Lila, 4 lata, 3 miesiące, 3 tygodnie
Lidl. Robię szybkie zakupy z Lilką, która oświadczyła mi, że upieczony przeze mnie w domu chleb jest niejadalny, bo MA ZIARENKA, więc bezwzględnie musimy kupić bułki, żeby nie musiała iść dziś spać bez kolacji.
W pewnym momencie Lila wychyla się ze swojego honorowego miejsca w metalowym wózku (tak à propos, te wózki są do 15 kg, ale Lila je kocha, jest ktoś w posiadaniu szesnastokilogramowego dziecka, które przyczyniło się do destrukcji wózka sklepowego? Tak pytam, w celach statystycznych. Napiszcie, czy od razu za to pakują do więzienia, czy dają jeszcze pożegnać się z rodziną), ad rem: wychyla się i pyta o kusząco zaplątany produkt siedzący w lodówce z rybami.
- To sushi - wyjaśniam i idę dalej.
- Ja chcę sushi! - z mocą i niezachwianą pewnością stwierdza Lila.
- Hm, wydaje mi się, że mogłoby ci nie smakować.
- A co tam jest?
- Ryba... - zaczynam.
- Ryba! Przecież ja bardzo lubię ryby. Mamo, kup mi to sushi. Sushi! Chcę sushi! SUSHI! Proszę, kupmy sushi!
Jestem w miarę oswojona z sytuacją, kiedy dziecko marudzi, żeby kupić mu lalkę albo batonik. Mam przygotowane argumenty, kilka typowych kwestii na odparcie ataku oraz jestem wewnętrznie przekonana o tym, że i tak nie kupię, choćby mi się to dziecko zwinęło w trąbkę i porosło zielonym włosiem.
Nie byłam przygotowana na sushi.
Nie byłam przygotowana na to, że ludzie zaczną nam rzucać spojrzenia mówiące "No, niezła rodzinka, pewnie na śniadanie jadają pierożki z rakami, na obiad dzika w prawdziwkach, a dzieci zapychają wodorostami z ryżem".
Nie byłam przygotowana, zatem w końcu kupiłam, choć wydawanie pod koniec miesiąca kasy na niewspółmiernie do smaku i składu drogą popierdółkę niekoniecznie mieści się w moim Kodeksie Konsumenta. Ale - pomyślałam sobie - warto wspierać w dziecku chęć do poznawania nowych smaków, wcale nie tak częstą u małoletnich.
Lila piastowała swój zestaw maki-siaki-i-owaki w drodze do kasy, z niechęcią dała położyć go na taśmie - przy czym musiała obwieścić klientom i kasjerce, że tam jedzie JEJ SUSHI - następnie troszczyła się nieprzeciętnie o umiejscowienie w siatce na zakupy i bezpieczną podróż swojego nowego przyjaciela.
Tu muszę przyznać, że trochę brakuje mi pointy. Zjadła, choć bez entuzjazmu. Stwierdziła, że woli owsiankę. Życie.