2 lata i 8 dni
Oglądamy kolorowy wiatraczek.
- Lila, a jakie tu są kolory?
- Takie i takie.
- Hm, ale jak się nazywają?
- Paścik.
Idyjotka postanowiła się rozmnożyć
Powiedzmy, że to blog-córka. Choć lepiej wyglądałoby "córki".
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
Tego blogu .
A gdyby ktoś szukał ojca - znajdzie go tu :)
Miłego czytania.
10 lis 2011
Przekręt
2 lata i 8 dni
Pokazuję Lili w książeczce obrazek lecącego bociana:
- A wiesz, co to?
- Sialomot?
Pokazuję Lili w książeczce obrazek lecącego bociana:
- A wiesz, co to?
- Sialomot?
9 lis 2011
Zatrybiło
Nadal trenujemy Liluta w tym, żeby jak człowiek jadła obiady. Problem w tym, że na ogół nie da się jej namówić nawet na spróbowanie. Odmawia z krzykiem i płaczem, po czym żebrze o słodycze i zawsze jest informowana, że jeśli nie chciała obiadu, to znaczy, że nie jest głodna i finito. A słodycze są na deser, a nie zamiast. Tacy jesteśmy okrutnicy. *)
Dzisiaj nasze trudy zupełnie nieoczekiwanie przyniosły rezultaty.
Zachęcana do spróbowania obiadu Lila nagle zapragnęła czekolady.
Przekrzykując bardzo łzawe "Ladke sce, ladke!!" wyjaśniłam gadowi (ze średnim zapałem, bo wyjaśniałam to już sto razy bez efektów), że owszem, jak zje rosołek, dostanie jedną kostkę.
- Ladke, sce, ladke!! Yyyy, josiołka sce!! Sce josiołek!
Nie wierzę własnym uszom.
- O, naprawdę? To już ci daję.
Grzeję rosół, przekonana, że to chwilowa niepoczytalność gada i za chwilę usłyszę jak zwykle kapryśne "nie sce josiołka".
A Lilut je. Jedna łyżka, druga...
Patrzymy zadziwieni, a córka tonem mentorskim wyjaśnia:
- Śjeś josiołek, dośtajeś ladkę.
Wyjaśniała nam to jeszcze co drugą łyżkę, żebyśmy nie zapomnieli o obietnicy. Śmy nie zapomnieli. Ladka została zjedzona z namaszczeniem po maluteńkim kawałeczku. Podobno była chrupiąca, przynajmniej tak wywnioskowaliśmy z radosnego bełkotu umorusanej buzi.
*) Choć czasem się złamiemy i zaproponujemy gadowi zamiast obiadu jakiś jogurt albo racucha...
Dzisiaj nasze trudy zupełnie nieoczekiwanie przyniosły rezultaty.
Zachęcana do spróbowania obiadu Lila nagle zapragnęła czekolady.
Przekrzykując bardzo łzawe "Ladke sce, ladke!!" wyjaśniłam gadowi (ze średnim zapałem, bo wyjaśniałam to już sto razy bez efektów), że owszem, jak zje rosołek, dostanie jedną kostkę.
- Ladke, sce, ladke!! Yyyy, josiołka sce!! Sce josiołek!
Nie wierzę własnym uszom.
- O, naprawdę? To już ci daję.
Grzeję rosół, przekonana, że to chwilowa niepoczytalność gada i za chwilę usłyszę jak zwykle kapryśne "nie sce josiołka".
A Lilut je. Jedna łyżka, druga...
Patrzymy zadziwieni, a córka tonem mentorskim wyjaśnia:
- Śjeś josiołek, dośtajeś ladkę.
Wyjaśniała nam to jeszcze co drugą łyżkę, żebyśmy nie zapomnieli o obietnicy. Śmy nie zapomnieli. Ladka została zjedzona z namaszczeniem po maluteńkim kawałeczku. Podobno była chrupiąca, przynajmniej tak wywnioskowaliśmy z radosnego bełkotu umorusanej buzi.
*) Choć czasem się złamiemy i zaproponujemy gadowi zamiast obiadu jakiś jogurt albo racucha...
7 lis 2011
Zdrobnionka vol. 3
Jesteśmy na koncercie ("Filharmonia Malucha").
Panna Lilianka smarcze w chusteczkę, po czym entuzjastycznie obwieszcza zgromadzonej tłuszczy:
"O, gijek jeśt! Gijeciek malutki!"
A tak przy okazji - panna Lilianka przyłapana na chusteczki niemaniu:
Panna Lilianka smarcze w chusteczkę, po czym entuzjastycznie obwieszcza zgromadzonej tłuszczy:
"O, gijek jeśt! Gijeciek malutki!"
A tak przy okazji - panna Lilianka przyłapana na chusteczki niemaniu:
Sztuka redukcji
2 lata i 5 dni
Od wczoraj Lila ma zarządzony odwyk od słodkiego, ponieważ w ostatnich dniach konsekwentnie i gwałtownie odmawiała jedzenia czegokolwiek innego niż kaszka i kakao.
Tak więc aktualnie oficjalna wersja brzmi "kaszki nie ma, bo się skończyła" (pierwsza reakcja Lili - ciągnie mnie za rękę i woła: "chodźmy! kupimy!"), zgodziłam się ewentualnie na samo mleko, niech ma coś z życia.
Słyszę dziś rano, jak Lila w kuchni, trzymając łyżeczkę do kaszki, monologuje do siebie: "Kaśki nie ma. Ziośtaje kakao. O, kakała nie ma. Ziośtaje mleko".
Od wczoraj Lila ma zarządzony odwyk od słodkiego, ponieważ w ostatnich dniach konsekwentnie i gwałtownie odmawiała jedzenia czegokolwiek innego niż kaszka i kakao.
Tak więc aktualnie oficjalna wersja brzmi "kaszki nie ma, bo się skończyła" (pierwsza reakcja Lili - ciągnie mnie za rękę i woła: "chodźmy! kupimy!"), zgodziłam się ewentualnie na samo mleko, niech ma coś z życia.
Słyszę dziś rano, jak Lila w kuchni, trzymając łyżeczkę do kaszki, monologuje do siebie: "Kaśki nie ma. Ziośtaje kakao. O, kakała nie ma. Ziośtaje mleko".
2 lis 2011
Panna dziedziczka
2 latka. Równe :)
- Czy panienka Lilianka pije dziś kakałko?
- Panieńka pije.
Wychodzimy z domu, Lila jak zwykle z mozołem pokonała wszystkie schody.
- No, brawa dla tej pani!
- Panieńki. Panieńki Lilećki.
- Czy panienka Lilianka pije dziś kakałko?
- Panieńka pije.
Wychodzimy z domu, Lila jak zwykle z mozołem pokonała wszystkie schody.
- No, brawa dla tej pani!
- Panieńki. Panieńki Lilećki.
30 paź 2011
Ekwilibrystyka
1 rok, 11 miesięcy i 4 tygodnie
Lila uwielbia komplikować sobie życie. Także w mowie.
Pytana "Na którą nóżkę zakładamy najpierw bucik?" - podnosi prawą i mówi "lewą nie".
Dziś mówię do niej podczas jedzenia jajka "a żółtko to jaki ma kolor?" Lila uznała chyba pytanie za uwłaczające jej inteligencji, bo spojrzała na mnie i powiedziała "biaji nie". Czyżby jakiś zalążek ironii?
Lila uwielbia komplikować sobie życie. Także w mowie.
Pytana "Na którą nóżkę zakładamy najpierw bucik?" - podnosi prawą i mówi "lewą nie".
Dziś mówię do niej podczas jedzenia jajka "a żółtko to jaki ma kolor?" Lila uznała chyba pytanie za uwłaczające jej inteligencji, bo spojrzała na mnie i powiedziała "biaji nie". Czyżby jakiś zalążek ironii?
Zdrobnionka vol. 2
1 rok, 11 miesięcy i 4 tygodnie
Ja NAPRAWDĘ tak do niej nie mówię...
Zakładamy śpiworek do spania, procedura obejmuje włożenie rąk, a potem owinięcie nóg i zapięcie.
Lila włożyła rączki.
- A teraz co?
- Nóśki! Nósiećki malutkie - dodaje z czułością.
Ja NAPRAWDĘ tak do niej nie mówię...
Zakładamy śpiworek do spania, procedura obejmuje włożenie rąk, a potem owinięcie nóg i zapięcie.
Lila włożyła rączki.
- A teraz co?
- Nóśki! Nósiećki malutkie - dodaje z czułością.
Pochwała
Lila pięknie robiła siusiu do nocniczka, póki nie zachciało się nam jej odpieluchować. Od 3 dni leje po nogach, na pytanie, czy chce na nocnik, odpowiada, że nie, po czym znowu ma mokre gatki.
Raz, bardziej przez przypadek, udało się jej zrobić siku w nocnik.
Chodziła potem i gadała do siebie "Siupel, Lilećko, siupel, Lilećko".
Raz, bardziej przez przypadek, udało się jej zrobić siku w nocnik.
Chodziła potem i gadała do siebie "Siupel, Lilećko, siupel, Lilećko".
28 paź 2011
Precyzja
1 rok, 11 miesięcy i 26 dni
Lilianka, bez wątpienia po tatusiu, lubuje się w maksymalnym dookreślaniu tego, co ma na myśli.
Łapie mnie za rękę i konstatuje tonem luźnej pogawędki:
"Lonćka mamy jeś ciepła, simna nie, golonca nie"
Lilianka, bez wątpienia po tatusiu, lubuje się w maksymalnym dookreślaniu tego, co ma na myśli.
Łapie mnie za rękę i konstatuje tonem luźnej pogawędki:
"Lonćka mamy jeś ciepła, simna nie, golonca nie"
26 paź 2011
Siła książki
1 rok, 11 miesięcy i 24 dni
- Łup! - słyszę z pokoju Lili - Łup! Łup! Coś wali o podłogę.
Przybiegam. Na podłodze leży już ze dwadzieścia książeczek, za nimi lecą następne.
- Lila, co ty robisz!?
- Citam - spokojnie wyjaśnia Lilianka.
- Łup! - słyszę z pokoju Lili - Łup! Łup! Coś wali o podłogę.
Przybiegam. Na podłodze leży już ze dwadzieścia książeczek, za nimi lecą następne.
- Lila, co ty robisz!?
- Citam - spokojnie wyjaśnia Lilianka.
24 paź 2011
Biegłość
Pisałam nie tak dawno (no dobra, parę miesięcy temu), że Lila posługuje się wyłącznie monosylabami.
Ten okres mamy za sobą, płynnie przeszła do wyrazów dwusylabowych, a teraz już wymiata z trzysylabowymi, w dodatku zgrabnie, choć nieumiejętnie, popisując się zdolnościami słowotwórczymi ("ja siama, siamka, siamićka"). Przy czterosylabowcach natomiast trochę się gubi, ale znalazła na nie świetny sposób. Nadmiar zgłosek zastępuje zaprzyjaźnioną od dawien dawna sylabą "TA". Ulubiony ostatnio kolor to "tatatowi" (fioletowy), a dziś kupiłyśmy "tataićki", żeby Lili nie było zimno w rączki.
Ten okres mamy za sobą, płynnie przeszła do wyrazów dwusylabowych, a teraz już wymiata z trzysylabowymi, w dodatku zgrabnie, choć nieumiejętnie, popisując się zdolnościami słowotwórczymi ("ja siama, siamka, siamićka"). Przy czterosylabowcach natomiast trochę się gubi, ale znalazła na nie świetny sposób. Nadmiar zgłosek zastępuje zaprzyjaźnioną od dawien dawna sylabą "TA". Ulubiony ostatnio kolor to "tatatowi" (fioletowy), a dziś kupiłyśmy "tataićki", żeby Lili nie było zimno w rączki.
Intymnie
1 rok, 11 miesięcy i 22 dni
Myję się. Do łazienki wchodzi Lila.
"O, golasiek! O, cicek masz!"
Siedzę w kibelku, dziecko sobie śpiewa w przedpokoju. Wsłuchałam się:
"Siusiu, siusiu, jobisz, mamusiu, tak, tak.
Siusiu, siusiu, śjobiła mamusia, siusiu, tak"
Myję się. Do łazienki wchodzi Lila.
"O, golasiek! O, cicek masz!"
Siedzę w kibelku, dziecko sobie śpiewa w przedpokoju. Wsłuchałam się:
"Siusiu, siusiu, jobisz, mamusiu, tak, tak.
Siusiu, siusiu, śjobiła mamusia, siusiu, tak"
Zręcznie
Naszą rodzinę dotknęło ręczne fatum - po złamaniu obu łap przez NMSIE przyszedł kolej na Lilę, która - jak się okazało wczoraj w szpitalu - ma podwichnięty łokieć. Nic poważnego, dziecko wesołe i ma się dobrze - no ale fatum jak bum cyk cyk.
Niedziela, więc lekarzy jak na, hm, lekarstwo, trzeba było czekać, a że pora drzemkowa nastała, Lila zasnęła najpierw na stojąco, potem u mnie na rękach, potem w samochodzie w drodze do domu, a następnie - po stanowczym zaprotestowaniu przeciwko wszelkiemu jedzeniu - od razu we własnym łóżeczku.
Wczesne popołudnie było.
Wieczorem przyszli dziadkowie zobaczyć się z chorą, ale się nie doczekali, bo chora nie raczyła nawet uchylić powieki.
O 1.15 w nocy Lila otworzyła dziób, mówiąc "jeść chce!", zjadła cztery łyżeczki paszy, popiła, walnęła się na poduszki i spała prawie do 7 rano.
Obudziła się rześka jak skowronek po circa 17 h snu i prawie nie pamiętała o rączce.
Oto, szanowni Państwo, lekarstwo na większość bolączek i chorób.
Pisząca te słowa pisze te słowa, bo dziecko od godziny znów śpi :]
Niedziela, więc lekarzy jak na, hm, lekarstwo, trzeba było czekać, a że pora drzemkowa nastała, Lila zasnęła najpierw na stojąco, potem u mnie na rękach, potem w samochodzie w drodze do domu, a następnie - po stanowczym zaprotestowaniu przeciwko wszelkiemu jedzeniu - od razu we własnym łóżeczku.
Wczesne popołudnie było.
Wieczorem przyszli dziadkowie zobaczyć się z chorą, ale się nie doczekali, bo chora nie raczyła nawet uchylić powieki.
O 1.15 w nocy Lila otworzyła dziób, mówiąc "jeść chce!", zjadła cztery łyżeczki paszy, popiła, walnęła się na poduszki i spała prawie do 7 rano.
Obudziła się rześka jak skowronek po circa 17 h snu i prawie nie pamiętała o rączce.
Oto, szanowni Państwo, lekarstwo na większość bolączek i chorób.
Pisząca te słowa pisze te słowa, bo dziecko od godziny znów śpi :]
Subskrybuj:
Posty (Atom)