! - Bierze, chrupie, krzywi się. - Niedoble.
Po chwili Różyk wisi mi na nodze i woła:
- Cie ślubować jesie laś!
- Kochanie, ale już próbowałaś i ci nie smakowało.
- Ale śjadłam! - dumnie podkreśla Róża.




10 lut 2014

W roli

Lilka, 4 lata, 3 miesiące i tydzień

Lila i Róźka bardzo często bawią się w dom, przy czym stałym elementem zabawy jest to, że Lilka reżyseruje, natomiast kluczowym elementem zabawy jest przyznawanie wszystkim członkom rodziny ról innych niż rzeczywiste (ja będę tatą, a ty, Rózia, będziesz Lilą, a mama będzie Różą, a tata Lilą. Mamo, nie mów "przestań", Rózia tak nie mówi, bo nie umie, ona mówi "psieśtań"). I na tym zasadniczo zabawa się kończy, chyba że dodatkowo dojdzie nagła potrzeba zatrudnienia "małej dzidzi", którą Róźka z Lilką bywają na zmianę. Wyobraźcie sobie, jak brzmi sepleniąca dwulatka, która dodatkowo zniekształca słowa, wcielając się w rolę niemowlaka...
A, przepraszam, bywają jeszcze urodzinki, kiedy to dziewczynki na zmianę śpiewają sobie "Sto lat" i wręczają swoje zabawki zapakowane w torby upominkowe wyszarpane z wnęki za pianinem. Nie jestem jednak pewna, czy jest to ciągle ta sama zabawa w dom, czy też zupełnie odrębna zabawa w urodzinki.

Dzisiaj jednak okazało się, że przedszkole jest w stanie wybić Lilę z jej domowej rutyny:
- Wiesz, mamo, w przedszkolu bawiliśmy się w dom.
- I kim byłaś?
- Chomiczkiem Pipkiem. Śliczne imię, prawda?

Śliczne. Jeśli kiedykolwiek trafi nam się w chacie jakiś chomiczy mieszkaniec, niech wie, jakie imię go czeka (że nie wspomnę tu o dwóch kotach, które czekają z pewnością nie mniej intensywnie).


9 lut 2014

Pęd do świętości

Lilka, 4 lata, 3 miesiące i tydzień

Wyszłyśmy z kościoła po niedzielnej mszy. Lilka rozsiada się na swoim foteliku i tonem "mamo, a dlaczego ona ma więcej galaretki niż ja" robi mi wyrzuty:
- Mamo, ja bym chciała umarnąć. Dlaczego ja jeszcze nigdy nie umarnęłam!?
- Chciałabyś umrzeć?
- Taak! Bo ludzie umierają, co?
- Tak, umierają. A dlaczego chciałabyś umrzeć?
- Bo chciałabym pójść do nieba, w niebie jest super, prawda?

3 lut 2014

Trochę prywaty

Już tu kilka razy wyskakiwałam z moją produkcją koszulkowo-bodziakową, ale czas na powtórkę, bo może ktoś nie widział.
To jest MOJA STRONA.
Można lubić, polecać, pokazać potencjalnie zainteresowanym znajomym (będę wdzięczna), komentować albo po prostu obejrzeć i zobaczyć, czy się podoba.
Oraz zamówić, jeśli się podoba.

.








W sprawie koszulek można się ze mną kontaktować na facebookowym czacie albo przez stronę http://fabrykotki.pl

31 sty 2014

Śłoś

Lila, 4 lata i prawie 3 miesiące
Róża, 2 lata, miesiąc i 5 dni


Bardzo długo się opierałam, bo po trwających niezbyt długo w czasach mojej wczesnej młodości próbach tenisowych, które były raczej porażką, miałam jak najgorsze zdanie o swoich możliwościach machania rakietą, a squash w ogóle wydawał mi się egzotyczny, trudny i nie do ogarnięcia dla przeciętnej baby oderwanej od garów i dzieci.
Dziś byłam pierwszy raz w życiu, sport okazał się bardzo dla ludzi (dla ludzi o dwumetrowych nogach i refleksie Flasha, ale ciągle jeszcze ludzi), ale ja nie o tym, tylko o okolicznościach towarzyszących.
Okoliczności były dwie. Cztero- i dwuletnia.
Obie dostały polecenie ograniczać swoją chęć eksploracji do kącika dla maluchów oraz nie włazić na korty.
W związku z czym Rózia zaczęła eksplorację od wypicia czyjegoś soku, pozostawionego na stoliku przed wejściem do kortu, i chęci zwinięcia mu kluczy, po czym oczywiście wepchała się na kort, natomiast Lila zaległa na kanapie przez wielkim telewizorem z jakimś sitcomem, skąd ją po półgodzinie zabrałam, bo płakała rzewnymi łzami, że "Te lekramy są za długie". Potem pani recepcjonistka się zmiłowała i puściła jej bajkę.
Sposoby na wyciągnięcie Rózi choć na pół meczu na drugą stronę szklanej szyby cechowały się takąż różnorodnością, co nieskutecznością. Kiedy w końcu po raz kolejny udało mi się ją wywalić z kortu, zaraz usłyszałam "mamo, siku", więc rzuciłam rakietę i pobiegłam za delikwentką do toalety. Podczas gdy szamotałam się ze spodenkami, delikwentka poinformowała mnie radosnym tonem "O, juś źlobiłam!", ale niespodzianka całe szczęście okazała się niewinnym żarcikiem, majtki były suche, posadziłam, wysiusiała, odetchnęłam z ulgą, że nie muszę przebierać, a ulgę ubrałam w słowa.
- Róźka, dałaś radę, super!
- Jeśtem mega.
- Yy - nie zrozumiałam w pierwszej chwili - No, jesteś świetna dziewczynka.
- Mega jeśtem teś.





30 sty 2014

Logika dwulatka

 Rózia, dwa lata i miesiąc z haczykiem

Ja przepraszam, że tak o Rózi ciągle, ale Lilka rąbie na przodku w przedszkolu, więc mam ją tylko wieczorami (a wtedy szaleje z Róźką na całego) i w weekendy (a wtedy to ja szaleję i staram się odpocząć od wszystkiego, co ma poniżej 25 lat i się rusza).

Róźka życzy sobie jabłuszko. Kroję jej całe na nierówne kawałki. Zabiera się oczywiście za ten największy. Po zjedzeniu trzech czwartych odkłada i bierze inny, niewiele mniejszy, bo ten pierwszy jest za duży i go nie zje (i "busiek pęknie"). Drugi zjada w całości.

Po wizycie w ubikacji Róźka spłukuje "duzim i małim", bo przecież robiła kupkę i siusiu.

Dziewczyny mają eksploatowany ochoczo zestaw płyt z piosenkami dla dzieci. Jest tam wesoły utwór o skrzywionej muzycznie delikwentce, zatytułowany "Dźwiękołapka". Róźka ostatnio pokazuje mi rączkę i mówi "Obać, mam łapkę. Dźiękołapkę!"

Leżę na kanapie z Róźkiem na podołku. Mała mówi coś o drapiącym kotku. Nie bardzo mi się chce wierzyć, że ma na myśli nasze rozlazłe ameby pokryte gęstym futrem, zalegające w różnych punktach mieszkania, ale na wszelki wypadek dopytuję:
- Nasz kotek cię podrapał?
- Taaaak.
- A co Ty mu robiłaś?
- Goniłam.
- I coś jeszcze?
- Psituliłam.
- Aha, i jak go przytuliłaś, to cię potem podrapał?
- Nie! - protestuje zbulwersowana Rózia - Uciekł! Telaś ty jeśteś mój kotek - dodaje za chwilę i tuli się do mnie z całej siły, a po chwili dodaje: - A telaś uciekaj!

29 sty 2014

Mały pyskacz

Róża, 2 lata, 1 miesiąc i 3 dni

Ładuje mi się na kolana, kiedy siedzę przy komputerze.
- A co ty tu chcesz robić?
- Psieśkadzać.


Róźka stuknęła się w kolanko i jęczy.
- Boli? Nie martw się, zaraz przestanie - pocieszam poszkodowaną.
- Ablo psieśtanie, ablo nie psieśtanie - zrzędzi podirytowana Róża.


Chcę posprzątać plastikowe zwierzątka, które rozrzuciła po całym dywanie. Różka chce mi przeszkodzić:
- To jeśt plesient! Ja mam da latka!
- I co teraz?
- Too lat, too lat, niesije, sije nam! Jesie laś, jesie laś, niesije, sije nam. A kto? Józia!!

27 sty 2014

Safo słowieńska

Lila, 4 lata, 2 miesiące i 25 dni


Siedzi Lila z Różą w kąpieli i tworzy poetyczne zagadki polsko-angielskie:
"Dlaczego latające jest masło śliczne na łące?"

Po moich zachwytach nad treścią i formą Lila podaje Róźce foremkę z "piciem", czyli wodą z brodzika i brnie dalej:
"Dlaczego latające jest masło śliczne na łące,
gdzie pachną prawdziwe zające.
Ja moje picie,
ty twoje picie,
a małe masło
siedzi na szczycie"